Bomod – Ok, czyli wodospad, który jest ok.

Jest jeszcze jedno miejsce, które odwiedziliśmy w Sagadzie, i które również zasługuje na to, aby o nim wspomnieć. Mowa o wodospadzie Bomod – Ok.

Aby tam dotrzeć, ponownie korzystamy z usług Normana. Zawozi nas na miejsce jeepem i jest to przejażdżka co najmniej interesująca. Najbardziej zastanawiające są plamy krwi na podłodze naszego pojazdu i tekturowe pudło z drobnymi kawałkami mięcha. Domyślamy się, że to pozostałości po jakimś nieszczęsnym kurczaku, ale pewności nie mamy.

Na dobre samopoczucie nie wpływa również obecność butli gazowej, zwłaszcza, że droga jest mocno wyboista, a Norman do kategorii kierowców wysoce ostrożnych, raczej się nie zalicza.

Pomimo tych drobnych obaw, udaje nam się szczęśliwie dotrzeć na miejsce, a tam okazuje się, że Norman nie pójdzie z nami do wodospadu. Takie tu zasady, że musimy skorzystać z lokalnego przewodnika i w taki oto sposób poznajemy Ian’a.

Ian prowadzi nas schodami w dół. Widoki są bardzo ładne, mijamy kilka domostw, stoiska z jedzeniem, kopalnię złota i pola ryżowe. Trwa to ok. pół godziny, może trochę dłużej. Ścieżka jest wyraźnie zaznaczona i mało wymagająca, więc posiadanie przewodnika jest bardziej niż zbędne. Właściwie jest zupełnie bez sensu. Chłopak cały dzień chodzi w górę i w dół z kolejnymi turystami. Może wychodzi mu to na zdrowie, ale na pewno mocno się meczy.

Jego angielski nie jest zbyt zaawansowany, więc zbyt wiele się od niego nie dowiadujemy. Jest bardzo miły i dużo się uśmiecha, ale naprawdę dalibyśmy sobie radę bez niego.

Gdy dochodzimy do wodospadu, ruszamy na wielkie głazy, a biedny Ian musi stać bezczynnie z boku i na nas czekać. My oczywiście się nie spieszymy, gdyż chcemy nacieszyć się tym miejscem. Jest naprawdę bardzo ładnie.

Wiele osób decyduje się na kąpiel, ale dla nas jest trochę za zimno. Świeci słońce, ale wieje wiaterek, a woda do najcieplejszej też się nie zalicza.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*