Zwiedzania Budapesztu dzień drugi.

Drugi dzień naszych wędrówek po węgierskiej stolicy zaczynamy od wizyty w St. Stephen’s Basilica. Tym razem kościół jest otwarty i można do woli oglądać wnętrza. Nas najbardziej interesuje ręka, której zdjęcie widzieliśmy dzień wcześniej. Zawsze zadziwia mnie to, że katolicy tak bardzo upodobali sobie relikwie. Czy to nie jest trochę na przekór religii, która głosi przecież, że zmarłych należy chować?

W każdym razie, w tym przybytku, w jednej z kaplic, znajdziemy prawicę, która kiedyś należała do króla Świętego Stefana, założyciela państwa. Zmarł on 15 sierpnia 1038 roku. W 1083 roku odbyła się jego kanonizacja, a prawa ręka, którą odnaleziono w nienaruszonym stanie, jest od tamtego czasu otoczona czcią. Zanim trafiła do bazyliki w Budapeszcie, przebyła daleką drogę przez Siedmiogród, Dalmację i Wiedeń.

Zbyt dokładnie nie da się jej przyjrzeć, gdyż jest oczywiście w szczelnym, przeszklonym relikwiarzu, ale z łatwością zauważymy, że jest to bardzo mała ręka.

Po wyjściu z kościoła udajemy się na Chain Bridge (Szechenyi Lanchid), aby przedostać się na drugi brzeg Dunaju, dokładnie na wysokości podejścia pod zamek królewski. Oczywiście most jest atrakcją samą w sobie i warto poświęcić mu trochę uwagi. Nie wiem jak nazywają się poszczególne elementy mostów, ale te łańcuchy robią naprawdę spore wrażenie. Nigdy wcześniej nie widziałam podobnego rozwiązania.

Z mostu rozciąga się też znakomity widok, przede wszystkim na zamek.

Aby dostać się na wzgórze zamkowe, można skorzystać z kolejki, która jak dla mnie jest jednak kompletnym nieporozumieniem. Wejście na wzgórze zajmuje dosłownie kilka minut, a po drodze można podziwiać przepiękną panoramę. Do kolejki, za którą trzeba całkiem sporo zapłacić, jest natomiast ogromna kolejka (o ironio), a sam wjazd zajmuje może pół minuty. My bez wahania zrezygnowaliśmy z tej wątpliwej przyjemności.

Sprzed zamku znów podziwiamy panoramę, która obejmuje wszystkie pobliskie mosty, lewy brzeg Dunaju z parlamentem i całą swoją zachwycającą architekturą, a także Gellert Hill. Trzeba przyznać, że Budapeszt pełen jest miejsc, z których można podziwiać widoki. W pięknych miastach, takich jak stolica Węgier, jest to niezwykle zasadne.

Samego zamku nie zwiedzamy, gdyż znajduje się tam galeria, na którą nie mamy czasu. Zamiast tego, czekamy do godziny 12-tej, kiedy to odbywa się zmiana warty. W Internecie wyczytałam, że zmiany warty odbywają się codziennie, o pełnych godzinach.

Jest to ciekawe widowisko i dość długie. Jedynym minusem było to, że akurat wtedy zaczęło padać. Przez cały nasz pobyt w Budapeszcie świeciło słońce, poza tym krótkim momentem, kiedy oglądaliśmy zmianę warty. Ironia losu, no ale cóż. I tak było fajnie.

Dalej kroki kierujemy w stronę Matthias Church, którego bryła jest bardzo imponująca, a dach niezwykle kolorowy i interesujący. Bardzo ciekawe połączenie. Również wnętrze zasługuje na uwagę.

W pobliżu kościoła znajduje się Fisherman’s Bastion, który z zewnątrz prezentuje się pięknie, ale kupowanie biletu wstępu do niego, nie ma sensu. Umożliwi on nam jedynie spacer po murach i oglądanie kolejnej panoramy.

Poza kościołem i otaczającym go placem, wzgórze zamkowe nie budzi w nas większych emocji, a jako że zwiedzania mamy już trochę dość, postanawiamy odpocząć na Margaret Island. Znajduje się tam park, ale nie dostrzegamy nic wartego uwagi. Jest za to sporo ludzi, co nie zachęca do eksploracji wyspy. Odpoczywamy nad wodą, z dala od tłumów.

Wieczorem przyjdzie nam jeszcze zobaczyć kolejny most – Liberty Bridge (Szabadsag hid), który moim zdaniem jest najpiękniejszy ze wszystkich mostów w Budapeszcie. Prawdziwe arcydzieło.

Natomiast po zmroku, gdy kierujemy się do naszego hostelu, trafiamy na ……… plan filmowy! Chyba właśnie trwa przerwa, gdyż przechodzimy przez sam środek ulicy zaadaptowanej na XIX – wieczną Amerykę. Widzimy bryczki, kobiety w długich sukniach i czepkach, flagi amerykańskie na jednym z budynków, a w powietrzu pachnie końmi. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się rozpoznać, jaki film wtedy kręcono.

Więcej informacji o Budapeszcie znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*