Tajlandia na spokojnie.

Tajlandia to zdaje się najpopularniejszy kierunek w Azji południowo – wschodniej. Turyści walą tam tłumnie i zazwyczaj wracają zachwyceni. Znam mnóstwo osób, które tam były, chętnie jeżdżą ponownie i gorąco polecają.

Dla mnie jednak, Tajlandia była ostatnim krajem w tym rejonie świata, do którego chciałam się udać. Wszystkie inne wydawały mi się ciekawsze, bardziej egzotyczne i mniej turystyczne.

Naprawdę nie sądziłam, że przypadnie mi do gustu. 

Na zimowe wakacje rozważałam kilka kierunków, ale jako że zmuszona byłam jechać podczas Chińskiego Nowego Roku, ostatecznie zadecydowały ceny biletów.

W tym roku najtańsze były do Bangkoku, więc niestety padło na Tajlandię.

Pierwsze wrażenie. 

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, zaledwie kilka godzin wystarczyło, aby Tajlandia zdobyła moje serce. Od początku czułam się tam bardzo swobodnie, wręcz komfortowo i tak pozostało do końca pobytu.

To bardzo przyjazny kraj dla turystów i łatwość, z jaką można się tam odnaleźć, jest wręcz niebywała. W żadnym innym azjatyckim kraju nie było mi tak wygodnie.

Łatwo się poruszać, komunikować z ludźmi, zdobywać informacje. Łatwo również znaleźć znakomite jedzenie, a jak dla mnie, jest to jeden z priorytetów.

Ludzie są mili, przyjaźni i chętni do pomocy. Świątynie są imponujące, kanały klimatyczne, a ulice tętnią życiem. Przyroda jest piękna, a miejsc wartych odwiedzenia, ilość niezliczona.

Chętnie wrócę do Tajlandii i spędzę tam więcej czasu, gdyż w tym momencie, mój apetyt na ten kraj, jest naprawdę spory.

Trasa.

Tym razem plan na podróż był bardzo minimalistyczny. Nie chciałam się nigdzie spieszyć, ani jeździć po całym kraju. Chodziło przede wszystkim o to, żeby odpocząć i się zrelaksować. Od początku wiedziałam, że nie będzie to mój ostatni raz w tym kraju, więc do wszystkiego podeszłam na luzie.

Nie miałam też zbyt wiele czasu, bo zaledwie 10 dni i dlatego zdecydowałam, że odwiedzę tylko dwa miejsca.

Lądowałam w Bangkoku i to tam spędziłam pierwsze 5 dni. Następnie, na kolejne 4 dni, udałam się do Hua Hin (początkowo planowałam Pattayę, ale zmieniłam zdanie). Ostatniego dnia wróciłam do Bangkoku, skąd miałam lot powrotny do Chongqing. 

Bangkok.

Stolica bardzo przypadła mi do gustu i czułam się tam bardzo dobrze. Sporo się nachodziłam i widziałam dużo ciekawych miejsc. Na typowe zwiedzanie nie miałam jednak zbyt wielkiej ochoty, więc podeszłam do tematu na spokojnie i odwiedziłam zaledwie kilka turystycznych obiektów. Wszystkie były piękne i interesujące, więc następnym razem, na pewno będę chciała zobaczyć więcej.

Ostatni wieczór przed wyjazdem do Hua Hin, spędziłam z moimi kanadyjskimi znajomymi z Chongqing i był to wieczór bardzo ekscytujący. Mianowicie, odważyłam się zjeść skorpiona i tarantulę.

Poza miasto udałam się raz, żeby zobaczyć słynny most na rzece Kwai. Na ten temat będzie oczywiście osobny wpis, gdyż cała ta wyprawa, zasługuje na znacznie dłuższą wzmiankę.

Hua Hin.

Hua Hin to miejscowość nadmorska, ewidentnie niezbyt popularna. Turystów nie było tam zbyt wielu, a ci którzy byli, przewyższali mnie wiekiem o jakieś 30 lat.

Na szczęście i tam spotkałam się z moimi znajomymi, więc przynajmniej przez jakiś czas, miałam towarzystwo. Wybraliśmy się razem na kurs gotowania, który okazał się bardzo ciekawym doświadczeniem.

Plaża w Hua Hin jest bardzo ładna, aczkolwiek jestem przekonana, że na tle innych miejsc tego typu w Tajlandii, wypada raczej słabo.

Mnie jednak bardziej zależało na ciszy i spokoju, więc byłam zadowolona.

Miłym zaskoczeniem było natomiast to, że w nocy można tam obserwować świecący na niebiesko plankton i jest to widok naprawdę niezwykły.

Masaż tajski i inne zabiegi.

Będąc w Tajlandii, nie mogłam sobie oczywiście odmówić przyjemności, jaką jest tajski masaż. W sumie wybrałam się dwa razy.

To co mnie zaskoczyło, to fakt, że jest to zabieg bardzo kontaktowy.

Masażystka jest z nami cały czas na łożu, a do masażu używa nie tylko swoich rąk, ale również łokci, kolan, stóp, przedramion, dosłownie wszystkiego.

W pewnym momencie, wręcz się na nas kładzie.

Nie mogę powiedzieć, żeby ten aspekt mi odpowiadał, ale sam masaż jest bardzo przyjemny i na pewno będę chciała spróbować ponownie.

Salony masażu są w Tajlandii na każdym kroku i oferują znacznie więcej niż tylko masaż tajski. Zawsze dostępnych jest kilka opcji, np. oil massage lub herbal massage, plus inne zabiegi pielęgnacyjne.

Ja byłam też na pedicure, ale szczerze mówiąc, nie usatysfakcjonował mnie proces sterylizacji narzędzi, więc nie wiem, czy zdecydowałabym się na ten zabieg ponownie.

Jedzenie.

Tajskiego jedzenia chyba nie muszę reklamować, wszyscy wiedzą, że jest znakomite.

Jedyne co mogę napisać to to, że tajskie jedzenie, które jadłam przed wyjazdem do Tajlandii, nie miało nic wspólnego z oryginałem.

No ale cóż, tak to już chyba jest. Chińskie jedzenie serwowane w Polsce, też nie jest tak naprawdę chińskie.

W każdym razie, z powodu pogody, nie byłam w stanie jeść więcej niż dwa razy dziennie, przy czym i tak musiałam się czasami zmuszać do posiłków. W związku z tym, nie spróbowałam aż tak wielu dań, ale wszystko co jadłam, było rewelacyjne. Najbardziej do gustu przypadło mi Thai Green Curry i Pad Med Mamuang. Wszystkie dania, które ugotowałam podczas lekcji, też były pyszne.

Nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję bardziej dogłębnie zaznajomić się z tajską kuchnią.

Transport.

Po Tajlandii poruszać się jest bardzo łatwo. Zwłaszcza, że na każdym kroku, turystom oferuje się prywatne transfery. Co ciekawe, nie są one wcale drogie.

Ja początkowo zakładałam, że będę korzystać ze zwykłych autobusów, ale zmieniłam zdanie, gdy zdałam sobie sprawę, ile zajmie mi dotarcie na dworzec.

Dlatego wybierając się do Hua Hin, skorzystałam z usług jednej z agencji turystycznych. Jest to o tyle wygodne, że jest się odbieranym bezpośrednio z hostelu i o nic nie trzeba się martwić.

W ten sposób da się dojechać dosłownie wszędzie.

Finanse.

Tajlandia nie jest drogim krajem i jeśli ktoś chce, to może po nim podróżować za naprawdę małe pieniądze.

Mnie na tym nie zależało, więc nie będę się dzielić swoimi prywatnymi wydatkami.

Jednak z tego co zaobserwowałam, zarówno zakwaterowanie, jak i jedzenie można znaleźć w bardzo przystępnych cenach. Transport publiczny też jest tani, a ceny za przejazdy autobusami miejskimi, wręcz śmieszne.

Godzinny masaż tajski kosztuje 250 THB, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby masować się nawet codziennie.

Jedyne, co tak naprawdę może nadszarpnąć budżet, to bilety wstępów do obiektów turystycznych. Przykładowo, wizyta w The Grand Palace kosztuje 500 THB.

Dziwnie restrykcyjne prawo.

To, na co szybko zwróciłam uwagę w Tajlandii, to dziwnie restrykcyjne przepisy, dotyczące czynów dość mało szkodliwych społecznie.

Mam na myśli śmiecenie i palenie w miejscach publicznych.

I chociaż ogólnie zgadzam się z tymi zakazami, to kary, jakie przewidziano dla ewentualnych „przestępców”, są moim zdaniem szokujące.

Wyraźne zakazy palenia są dosłownie wszędzie, poczynając od obszaru na zewnątrz lotniska, poprzez parki, plaże, a nawet tarasy w co poniektórych knajpkach. Co więcej, za zakazami idą niebotyczne kary finansowe, a nawet więzienie!

Przed wejściem na plażę w Hua Hin, było napisane, że za palenie papierosów, można dostać grzywnę 100 000 THB lub iść do więzienia na rok!

Na oknie mojego hostelowego pokoju, odnalazłam natomiast karteczkę, z której wynikało, że za wyrzucenie na ulicę nawet małego papierka, grozi kara 2000 THB i/lub miesiąc w więzieniu.

Miesiąc za kratkami za wyrzucenie papierka przez okno? Czy nie ma w tym lekkiej, żeby nie powiedzieć, bardzo dużej, przesady? Moim zdaniem, jest to kara stanowczo nieadekwatna.

Nie wiem jak jest z egzekucją tych wszystkich przepisów, ale tego typu ostrzeżenia i to na każdym kroku, raczej nie nastrajają zbyt pozytywnie.

4 Comments Posted

  1. Gosia, mieliśmy dokładnie takie same wrażenia z Tajlandii. Bardzo baliśmy się turystycznej pułapki, naciągaczy, pijanych w sztok turystów i kilku innych rzeczy 😉 Początkowo też mieliśmy traktować ją jako wygodne miejsce przesiadkowe do eksploracji pozostałych krajów regionu, lecz ostatecznie spędziliśmy tam dwa miesiące! I było super. Jak dla mnie kraj idealny dla każdego – bo jak sama piszesz podróżować jest tam niezwykle łatwo, ale równie łatwo jest znaleźć miejsce z dala turystycznego mainstreamowego szlaku. I taka Tajlandia szalenie nam się podobała! Zresztą sam Bangkok stał się również miejscem idealnym – dwukrotnie zrobiliśmy sobie tam odpoczynek od podróżowana. Wynajęcie małego mieszkania ze wszystkimi udogodnieniami jest niesłychanie wręcz tanie, a do tego zwykłe mieszkalne dzielnice Bangkoku są naprawdę bardzo ciekawe!
    Bardzo się cieszę, że nic się nie zmieniło! Ściski z Tajwanu. K.

    • dokładnie tak jak piszesz, kraj idealny dla każdego. wybieram się do Tajlandii ponownie pod koniec tego roku i nie mogę się doczekać. też będę chciała wtedy spędzić znacznie więcej czasu w tym kraju 🙂

  2. W p;przyszłości też chcemy zobaczyć Tajlandię, mamy nadzieję, że kiedyś nam się uda, bo czytając takie artykuły coraz bardziej mamy ochotę się tam znaleźć 😀

Pozostaw odpowiedź Kasia & Victor przez świat Anuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published.


*