Zhangjiajie – raj dla ludzi.

Zhangjiajie National Forest Park spełnił nasze wszelkie oczekiwania, a nawet sporo poza nie wykroczył. Czasem mam lekkie obawy przed wizytą w miejscu, o którym od dawna marzyłam, bo boję się, że za bardzo je idealizuję i nie może być aż tak wspaniałe, jak sobie wyobrażam. W tym przypadku było jednak inaczej. Zhangjiajie to naprawdę raj, z najpiękniejszymi górami jakie kiedykolwiek widziałam, z cudną fauną i florą, pełen ścieżek spacerowych na długie wędrówki i z czystym, wręcz pachnącym świeżością powietrzem.

W sumie spędziliśmy tam cztery dni, bo na taki pobyt pozwala bilet i myślę, że wykorzystaliśmy ten czas w pełni, codziennie odwiedzając inne miejsce i codziennie na nowo się zachwycając.

Byliśmy tam na początku lutego, czyli poza sezonem, dzięki czemu cały park mieliśmy niemal tylko dla siebie. Oczywiście byli inni turyści, ale w tak małych jak na Chiny ilościach, że prawie nie odczuliśmy ich obecności. Jesteśmy już przyzwyczajeni do ogromnych tłumów, przepychanek i głośnych, skrzeczących odgłosów z megafonów chińskich przewodników, więc te pojedyncze osobniki były przez nas prawie niezauważane.

Przy okazji, chciałabym w tym miejscu odradzić wszystkim odwiedzającym, wizytę w parku we wakacje. Sądząc po infrastrukturze jaka jest tam dostępna (dziesiątki autobusów, długie, długie, bardzo długie bramki dla czekających w kolejkach), są przygotowani na dziesiątki tysięcy turystów dziennie i zapewne tylu właśnie przyjmują. Wyobrażam sobie jak to musi wyglądać w lecie i nie podoba mi się to, co tymi oczami wyobraźni widzę.

Naprawdę szkoda byłoby tak piękną przyrodę, podziwiać wśród tłumów.

Poza tym, w zimie park oszałamia. Brak słów by to opisać, więc nawet nie będę próbować. Niestety zdjęcia w żadnym stopniu też tego nie oddają, więc tak naprawdę jedynym sposobem by się o tym przekonać, jest zobaczyć to na własne oczy.

My mieliśmy wyjątkowe szczęście, bo pierwszego dnia był dość silny mróz, który najwyraźniej utrzymywał się już od dłuższego czasu. Dzięki temu wszystkie, nawet najmniejsze gałązki, listeczki i igiełki, pokryte były kilkucentymetrową warstwą lodu. Wyglądało to bajkowo i był to zdecydowanie najpiękniejszy zimowy dzień, jakiego doświadczyłam od lat. Tęskniłam za taką zimą od dawna i w radości nie był w stanie przeszkodzić mi nawet fakt, że odmarzały mi wszystkie palce (chociaż miałam buty z futrem w środku).

Drugiego i trzeciego dnia temperatura zaczęła się podnosić i w rezultacie, czwartego dnia po śniegu nie było już prawie śladu. Trafiliśmy wiec idealnie. Zobaczyliśmy i krajobraz zimowy, i taki trochę podmokły, i wiosenny, gdy ostatniego dnia słońce oświeciło wszystkie szczyty. Lepiej naprawdę być nie mogło.

dsc_0662-copydsc_0507-copy

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to park jest naprawdę duży, więc cały czas na nogach poruszać się raczej nie da. Przynajmniej nie w sytuacji, gdy chcemy zobaczyć wszystko w cztery dni. Dlatego warto korzystać z darmowych autobusów, które przewożą z miejsca w miejsce. Zazwyczaj zatrzymują się przy stacjach kolejek linowych, gdzie w pobliżu są też schody prowadzące na szczyty.

My początkowo nie planowaliśmy korzystać z kolejek, ale szybko zmieniliśmy zdanie. Wiadomo, że w zimie dzień krótszy, zimniejszy, a droga pod górę długa, ośnieżona i nie wiadomo jak oznaczona. Wyjeżdżaliśmy więc kolejkami, a z powrotem szliśmy już na nogach. Nasze pierwsze zejście było lekko przerażające, bo na stopniach była warstwa śniegu na co najmniej kilkanaście centymetrów, a przed nami schodziły tamtędy może ze dwie osoby. Nic nie było wydeptane, a komuś zabrakło wyobraźni żeby zamontować barierki. Chińczycy naprawdę lubią sobie czasem walnąć ścieżkę w jakimś ekstremalnym miejscu, bez żadnego zabezpieczenia.

Stąd też, ja część trasy pokonałam na tyłku, ku ogromnemu niezadowoleniu Kaspra. No ale cóż, w moim odczuciu był to jedyny bezpieczny sposób.

Jeśli chodzi o kolejki, to są bardzo drogie, a zwłaszcza w sezonie. My na szczęście kolejny raz skorzystaliśmy z faktu, że byliśmy w zimie.

Dużym plusem przemieszczania się w ten sposób, są jednak oszałamiające widoki. Idąc pod górę ścieżką, nie będziemy mieć aż tak pięknego widoku, bo wszystko zasłaniają drzewa. Jadąc pod górę, będzie się nam zdawało, że skały i ich szczyty są wręcz na wyciągnięcie ręki.

W jednym miejscu, zamiast kolejką, na szczyt można dostać się najwyższą na świecie windą zewnętrzną (Bailong Elevator). Ma 326 metrów i została wpisana do Księgi Rekordów Guinness’a. Jest to jednak wyjątkowo kosztowna rozrywka i z całą pewnością nie warta swojej ceny. Cała jazda w górę trwa minutę, może dwie, a kabina z pewnością będzie wypełniona Chińczykami po brzegi. Bardzo wątpliwa przyjemność, a i widoki, jak na ten park, raczej średnie.

dsc_0134-copy dsc_0167-copy

Jakie miejsce podobało nam się najbardziej? W parku widzieliśmy napisy, że kto nie był w Huangshizhai (Golden Rock Village), ten nie był w Zhangjiajie i chociaż nie znoszę takich stwierdzeń, to rzeczywiście jest to miejsce warte polecenia. Piękna jest też skała Avatara, która podobno zainspirowała Jamesa Camerona do stworzenia Pandory, ale jej podobnych, jest wiele innych. Bardzo ciekawy jest też naturalny most skalny. Generalnie, nie ma w parku miejsca, w które nie warto byłoby iść, więc jeszcze raz podkreślam, że im więcej czasu poświęci się na zwiedzanie i wędrówki, tym lepiej.

dsc_0517-copy dsc_0753-copy

Informacje praktyczne: Bazą wypadową do parku jest miasto Zhangjiajie. Na nocleg proponuję zatrzymać się przy ulicy Beizheng. My z tej lokalizacji byliśmy bardzo zadowoleni. Po pierwsze jest tam dużo hoteli, więc jest w czym wybierać, po drugie jest to ewidentnie centrum miasta, przynajmniej handlowe. Bez trudu można tam znaleźć restauracje, małe garkuchnie i stoiska z jedzeniem.

Prawie pod sam dworzec autobusowy (i kolejowy) można stamtąd dojechać autobusem nr. 1. A stamtąd regularnie kursują małe autobusy, już bezpośrednio do parku. Nie wiem, czy w sezonie jest więcej możliwości, ale my korzystaliśmy z dwóch różnych autobusów, aby dojechać do parku z dwóch różnych stron. Jeden z nich kosztuje 10 RMB i jedzie do wejścia Luoguta. Jest stamtąd łatwy dostęp do Golden Rock Village, Yangjiajie i Golden Whip Stream. Drugi kosztuje 12 RMB i jedzie do wejścia Wujiayu. Jest stamtąd łatwy dostęp do Bailong Elevator i Tianzi Mountain.

Wstęp do parku poza sezonem kosztuje 136 RMB. W sezonie jest to już kwota 245 RMB. Dodatkowo trzeba zapłacić za kolejki. My korzystaliśmy z: Huangshizhai – 40 RMB oraz Yangjiajie – 46 RMB (w sezonie oczywiście drożej). Winda ma cenę stałą – 72 RMB w jedną stronę, co moim zdaniem jest kosmiczną i absolutnie skandaliczną kwotą.

Warto kupić mapę parku (10 RMB).

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*