Piękna jaskinia i biedne salamandry.

Wizyty w Yellow (Golden) Dragon Cave w ogóle nie mieliśmy w planach. Wyjeżdżając na ferie zimowe, nie chcieliśmy się przemęczać, gdyż wciąż mieliśmy w pamięci wszelkie udręki związane z naszą wakacyjną podróżą po Chinach. Chcieliśmy jak najwięcej odpocząć i w związku z tym, zaplanowałam tylko cztery główne punkty programu (ostatecznie zrealizowaliśmy trzy), z zamiarem zostania w niektórych z nich znacznie dłużej, niż potrzeba. Będąc w Zhangjiajie, naszą uwagę przyciągnęły jednak zdjęcia pewnej jaskini, która prezentowała się naprawdę okazale i postanowiliśmy tam zajrzeć. Zrobiliśmy to czwartego dnia rano, żeby później zdążyć jeszcze pochodzić po parku.

Jaskinia znajduje się niedaleko wejścia Wujiayu, a przynajmniej tak to wyglądało na naszej mapie. W rzeczywistości do przejechania jest jeszcze jakieś kilkanaście kilometrów. My o tym jednak wtedy nie wiedzieliśmy, więc po wyjściu z autobusu, zaczęliśmy iść za znakami. Idziemy więc i idziemy, a tu żadnej jaskini nie widać. Wręcz przeciwnie, zamiast wychodzić z miasteczka, wchodzimy na jedną z głównych ulic, która zdaje się nie mieć końca. Nie wygląda to dobrze, więc decydujemy się zapytać o drogę. Już pierwszy napotkany pan, zdaje się wiedzieć dokładnie gdzie mamy iść, a co więcej, rusza w stronę samochodu i ewidentnie ma zamiar nas tam zawieźć. Ten pomysł jak najbardziej nam odpowiada, ale domyślam się, że nie będzie to darmowa przejażdżka, więc pytam o cenę. Pan chce 20, ja mówie 15, on od razu sie zgadza i jedziemy.

Szybko okazuje się, że na nogach to by nam pół dnia zeszło i pewnie byśmy się zgubili, więc dobrze się złożyło. Inna sprawa, że z powrotem będziemy wracać autobusem za bodajże 1 albo 2 RMB.

Zanim wejdziemy do jaskini, mamy do przejścia długi park z drewnianymi mostkami, młynami i figurkami, wszystko dla turystów, którzy zdają się być zachwyceni. Jak to Chińczycy, ze wszystkim muszą mieć zdjęcie.

Są też dwa okrągłe, otoczone kamieniami, zbiorniki z wodą (takie jakby studnie), w których można obserwować salamandrę olbrzymią. My na to zwierzę natknęliśmy się już dwa dni wcześniej, w parku, gdzie mogliśmy kupić jej mięso. Wtedy dowiedzieliśmy się, że taki stwór istnieje, bo wcześniej nie mieliśmy o tym pojęcia. Salamandra do tej pory kojarzyła nam się tylko i wyłącznie z małą jaszczurką w żółte kropki, widywaną w polskich górach. Nie wiedzieliśmy, że istnieje salamandra olbrzymia, która rzeczywiście jest olbrzymia. Te które widzieliśmy, miały co najmniej metr długości i szczerze mówiąc nie wyglądały na coś, co chciałabym spotkać w rzece (nie żebym planowała jakieś kąpiele w chińskich rzekach).

W każdym razie, zarówno w parku jak i tutaj, przed jaskinią, salamandry wyglądały bardzo smutno w tych małych zbiornikach wody, nie mogąc się nawet obrócić wokół własnej osi i było nam ich strasznie żal. Od razu pomyśleliśmy, że nie ma szans żeby tych zwierząt było dużo na świecie i pewnie jest to zagrożony gatunek. Zrobiłam mały research na Wikipedii i teraz wiem, że mieliśmy rację. Wyczytałam, że obecnie żyją trzy gatunki takiej salamandry, z czego dwa w Azji (w Chinach i Japonii) i jeden w Ameryce Północnej. Azjatyckie salamandry są zagrożone wyginięciem i są pod ochroną, ale w Chinach i tak poławia się je dla mięsa. No tak, co by się musiało wydarzyć, żeby jakiś zwierz mógł sobie spokojnie żyć w tym kraju. Przecież Chińczycy muszą zjeść wszystko, co się rusza!

Cieszę się, że chociaż nas przeczucie nie zawiodło i nie kupiliśmy tego mięsa. Nie chciałabym mieć tych biednych zwierząt na sumieniu.

Gdyby ktoś miał ochotę zgłębić temat salamandr i zobaczyć jak wyglądają, bo my nie mamy żadnych zdjęć, to odsyłam do Wikipedii.

A wracając do jaskini, to pierwsze wrażenie było bardzo złe. Weszliśmy do środka i okazało się, że wszystko wygląda tak, jakby ktoś mocno przy tych skalnych ścianach majstrował. Ja nie jestem żadną specjalistką, Kasper też nie, ale wydaje mi się, że jesteśmy w stanie odróżnić cement od naturalnych form skalnych.

Nigdy nie widziałam, żeby ktoś w Europie odwalał takie rzeczy. Zawsze dba się o to, żeby wszystko było naturalne i jak najlepiej zachowane i nikt jaskinnych ścian i stropów nie szpachluje.

No ale cóż, jesteśmy w Chinach! 

Trwaliśmy zatem dłuższą chwilę w ogromnym zawodzie, nie mogąc uwierzyć w to, co widzimy, ale na szczęście, dalej było już tylko lepiej.

Wkrótce zaczęliśmy dostrzegać pierwsze i kolejne stalaktyty i stalagmity. Wszystkie były oświetlone kolorowym i kiczowatym do granic możliwości światłem, ale nawet to nie było w stanie przysłonić ich piękna.

dsc_0340-copy dsc_0474-copy

Trzeba przyznać, jest to prawdopodobnie największa jaskinia jaką do tej pory widzieliśmy i z pewnością jedna z najpiękniejszych. Ma naprawdę dużo do zaoferowania, a na zwiedzanie trzeba przeznaczyć co najmniej dwie godziny.

Do środka wchodzi się z grupą, ale my swoją zgubiliśmy już w pierwszej komnacie. Nie sądzę jednak, aby ktokolwiek przejął się naszym zaginięciem. Nie wiem czy w ogóle je zauważyli.

A my, na spokojnie i własnym tempem, dalej poszliśmy zwiedzać sami. Nie było szans, żebyśmy nadążyli za Chińczykami, bo oni zachowywali się tak, jakby byli na wyścigach. Zanim doszliśmy do drugiej komnaty, po nich nie było już nawet śladu.

Przez większość naszego pobytu w jaskini, przechadzaliśmy się więc w samotności. Turystów było mało i wszystko mieliśmy niemal na wyłączność.

W cenę biletu wliczony jest rejs łódką, który jest bardzo przyjemną rozrywką i w dodatku dłuższą, niż można by się spodziewać. Gdy doszliśmy do przystani, nie było tam nikogo, więc zajęliśmy najlepsze miejsca w łódce, z samego przodu. Musieliśmy tylko zaczekać na kolejna grupę, ale na szczęście nie trwało to specjalnie długo.

Z innych atrakcji, na pewno należy wymienić stalagmit wysoki na 19.2 metrów, który jest symbolem jaskini i co ciekawe, został ubezpieczony na 100 milionów RMB.

Nie mniej ciekawy jest wodospad, którego woda spada wprost z sufitu, a nie jak to zazwyczaj bywa, po skałach. Strumień nie jest jednak zbyt duży, a w jaskini raczej ciemno, więc trzeba się przyjrzeć, żeby go dostrzec.

W jaskini znajdziemy też największy, kamienny most stworzony przez człowieka w chińskich jaskiniach wapiennych. Szeroki na 3, długi na 22, a wznoszący się nad poziomem wody na 17 metrów. Na nas jednak wrażenia nie zrobił.

dsc_0492-copy dsc_0495-copy

Trochę faktów i jaskinia w liczbach.

Yellow Dragon Cave jest jaskinią krasową, utworzoną w skałach wapiennych. To jedna z najdłuższych na świecie jaskiń tego typu, ciągnie się ponad 30 km. Tworzy skomplikowany, podziemny labirynt z mniejszymi jaskiniami, które znajdują się powyżej i poniżej (pięć warstw). Jest tam jezioro, 2 rzeki, 3 wodospady, 4 baseny, 13 komnat i 96 korytarzy. Najszersze miejsce w jaskini ma ponad 200 metrów, a najwyższe 51 metrów. Jedna z komnat – Longgong (Dragon Palace) zajmuje powierzchnię 700 m2, a mieści co najmniej 1700 kolumn, tworzących gęsty, podziemny kamienny las. Największy wodospad ma 60 m wysokości, a jedna z rzek ma 2820 m długości (jej średnia głębokość to 6 m, a temperatura przez cały rok utrzymuje się mniej więcej na poziomie 16°C).

Proces powstawania jaskini rozpoczął się 65 milionów lat temu.

Informacje praktyczne: z Zhangjiajie należy wziąć autobus jadący do Zhangjiajie National Forest Park od strony wejscia Wujiayu (12 RMB). Bezpośrednio do jaskini dojedziemy miejskim autobusem. Bilet wstępu poza sezonem to koszt 100 RMB.

Co do temperatury, to w jaskini jest bardzo ciepło, nawet w zimie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*