Święta po chińsku.

Jadąc do Chin, cieszyłam się na te wszystkie egzotyczne święta i festiwale, które spodziewałam się tutaj zobaczyć. Myślałam, że po ulicach będą chodzić parady kolorowych smoków, a ludzie zakładać tradycyjne stroje. Myślałam, że zobaczę występy dzieci i usłyszę muzykę wykonywaną na starych, wymyślnych instrumentach. Wreszcie, spodziewałam się, że poznam historię tych wszystkich tradycji z pierwszej ręki, czyli od Chińczyków.

Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy na kilka tygodni przed Dragon Boat Festival (który był w czerwcu), zaczęłam rozpytywać dziewczyny ze szkoły o wydarzenia związane ze świętem w Suzhou, a one zaskoczone i zdezorientowane, mówiły mi tylko, że sprawdzą na internecie. Co gorsza, pomimo wielu próśb i z pewnością również ich wysiłku, żadnej nie udało się nic dowiedzieć!

Wydawało mi się to obłędem. Po pierwsze pytałam Chinki, a po drugie, byliśmy w Suzhou, mieście kanałów, więc gdzie, jeśli nie tam, miałyby się odbywać huczne uroczystości z okazji święta.

Dni jednak mijały, a informacji wciąż był brak. Tuż przed festiwalem, Jin zaczęła coś przebąkiwać, że może będą jakieś łódki na Jinji Lake, ale prawdopodobnie tylko wioślarskie, bez żadnych zdobień i smoków. Podobno miał to być tylko i wyłącznie wyścig.

Rozczarowani i zrezygnowani, uznaliśmy, że skoro Chińczycy nic nie wiedzą, a przecież próbują się dowiedzieć, to musi to oznaczać, że po prostu nic w Suzhou, z okazji święta się nie dzieje.

Później dowiedzieliśmy się, że podobno gdzieś jednak jakieś łódki były, ale jakie dokładnie, ile i gdzie, niestety nie wiem. Wiem tylko tyle, że na mieście nie widzieliśmy ani jednego ogłoszenia, czy też plakatu, który mógłby zwiastować jakiekolwiek uroczystości.

Mówiąc krótko, żadnych łódek ani smoków nie widzieliśmy.

We wrześniu przyszła pora na Mid-Autumn Festival, a wraz z nim, kolejne rozczarowanie. Tradycyjnych ciasteczek (mooncakes, o których wspominałam już w poście Chińskie przysmaki, część II) wszędzie było pełno już na długo przed świętem, ale poza tym, o żadnych celebracjach nie słyszeliśmy.

Odkąd jesteśmy w Chinach, było również kilka świąt narodowych, związanych z różnymi rocznicami. Wolny mieliśmy pierwszy weekend majowy, cały pierwszy tydzień października, a także kilka dni na początku września, kiedy Chiny po raz pierwszy w historii, obchodziły tzw. V-day, czyli Victory Day, rocznicę zakończenia II Wojny Światowej. Na to ostatnie święto, zorganizowano ogromną paradę w Beijing’ie, którą mogliśmy obejrzeć ……… w telewizji, podobnie jak jakiś miliard Chińczyków. Z tego co wiem, aczkolwiek nigdy nie sprawdziłam tej informacji, nawet mieszkańcy stolicy nie mogli zobaczyć parady na żywo.

I ……… to by już było na tyle, jeśli chodzi o nasze doświadczenia z chińskimi świętami. Mało imponujące, prawda?

Dlatego tym większe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że nasza szkoła będzie obchodzić ……… Boże Narodzenie!!!

My, jako obcokrajowcy, 25 grudnia dostaliśmy dzień wolny. Zaproszono nas jednak do szkoły, abyśmy mogli uczestniczyć w zaplanowanych na ten dzień wydarzeniach. Poproszono, abyśmy przemówili do wszystkich dzieci (tak jak to robimy w poniedziałkowe poranki, w ramach zajęć o nazwie “Crazy English”, o których postaram się w najbliższym czasie napisać), nauczyli ich jakiegoś zwrotu związanego ze świętami, a następnie, pomogli Mikołajowi rozdać prezenty.

W praktyce okazało się, że bez żadnych wcześniejszych ustaleń, mamy nauczyć całą szkołę śpiewać “Jingle Bells”, co zresztą w trakcie, podkreślam: W TRAKCIE naszego występu, zamieniono na “We Wish You A Merry Christmas”, a następnie przejść po WSZYSTKICH klasach i rozdać dzieciom prezenty. Wszystko oczywiście w strojach Mikołajów, które wcześniej dla nas obojga przygotowano.

Można by pomyśleć: KILL ME NOW!, ale na szczęście, aż tak źle nie było. Zrobiliśmy swoje, dzieci się ucieszyły, nam podziękowano, a my mieliśmy satysfakcję. Zdecydowanie A Win – Win Situation!

Ku naszej radości, reszta świąt minęła nam jednak dużo spokojniej. Tradycyjnej wigilii z wielu ważnych i oczywistych powodów co prawda nie było:

–         brak większości potrzebnych składników,

–         brak garnków,

–         brak piekarnika,

–         brak kuchni mieszczącej więcej niż jedną osobę w tym samym momencie,

–         brak chęci do gotowania dużej ilości jedzenia u któregokolwiek z nas,

ale udało nam się znaleźć bardzo satysfakcjonującą alternatywę!

Mianowicie, w czwartek 24 grudnia, wybraliśmy się na spacer po okolicy, w poszukiwaniu jakiejś ładnej i przytulnej restauracji i zawędrowaliśmy niemal wprost do pizzerii, którą już od dawna miałam na oku. Miejsce to jest urządzone na zachodni styl, z ogromną przewagą francuskich symboli, w tym, jak na Chiny przystało, przede wszystkim wizerunkami Wieży Eiffla. Menu jest dosyć bogate i poza pizzą, można dostać mnóstwo innych pyszności.

Jako że mieliśmy tam spędzić wieczerzę wigilijną, w dodatku pierwszą wspólną, postanowiliśmy sobie nie żałować. Dlatego na naszym stole znalazły się: Cheese Pizza (jak się okazało, z sałatą na wierzchu), Korean Kimchi Pizza, Mushroom Cheese Volume (coś na kształt sajgonek) oraz Happy Shrimp Sticks, których użyliśmy jako opłatka. Do picia mieliśmy herbatę z mlekiem. Moja była o smaku taro, a Kaspra o smaku imbiru.

Niezbyt tradycyjnie, ale jedzenie było pyszne, a później ledwo doczołgaliśmy się do domu, czyli generalnie, jak na wieczerzę wigilijną przystało.

dsc_0082-copy nowe

Jeszcze tego samego dnia, tylko trochę później, przyjechał do nas Simon (na cały weekend) i już w trójkę, kontynuowaliśmy świętowanie, na sposób jaki Polakom i Anglikom jest najlepiej znany.

Pierwszego dnia świąt (po naszych szkolnych występach) pojechaliśmy natomiast do naszej ulubionej restauracji w Hangzhou – Grandma’s Home. Dołączył do nas nasz nowo poznany znajomy z Palestyny – Ahmad i razem skorzystaliśmy z tego, co najlepszego ma do zaoferowania chiński zwyczaj spożywania posiłków, a mianowicie dzielenia się wszystkimi daniami. Dzięki temu mogliśmy zamówić naprawdę dużo i wszystkiego spróbować, a zdawało się, że każde kolejne danie było lepsze od poprzedniego. Wszystko było wyśmienite, doskonałe, istne niebo w gębie! Mówiąc krótko, orgazm kulinarny!

Teraz nie jestem nawet w stanie przypomnieć sobie wszystkich dań, ale na pewno jedliśmy nasze od niedawna ulubione, chińskie warzywo – taro, krewetki z czosnkiem, eskalopki, bakłażana z czosnkiem, sajgonki z wieprzowiną, jakąś rybę na zimno, kurczaka kung pao i jakiś chlebek. Naprawdę ciężko byłoby wybrać, co było najlepsze.

dsc_0114-copy dsc_0119-copy

Drugiego dnia świąt, na życzenie Simona, a także zawsze chętnego do jedzenia Kaspra, wróciliśmy natomiast do naszej lokalnej pizzerii na kolejną ucztę (cztery pizze na trzy osoby, z czego tylko jedna była mała).

Jak widać, jedzenia nam w święta nie brakowało!

4 Comments Posted

  1. What an awsome blog! I love how it’s all written in Polish! I’m always looking for new ways to cheat at Scrabble and now I have a whole new list of vocabulary that I never knew existed! I swear one of these is just all vowels!

    Thanks again!

  2. Kontynuując temat różnych świat, mam pytanie odnośnie tego dzisiaj , czyli Dnia Dziecka i tego dopiero, co minionego, czyli Dnia Matki. Czy i w jaki sposób są one obchodzone w Chinach?

    • jesli chodzi o Dzien Matki, to nie wiem, gdyz nie zauwazylam niczego szczegolnego. ale na Dzien Dziecka odwolano wszystkie lekcje, dzieci siedzialy w udekorowanych klasach, jadly i ogladaly filmy, a w auli odbywaly sie wystepy. w mojej szkole byly krotkie przedstawienia (dzieci mialy bardzo ladne stroje).

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*