Terra – cotta Army.

Terakotowa Armia to jeden z tych zabytków, dla których przyjeżdża się do Chin. Beijing, Shanghai i Xi’an, czyli miasto, w którym dokonano tego niezwykłego wykopaliska, tworzą razem tak zwany Golden Triangle i w internecie można znaleźć mnóstwo wycieczek oferujących objazdówkę właśnie w te trzy miejsca.

Moim jednak zdaniem, jest to spore uproszczenie i szkoda byłoby przyjeżdżać do Chin tylko po to. Ten kraj ma do zaoferowania naprawdę sporo i te atrakcje, które znajdują się bardziej na uboczu i nie są aż tak rozreklamowane, są często dużo ciekawsze i robią lepsze wrażenie niż np. Terakotowa Armia.

O ile historia tego miejsca jest naprawdę niesamowita i niesamowite jest to, ile pracy trzeba było włożyć w wykonanie czegoś takiego, to będąc na miejscu, nie możemy oprzeć się uczuciu rozczarowania. Tak przynajmniej było w naszym przypadku.

Terakotową Armię przyjeżdżają oglądać tłumy. Pomimo tego, że budynek, w którym się znajduje jest ogromny i można chodzić dookoła, oglądając ją z każdej strony, bardzo trudno dostać się do barierek. Jest też gorąco, przynajmniej w lecie. Nie ma więc szans żeby wszystkiemu dobrze się przyjrzeć, czy też oddać się chwili refleksji.

Bardzo dużo rzeźb nie zostało jeszcze odkrytych. To co oglądamy, to tylko mała część, gdyż reszta jest albo porozrzucana i czeka aż ktoś ją poskłada albo wciąż znajduje się pod ziemią.

Poza tym, jak to często bywa, również w tym przypadku oczekiwania przerastają rzeczywistość. Jeśli słyszy się całe życie jaka to Terakotowa Armia jest wspaniała, to później naprawdę ciężko się zachwycić.

No ale cóż, byliśmy, widzieliśmy, wróciliśmy i teraz możemy się pochwalić. Możemy też ostrzec, że samego mauzoleum cesarza Qin ShiHuang nie zobaczymy. Bilet, który kosztuje 150 RMB, upoważnia do wstępu do trzech budynków, w których jest Terakotowa Armia oraz do sporych rozmiarów parku, w którym owe mauzoleum się znajduje, a także do przejazdu autobusem na jego teren. Jak to jednak w Chinach często bywa, mauzoleum to wielka kupa ziemi, w dodatku porośnięta drzewami i krzewami i jego wnętrza nigdy nie zobaczymy. Możemy wyjść na szczyt, ale jest to bardzo wątpliwa przyjemność. Obecnie chyba mało kto się decyduje. Schody są rozwalone i w niektórych miejscach prawie zupełnie zarośnięte, więc raczej nie wskazują na częste uczęszczanie. Na górze natomiast, czeka na nas prawie nieczytelna tablica i kompletny brak jakiegokolwiek widoku, gdyż wszystko jest przesłonięte przez drzewa. Nie brzmi interesująco, prawda?

Jedyne, na co można w parku zwrócić uwagę, to kolejne sektory odsłaniające wykopaliska. Obecnie dostępne do zwiedzania są bodajże dwa. My byliśmy w jednym, drugiego już nie chciało nam się szukać. Byliśmy zbyt zmęczeni upałem i wspinaczką na szczyt mauzoleum.

Poza tym w parku nie ma nic godnego uwagi. Postawiono jakieś tablice pamiątkowe, a chińskie wycieczki krążą po całym terenie i co chwilę zatrzymują się to przy jakimś drzewie, to w szczerym polu. Nie wiem co tam oglądają, ale zdają się być bardzo zaaferowani.

W każdym razie, uważam, że jeśli ktoś się spieszy i chce w Xi’an zobaczyć coś więcej niż tylko Terakotową Armię, to park może sobie z czystym sumieniem odpuścić.

Ok, to by było na tyle. Na koniec jeszcze tylko kilka faktów historycznych.

Otóż nikt nie miał pojęcia o istnieniu Terakotowej Armii aż do 1974 roku, kiedy to została przypadkowo odkryta. Czynu tego dokonali lokalni farmerzy, podczas kopania studni.

Figury znajdują się w odległości ok. 1.5 kilometra od mauzoleum cesarza Qin ShiHuang. Symbolizują główną armię, która strzegła dostępu do stolicy, przed śmiercią władcy.

Obecnie figury można oglądać w trzech sektorach, z czego ten z numerem 1 jest największy. Długi na 230 i szeroki na 62 metry, mieści prawdopodobnie około 6000 rzeźb żołnierzy i koni, wszystkie naturalnych rozmiarów. Wykonano je z lokalnej gliny, następnie wypalono w piecu, a na koniec pomalowano. Niestety obecnie nie widać już kolorów.

Sektor numer 3 uległ poważnym zniszczeniom i dlatego udało się z niego wydobyć tylko 68 figur, jeden powóz i 34 sztuki broni z brązu.

Sektory różnią się rozmiarem i kształtem, ale ich konstrukcja, z ziemi i drewna, jest podobna. Oryginalnie figury znajdowały się ok. 5 metrów niżej niż obecnie, w korytarzach wyłożonych cegłami i rozdzielonych ścianami ubitej ziemi. Od góry chronił je mocny dach, dzięki któremu miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

dsc_0884-copy dsc_0891-copy dsc_0904-copy dsc_0911-copy dsc_0920-copy

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*