Planowanie podróży po Chinach.

Pierwsza podróż.

Na planowaniu naszej pierwszej podróży po Chinach spędzałam całe dnie i godziny podczas moich office hours w Suzhou. Nie było łatwo.

Jako że poza głównymi atrakcjami Chin, czyli Wielkim Murem i zabytkami Beijing’u, a także Terakotową Armią w Xi’an, chcieliśmy zobaczyć również inne miejsca, musiałam przeszukać niezliczone strony internetowe, blogi, poradniki i przewodniki, w których zazwyczaj i tak nie było tego, co potrzebowałam. Jestem przekonana, że po chińsku wszystko jest dokładnie rozpisane, ale zagraniczni turyści w Chinach stanowią naprawdę bardzo mały procent i zapewne dlatego nikt za bardzo się nimi nie przejmuje. W wiadomościach ciągle można przeczytać ilu to Chińczyków, podczas jakiegoś święta, wybrało się w podróż i zawsze są to takie ilości milionów, o jakich nawet nam się nie śniło. Skoro więc wszędzie jest tylu Chińczyków i to szastających pieniędzmi na prawo i lewo, to po co w ogóle zaprzątać sobie głowę garstką „białasów” i może jeszcze uczyć się dla nich angielskiego?

Być może właśnie dlatego, informacje po angielsku na oficjalnych stronach są naprawdę okrojone (czasami nie mogłam nawet wywnioskować do jakiego miasta mam pojechać, żeby było blisko w dane miejsce) albo co gorsza, nieprawidłowe i trzeba posiłkować się tym, co piszą inni podróżnicy, albo iść na żywioł licząc, że jakoś to będzie.

Oczywiście planując wycieczkę do Chin z Polski, ma się bonus od losu w postaci wolnego Internetu i Google Maps, ale jeśli ktoś tak jak ja, musi to robić w Chinach, to naprawdę jest to ciężki orzech do zgryzienia.

My po Państwie Środka poruszaliśmy się trochę po omacku i dotarcie w zamierzone miejsca zajmowało nam zazwyczaj mnóstwo czasu. Czasami wiedziałam, że np. w dane miejsce mam dojechać takim i takim autobusem, ale skąd ten autobus odjeżdża, to już była zagadka. W wielu przypadkach tylko szczęśliwy zbieg okoliczności sprawiał, że udawało nam się dotrzeć na miejsce.

Za przykład niech posłuży nasza wycieczka do Peking Man Site pod stolicą. Znałam numer autobusu, który miał nas tam zawieźć, więc o poranku wyszliśmy na główną ulicę w pobliżu naszego hotelu i zaczęliśmy się rozglądać i zastanawiać, w którą stronę się udać. Mieliśmy dużo szczęścia, bo na przystankach były osoby w specjalnych uniformach, których zadaniem było pomagać podróżującym komunikacją miejską. W żadnym innym mieście w Chinach nie widzieliśmy czegoś podobnego, ale oczywiście przyjęliśmy to z ogromnym entuzjazmem. Inna sprawa, że były to osoby w mocno zaawansowanym wieku, nieznające języka angielskiego. Innego wyboru, jak spróbować się z nimi dogadać, jednak nie mieliśmy.

Udało się, ale oczywiście trwało to długo i musieliśmy posłużyć się aplikacją w telefonie, którą chciałabym w tym miejscu polecić. Pleco to słownik angielsko – chiński, w którym są też nazwy zabytków, więc może być naprawdę pomocny, jeśli chcemy udać się w miejsce mniej uczęszczane przez turystów. My z Pleco korzystamy wszędzie: w sklepach, aptekach, restauracjach, pociągach, na ulicy, a nawet w szkole i to podczas rozmów z nauczycielami angielskiego.

W każdym razie, został nam wskazany autobus i wytłumaczone ile przystanków mamy jechać, a także gdzie się udać, jak będziemy już na miejscu. Autobus, którym mieliśmy jechać do Peking Man Site, odjeżdżał bowiem z innego przystanku niż ten, na którym mieliśmy już wkrótce się znaleźć.

Jakim cudem po tych wszystkich tłumaczeniach na migi, udało nam się przejść przez ulicę w odpowiednim miejscu, iść w odpowiednim kierunku i skręcić w odpowiednią przecznicę, pozostanie dla mnie zagadką!

Jednak to, że dotarliśmy na przystanek, jeszcze nie do końca oznaczało pomyślne zakończenie całej akcji, gdyż wciąż nie wiedzieliśmy, w którą stronę mamy jechać, a ludzie na przystanku albo nie chcieli, albo nie wiedzieli jak nam pomóc. O ile większość Chińczyków jest miła w kontakcie z obcokrajowcami, to czasami trafia się na wredne, niemiłe stworzenia, które zapytane, odwracają się tyłem z obrażonym spojrzeniem i kompletnie bez słowa. Na tym przystanku trafiliśmy na oba typy. Niestety nawet ci mili i chętni do pomocy nie do końca wiedzieli co nam doradzić, gdyż pomimo tego, że byliśmy na przystanku autobusu, który albo jedzie do Peking Man Site, albo stamtąd wraca, ludzie zdawali się nie wiedzieć, co to za miejsce.

Po pierwsze, jak to możliwe? Jak to możliwe, że mają pod miastem jaskinie, z których wydobyto jedne z najstarszych szczątków ludzkich i które wpisane są na listę UNESCO i o tym nie wiedzą? Po drugie, czy nie mogą wyczytać z rozkładu przystanku, czy miasteczko, do którego jedziemy tam jest, czy też nie? To co nam wydawało się tak banalne, proste do zrobienia i oczywiste, tutaj okazało się problemem, którego rozwiązanie trwało niemal w nieskończoność.

W końcu jednak się udało! Panowie na przystanku doszli do porozumienia, wskazali nam właściwy numer autobusu (inny niż ten, który spisałam z Internetu, ale da się dojechać chyba oboma), ten wkrótce podjechał, wsiedliśmy i pojechaliśmy.

Po godzinie, może dwóch, zostaliśmy wysadzeni na przystanku pośród pól i sami musieliśmy znaleźć drogę do muzeum. Na szczęście, co jakiś czas był jakiś znak dla samochodów. Inaczej byłoby ciężko, gdyż turystów nie było wcale.

Jak doszliśmy do muzeum, to świeciły tam takie pustki, że przeszło nam przez myśl, że być może jest zamknięte. Na szczęście było otwarte, a cieszyć się nim mogliśmy niemal w samotności i wszystko dokładnie sobie obejrzeliśmy. Zajęło nam to jakieś półtorej godziny, a w tym czasie minęło nas dosłownie kilka osób. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tak małą liczbą turystów w Chinach. Peking Man Site to miejsce jedyne w swoim rodzaju, przynajmniej w tej kwestii.

Wracając jednak do głównego tematu, to podróżowanie po Chinach jest trudne, o wszystko trzeba pytać, a Chińczycy ani nie znają swoich miast, ani nie znają się na mapach. Ich czytanie przychodzi im wyjątkowo ciężko, a jak dajemy im je do rąk, to zazwyczaj uśmiechają się z zakłopotaniem, jakby mówili sobie w duchu: „O cholera, co to się z tym niby robi?”

Poza tym, wszędzie jest daleko, wszędzie jest mnóstwo ludzi, wszędzie są kolejki i na wszystko potrzeba dużo czasu. Dlatego naprawdę nie warto upychać sobie planu dnia zwiedzaniem kilku różnych miejsc. Lepiej zaplanować jedno miejsce, jeśli jest poza miastem, albo dwa, maksymalnie trzy, jeśli są blisko siebie i jeśli na ich zwiedzanie nie potrzeba całego dnia (bo jak już pisałam, np. na Forbidden City nawet cały dzień ledwo starcza, a na pewno nie warto się tam spieszyć, żeby później zdążyć jeszcze w inne miejsce).

Teraz.

Powyższy tekst napisałam dawno, dawno temu, zapewne jakoś tuż po naszej pierwszej podróży po Chinach. Obecnie mam za sobą trzy lata w Państwie Środka, trzy duże podróże po kraju, niezliczoną liczbę mniejszych wycieczek i dwie kolejne podróże w planach.

Myślę, że doświadczyłam wiele i mogę podzielić się kilkoma przydatnymi informacjami.

W pierwszej kolejności, muszę jednak zaznaczyć, że powyższe słowa, pomimo upływu czasu, wcale się nie zdezaktualizowały.

Oczywiście teraz we wszystkim orientuję się lepiej i ogólnie jest mi łatwiej podróżować po Chinach, ale wciąż spotykam się z wieloma problemami i niedorzecznymi sytuacjami.

Bywają takie momenty, kiedy bardzo chcę gdzieś pojechać, ale w żaden sposób nie mogę znaleźć wiarygodnych i dokładnych wskazówek na temat dojazdu. Nie ważne, czy szukam tych informacji sama, czy też proszę o pomoc chińskich znajomych. Zdaje się, że niektóre miejsca istnieją w innej rzeczywistości i tylko wybrani, posiadają tajemną wiedzę, dotyczącą dokładnej lokalizacji.

No ale cóż, nie można się poddawać, tylko próbować, próbować, próbować.

Chińczycy i ich porady.

Moim zdaniem, bardzo ważne jest, aby nigdy do końca nie polegać na radach Chińczyków. Przesłanek ku temu, jest kilka:

Utrata twarzy. Jednym z powodów utraty twarzy w Chinach, jest przyznanie się do niewiedzy. Dla podróżnych może to być niebezpieczne dlatego, że pytając Chińczyka o drogę, być może trafimy na kogoś, kto nie potrafi nam pomóc, ale i tak będzie próbował. W rezultacie, wyśle nas w zupełnie innym kierunku, tylko dlatego, że nie zna prawidłowego, ale nie chce się do tego przyznać.

Nie mówię, że tak będzie za każdym razem. Podróżując po Chinach, na pewno nieraz przyjdzie nam pytać lokalesów o drogę i na pewno nieraz nam ją wskażą, a może nawet zaprowadzą w dane miejsce osobiście.

Myślę jednak, że warto być czujnym. Bardzo często, łatwo się zorientujemy, czy ktoś rzeczywiście zna odpowiedź na nasze pytanie, czy nie. Jeśli za długo się zastanawia, albo ma mocno zdezorientowany wyraz twarzy, lepiej zapytać kogoś innego.

Dojazd taksówką. W Chinach taksówki są tanie i powszechne, a co za tym idzie, bardzo wiele osób wybiera ten środek transportu, nawet na dużych dystansach. Co więcej, mam znajomą Chinkę, która dziwi się, że ja, jako obcokrajowiec, potrafię wyjechać poza miasto autobusem, a nawet mówi mi, że sama nie potrafi tego zrobić.

Dla mnie jest to niedorzeczność, gdyż ja prawie zawsze stawiam na transport publiczny i wiem, że w Chinach praktycznie wszędzie da się dojechać autobusem. Bywa, że jest to skomplikowane, a niekiedy czasochłonne, ale da się. Dlatego też, nie warto wierzyć, gdy znajomy Chińczyk mówi nam, że w dane miejsce można udać się jedynie taksówką.

Inna sprawa, że czasami warto skorzystać z tej opcji, gdyż może nam to zaoszczędzić dużo czasu, a na krótkich dystansach, jest naprawdę tanie.

Ja osobiście robię to jednak rzadko, gdyż w chińskich taksówkach czuję się wyjątkowo niekomfortowo. Jest tak dlatego, że:

  1. Chińscy taksówkarze nie znają miast, po których wożą podróżnych, a co gorsza, czasami nie są w stanie wpaść na pomysł, aby wpisać adres w telefonie i użyć nawigacji. Bardzo często muszę robić to za nich, używając map w moim telefonie. Nieważne czy mam pełen adres, zapisany chińskimi znakami, czy też jest to najbardziej popularne miejsce w całym mieście. Czasami taksówkarz po prostu nie zna trasy i nie ma narzędzia, aby ją znaleźć. Tłumaczenie mu drogi i pilnowanie każdego skrętu, nie należy do moich ulubionych zajęć, więc naprawdę nie lubię jeździć tutaj taksówkami. Jest to dużo bardziej męczące, niż np. przejażdżka metrem.
  2. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy taksówkarz zostawił mnie w pobliżu miejsca, do którego jechałam, ale nie dokładnie pod wskazanym adresem, co kończyło się lawirowaniem po okolicy, pokazywaniem adresu przechodniom i długim szukaniem obiektu. Kiedyś zdarzyło mi się również wylądować na drugim końcu miasta, zupełnie nie tam, gdzie chciałam.
  3. O kulturze na chińskich drogach pisałam już wielokrotnie i w tej dziedzinie oczywiście nic się nie zmienia. Kierowcy nie znają i nie przestrzegają zasad ruchu drogowego, wymuszają na sobie pierwszeństwo, pakują się pod autobusy i ciężarówki, rozwijają zawrotne prędkości i nie szanują innych uczestników ruchu. Co więcej, na tylnych siedzeniach taksówek, pasy są zazwyczaj ukryte i nie ma możliwości ich zapiąć.

Słaba znajomość miast, a zwłaszcza ich okolic. Chińczycy naprawdę słabo orientują się w atrakcjach swoich miast. Być może spowodowane jest to tym, że często pochodzą z innych rejonów kraju, a może po prostu się nie interesują. W każdym razie, wielokrotnie zdarzało mi się pytać znajomych (i nieznajomych) o jakieś miejsce, o którym oni nie mieli pojęcia i nie do końca wiedzieli, jak znaleźć informacje dotyczące dojazdu.

Informacje praktyczne.

Trochę się rozpisałam o utrudnieniach w Chinach, teraz czas na kilka informacji praktycznych.

Transport.

O transporcie kolejowym w Chinach, ukaże się osobny post. W tym miejscu chciałabym tylko wspomnieć, że moim zdaniem, pociągi są najprostszym i najciekawszym środkiem transportu w Chinach i ja osobiście wybieram tę opcję tak często, jak tylko mogę.

Na krótkie wypady poza miasto, wybieram natomiast autobusy. Czasami są to autobusy dalekobieżne, czasami miejskie.

Autobusy.

Jest pewna strona internetowa, na której wyszukuję połączeń autobusowych. Znajdziecie ją pod tym adresem.

Czasami bywa bardzo pomocna, a czasami kompletnie bezużyteczna. Niestety nie znajdują się na niej wszystkie połączenia, więc niekiedy, po prostu nie odnajduję tam tego, czego szukam. Zdarza się też, że czasami w ogóle nie ma na niej pewnych miejsc docelowych, co bywa bardzo mylące.

Niestety i tak jest najlepszą stroną, jaką do tej pory znalazłam.

Na plus z pewnością przemawia fakt, że daje możliwość kliknięcia na wybraną stację autobusową, po czym wyświetla się jej pełna nazwa i adres, zarówno po angielsku, jaki i w chińskich znakach. Jeśli udajemy się na małą stację, może to być bardzo pomocne.

Gdy mieszkaliśmy na wschodzie kraju, autobusami jeździliśmy bardzo rzadko, ale zawsze były to w miarę bezproblemowe podróże.

Komplikacje zaczęły się po naszej przeprowadzce do Chongqing. Tutaj za każdym razem, gdy wybieramy się autobusem poza miasto, nastawiamy się na to, że będzie ciężko, a może nawet niedorzecznie.

Chongqing to bardzo nowoczesne miasto, ale wszystko co znajduje się poza granicami ścisłego centrum, to wiocha, jakich mało. Wygląda na to, że rozwój postępuje bardzo nierównomiernie i wszystko poza samym miastem, zostaje daleko, daleko w tyle.

Jak dotąd, kulminacją naszych autobusowych podróży po municipality, była wycieczka do Si Mian Shan. Przeczytacie o tym tutaj.

Dlatego moja rada jest taka: jeśli gdzieś da się dojechać pociągiem, to trzeba jechać pociągiem! Nie autobusem!

Komunikacja miejska.

We wszystkich większych miastach jest bardzo dobrze rozbudowana sieć metra i jest to zdecydowanie najlepszy środek transportu.

Metro jest łatwe w użyciu, szybkie i bezpieczne (przed wejściem skanowane są bagaże i sprawdzane wszystkie napoje).

Natomiast jeśli z jakiegoś powodu musimy skorzystać z miejskiego autobusu, to najlepiej zainstalować sobie aplikację Baidu Maps. Jest po chińsku, ale da się ogarnąć bez znajomości języka. Jeśli wpiszemy adres, wyświetlą się nam wskazówki, jak dotrzeć w dane miejsce metrem, autobusem, samochodem lub na nogach.

Samoloty.

Lotnisk w Chinach jest bardzo dużo i w wiele miejsc można dotrzeć właśnie samolotem. Ceny też są dość przystępne, aczkolwiek nie zawsze. W okolicach przeróżnych chińskich świąt, idą wysoko w górę i tyczy się to zarówno lotów krajowych, jak i zagranicznych.

W każdym razie, ja bardzo rzadko latam w Chinach samolotami, więc nie czuję się specjalistką. Mogę jedynie polecić aplikacje przydatne do wyszukiwania połączeń lotniczych: Ctrip, Trip.com oraz Qunar Travel.

Noclegi.

Ja zazwyczaj rezerwuję noclegi z wyprzedzeniem i robię to na booking.com. Od czasu do czasu, zdarza mi się jednak niczego nie zabookować i wtedy szukam zakwaterowania na miejscu. Zazwyczaj nie jest to problem, gdyż w większości miast, małe hoteliki znajdziemy niemal na każdym rogu. W górach i turystycznych wioskach jest podobnie, a czasem bywa tak, że nocleg znajdzie nas sam, zanim w ogóle zaczniemy szukać.

Od jakiegoś czasu staram się rezerwować pokoje tylko w młodzieżowych hostelach. Jest tak dlatego, że zazwyczaj pracują tam młodzi ludzie ze znajomością angielskiego i jest się z nimi łatwo porozumieć. Poza tym, hostele są bardzo przyjazne podróżnym, gdyż zawsze mają dużo folderów turystycznych, służą informacją oraz serwują piwo i jedzenie (często również na styl zachodni). W zwykłych hotelach, tego raczej nie uświadczymy.

Zdarza się również, że hostel ma dużo wyższy standard niż niejeden hotel, pomimo niższej ceny.

Do tej pory miałam same dobre wrażenia z pobytów w hostelach, które na szczęście, robią się w tym kraju coraz bardziej popularne.

O czym należy pamiętać rezerwując pokój?

Ciekawostką jest to, że w Chinach obcokrajowcy nie mogą nocować we wszystkich dostępnych przybytkach.

Często zobaczymy (na przykład na booking.com), że dany hotel przyjmuje jedynie Chińczyków i to w dodatku tylko z Mainland, czyli np. Tajwańczycy oraz mieszkańcy Hong Kong’u i Makau, odpadają.

Nie jest to bynajmniej spowodowane niechęcią wobec „obcych”, a jedynie kwestią posiadania odpowiedniej licencji lub nie.

Dlatego rezerwując pokój, trzeba uważać i zwracać uwagę, czy zamieszczono informację o przyjmowaniu jedynie Chińczyków i w razie czego, szukać innego noclegu.

Kolejna rzecz, o której warto wiedzieć, to proces rejestracji w hotelu. Otóż w Chinach, jest on wyjątkowo długi i bywa, że męczący.

Należy pamiętać, że zawsze musimy mieć przy sobie paszport, bo bez niego ani rusz. My raz przekonaliśmy się o tym na własnej skórze i to bardzo boleśnie.

Paszport zostanie dokładnie skopiowany, wiele rubryczek wypełnionych, być może będą też pytania. Wszystko bardzo czasochłonne.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka związana z chińskimi hotelami. Otóż w niektórych z nich, możemy natknąć się na dość nietypowe rozwiązanie architektoniczne, jakim jest przeszklona łazienka. Czasami tylko jedna ściana jest przeszklona, a czasami wszystko. Nam osobiście, bardzo się to nie spodobało.

Planowanie podróży.

Chiny to ogromny kraj, w dodatku pełen przepięknych i wartych odwiedzenia miejsc. Niestety podróżowanie pomiędzy tymi miejscami, może mocno dać nam się we znaki i dość skutecznie uprzykrzyć całe doświadczenie.

Dlatego ja radziłabym dobrze przemyśleć sobie, co koniecznie chcemy zobaczyć, dokładnie zaplanować trasę i dopracować szczegóły, aby później, mieć po drodze jak najmniej niespodzianek.

Moim zdaniem, lepiej skoncentrować się na danym regionie Chin, niż skakać z miejsca na miejsce. A jeśli już koniecznie chcemy udać się na drugi koniec kraju, to lepiej zrobić to samolotem lub szybkim, wygodnym pociągiem.

Ja po doświadczeniach z naszą pierwszą podróżą po Chinach, kiedy to odwiedziliśmy stolicę i trzy prowincje, starałam się planować kolejne wyjazdy tak, aby jak najmniej czasu spędzać w pociągach i pokonywać jak najmniejsze dystanse.

Dlatego właśnie, nasza druga podróż po Chinach, została ograniczona do zaledwie jednej prowincji – Hunan. Natomiast nasza następna podróż, obejmie jedynie prowincję Yunnan.

Jest to dobry sposób, zwłaszcza jeśli ktoś mieszka w Chinach. Oczywiście dla kogoś przyjeżdżającego tutaj tylko na kilkutygodniowe wakacje, takie rozwiązanie musiałoby wiązać się z odpuszczeniem sobie pewnych ważnych punktów na mapie. Moim jednak zdaniem, naprawdę warto zrezygnować z jakiegoś tam zabytku, na rzecz przyjemniejszych, mniej kłopotliwych wakacji.

Kolejna ważna kwestia, to dobranie celów podróży, zgodnie z naszymi zainteresowaniami. W Chinach zabytków jest naprawdę mnóstwo i wiele z nich znajduje się na liście UNESCO. Nie oznacza to jednak, że wszystkie leżą w kręgu naszego zainteresowania.

Ja osobiście bardzo lubię historię, ale i tak uważam, że wizyta w grobowcu Changling pod stolicą, była stratą czasu. Wycieczka zajęła nam prawie cały dzień, sporo wydaliśmy na bilety, a nie zobaczyliśmy, ani nie dowiedzieliśmy się niczego ciekawego.

W Chinach jest mnóstwo ciekawych i ważnych świątyń, ale gdy odwiedzimy dwie, trzy, to każda kolejna będzie wydawała nam się podobna.

To samo tyczy się wielkich posągów Buddy, czy chociażby ”antycznych” wiosek i miasteczek.

Naprawdę warto poświęcić trochę czasu i zastanowić się, co tak naprawdę chcemy zobaczyć.

Trasa.

Planując trasę, w pierwszej kolejności należy sprawdzić połączenia, np. kolejowe. Czasami patrząc na mapę, widzimy, że jakieś dwa miasta są blisko siebie, ale może się okazać, że linie kolejowe poprowadzone są tak, że szybciej będzie najpierw udać się do trzeciego miasta, a dopiero później do drugiego. My mieliśmy taką sytuację, gdy z Pingyao chcieliśmy jechać do Luoyang, ale okazało się, że rozsądniej jest najpierw pojechać do Xi’an, a dopiero później do Luoyang.

Internetowe kopalnie wiedzy.

Planując podróże po Chinach, zawsze zaglądam na stronę travelchinaguide.com. Są tam nie tylko bardzo szczegółowe opisy atrakcji turystycznych, często wraz z zarysem historycznym, ale również ceny biletów i dość dokładne wskazówki dojazdu.

Jest to zdecydowanie najlepsza strona dla podróżujących po Chinach.

Inna strona, na którą dość często zaglądam, to chinahighlights.com. Szczególnie lubię w niej to, że znajduje się tam zbiór wszystkich ważniejszych wiosek, który możecie zobaczyć tutaj.

Natomiast na naszej stronie, możecie kliknąć tutaj, aby zobaczyć mapę wszystkich odwiedzonych przez nas miejsc w Chinach oraz listę z odnośnikami do poszczególnych postów. Natomiast tutaj, znajdziecie zabytki z listy UNESCO, które do tej pory odwiedziliśmy.

Na koniec zapraszam do obejrzenia zdjęć. To tylko niektóre z odwiedzonych przez nas miejsc, ale chyba na pierwszy rzut oka widać, że Chiny są piękne i naprawdę warto tu przyjechać.

A Wy byliście już w Chinach? Jeśli tak, to jakie są Wasze doświadczenia związane z podróżowaniem po tym kraju?

4 Comments Posted

  1. W odpowiedzi na pytanie zadane we wpisie podzielę się naszymi doświadczeniami i przygodą.
    Może mieliśmy pecha ale większość napotkanych Chińczyków zupełnie nie radziła sobie z czytaniem map. Nawet taksówkarzom często ta umiejętność była obca.
    Na Ctrip zakupy biletów premiowane są punktami, które można wymienić na zniżki przy rezerwacji noclegów ale i tak wygrywały nawyki i zwykle rezerwowaliśmy przez booking.com. Nie żałowaliśmy, bo ceny były zwykle niemal takie same. Raz się jednak nacięliśmy, kiedy noc zastała nas krążących po mieścinie na Hajnanie próżno próbując znaleźć w uliczkach i zaułkach zarezerwowany hotel. Przechodnie nieodmiennie wskazywali nam jeden z licznych hotelików ale nazwa się nie zgadzała. Tak, weszliśmy zapytać ale odprawiono nas z kwitkiem. W końcu zlitował się pracownik konkurencji, opuścił swoje stanowisko pracy i przyszedł pomóc. Z własnej woli. Zdradził nam, że dobrze trafiliśmy, bo „przecież oni kilka dni temu zmienili nazwę” i zaoferował pomoc w negocjacjach. Po dłuższych przekomarzaniach recepcjonistka potwierdziła, że to prawda ale że na tym booking.com to tak dla zgrywy założyli profil, bo i tak nikt z pracowników nie mówi po angielsku… Poza tym i tak już sprzedała nasz pokój i niechętnie – kiedy zjawił się szef – przyznała, że ma inny, o tym samym standardzie ale za trzykrotnie wyższą cenę.
    Samoloty polecam – ceny bywają bardziej korzystne niż na szybkiej kolei. Uwaga na power banki, pracownicy kontroli bezpieczeństwa wyjątkowo ich nie lubią. Trzeba się też liczyć z tym, że w chińskich liniach zazwyczaj odprawić się można dopiero na 24 godz. przed lotem (powrotnym) więc trzeba mieć gdzie wydrukować kartę pokładową.
    Co do autobusów, to dane nam było się przekonać, że w przeciwieństwie do podróżujących samolotem i szybkim pociągiem, Chińczykom w tym środku transportu puszczają hamulce i zachowują się tak, jak na ulicy. Po kilku godzinach jazdy pośród współpodróżnych charchających i spluwających w przejście lub pod fotel można przynajmniej częściowo stracić radość z wycieczki. Zwłaszcza, jeśli nie przypadnie ci miejsce przy oknie.
    Pozdrawiam!

    • Haha, nam przydarzyło się dokładnie to samo, co Wam na Hainanie, tylko w Fenghuang. Też mieliśmy rezerwację, ale nie mogliśmy znaleźć hotelu, pomimo pomocy mieszkańców i dzwonienia do właściciela. Jak ktoś się w końcu dodzwonił, to podobno właściciel powiedział, że zamknął hotel i pojechał na wakacje. Wtedy ktoś inny zaoferował nam pokój, ale dużo drożej.

      • No, proszę, czyli to nie tak wyjątkowa sytuacja była, jak nam się wydawało. Ostatecznie wylądowaliśmy w hostelu, a nawet schronisku młodzieżowym. Standard był o wiele niższy lecz ciągle znośny (osobne sale dla Chińczyków i obcokrajowców, zupełnie jak w akademikach) ale i cena bardzo przystępna. No i ekipa: personel i goście. Tak otwartych, gościnnych i przyjaznych osób często się nie spotyka. Ugoszczono nas niczym dawno niewidzianych starych przyjaciół więc złe wrażenie wywołane pierwszymi godzinami po przylocie szybko zostało zatarte.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*