„Niebezpieczny” Xinjiang i religijne Gansu.

Na kierunek naszej ostatniej podróży po Chinach, wybraliśmy sobie Xinjiang, miejsce dość kontrowersyjne i według wielu osób, zapalne. Na deser natomiast, mieliśmy prowincję Gansu, a przede wszystkim, jej tybetańską część.

Była to zdecydowanie nasza najciekawsza podróż po Państwie Środka, wręcz niezapomniana i pełna przygód.

Trasa i transport.

W podróży spędziliśmy dokładnie 19 dni, a nasza trasa wyglądała tak: Chongqing – Kashgar – Kuqa – Turpan – Urumqi – Zhangye – Xiahe – Chongqing.

Do Kashgaru polecieliśmy samolotem. Pierwszy raz zdarzyło nam się, że mieliśmy lot z międzylądowaniem (w mieście Korla).

Dalej poruszaliśmy się pociągami, powolutku wracając do Chongqing. Dwa razy korzystaliśmy z hard seat, jako że na niektórych trasach nie ma na razie innej opcji. Niestety są to te dłuższe odcinki, ale o dziwo minęły nam dość spokojnie i szybko.

Później przesiedliśmy się do szybszych pociągów. Natomiast zwiedzając, korzystaliśmy z usług prywatnych kierowców.

Większość miejsc, którymi byliśmy zainteresowani, znajduje się poza miastami, w związku z czym, dojazd do nich nie należał do najłatwiejszych. Nikt nie był w stanie udzielić nam informacji na temat transportu publicznego, więc albo takowy w ogóle nie istnieje, albo wiedzę o nim posiadają jedynie wtajemniczeni.

W związku z powyższym, musieliśmy radzić sobie sami. Poszliśmy trochę na żywioł, a planowanie ograniczyliśmy do minimum, ale rezultat za każdym razem był znakomity. Mamy teraz mnóstwo historii do opowiedzenie i naprawdę wspaniałe wspomnienia z autostopu i interakcji z naszymi kierowcami.

Odwiedzone miejsca.

W prowincji Xinjiang zahaczyliśmy o cztery miasta, ale tak jak napisałam powyżej, skupialiśmy się głównie na ich okolicach. Natomiast w Gansu, zobaczyliśmy przepiękne góry i odwiedziliśmy małe miasteczko Xiahe, którego życie toczy się wokół znajdującego się tam, tybetańskiego monastyru.

Kashgar.

Kashgar to było nasze pierwsze zetknięcie z prowincją Xinjiang, która zamieszkana jest przez mniejszość etniczną Ujgurów. Są oni muzułmanami.

Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne i zachwyciliśmy się dość mocno wyczuwalną atmosferą bliskowschodnią. Zobaczyliśmy tam zupełnie inne Chiny i była to bardzo miła odmiana.

Co więcej, miasto jest ładne i pełne ciekawych zakamarków. Większość czasu spędziliśmy przechadzając się uliczkami starego miasta i zajadając lokalne przysmaki.

Kuqa.

Do Kuqa jechaliśmy w ciemno, zupełnie nie wiedząc, czego się tam spodziewać. Nie mieliśmy nawet pewności, czy uda nam się znaleźć nocleg. W Internetach informacji było jak na lekarstwo, a te które były, raczej nie wróżyły nam powodzenia i sukcesów.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna i ostatecznie Kuqa stała się najlepszym przystankiem na naszej trasie i absolutnie niesamowitym doświadczeniem.

Zawdzięczamy to przede wszystkim naszemu wspaniałemu kierowcy i towarzystwu nowo poznanego kolegi z Niemiec.

Natomiast miejsca, które odwiedziliśmy, pozostaną w mojej pamięci już na zawsze. Były naprawdę przepiękne.

Turpan.

W okolicach Turpanu też odwiedziliśmy bardzo ciekawe miejsca. Przeszliśmy się po antycznym mieście, wspięliśmy na skały, z których rozciągał się widok na małą, klimatyczną wioskę, a także obejrzeliśmy zachód słońca na pustyni.

Poznaliśmy też sporo osób, gdyż Turpan to zdecydowanie bardziej popularna destynacja.

Urumqi.

W Urumqi zabawiliśmy tylko chwilę. Od początku nie planowaliśmy długiego pobytu i na szczęście okazało się to strzałem w dziesiątkę. Miasto nie ma zbyt wiele do zaoferowania, a poza nie, nie udało nam się wyjechać.

Spotkaliśmy się jednak ze znajomym znajomego, który mieszka w Urumqi i który oprowadził nas po targu i poopowiadał trochę ciekawostek. Nie ma to jak spędzić czas z lokalesem.

Zhangye.

Do Zhangye pojechaliśmy w jednym celu – zobaczyć nieziemskie, tęczowe góry. Obawiałam się, że rzeczywistość okaże się mniej imponująca niż zdjęcia z Internetów, ale stało się dokładnie odwrotnie. Krajobrazy były tak piękne i tak niesamowite, że trudno było oderwać od nich wzrok. Jest to miejsce absolutnie niezwykłe.

Xiahe.

Ostatnim przystankiem na naszej trasie było malutkie Xiahe i znajdujący się tam klasztor tybetański.

Jak wspomniałam powyżej, całe życie miasteczka zdaje się toczyć wokół tegoż klasztoru. Na każdym kroku są sklepy albo dla mnichów albo dla wiernych, a wokół monastyru, zobaczymy setki modlących się ludzi. Muszą być bardzo wierzący, gdyż naprawdę wielu z nich decyduje się na okrążenie zabudowań w pokłonach, co chwilę rzucając się na ziemię i wstając.

Autostopem udaliśmy się też nad okoliczne, święte jezioro, gdzie magicznie spędziliśmy dzień. Było to cudowne doświadczenie.

Bezpieczeństwo.

Xinjiang to miejsce bardzo charakterystyczne i znacznie różni się od reszty kraju.

Jak wspomniałam powyżej, mieszkają tam muzułmanie, co w państwie takim jak Chiny, oznacza kontrowersje, specjalną politykę i szczególne środki bezpieczeństwa.

Ja mam na ten temat wyrobioną opinię, ale nie chcę się teraz zagłębiać w historię, a tym bardziej politykę. Dlatego zainteresowanych, odsyłam do Internetu. Warto dowiedzieć się, co działo się na tych terenach, zwłaszcza przez ostatnie kilkanaście lat.

To, co ma znaczenie dla ewentualnego podróżnego, to wspomniane powyżej, szczególne środki bezpieczeństwa.

Rząd chiński najwyraźniej uważa Xinjiang za miejsce niebezpieczne, wymagające wzmożonej ochrony, obecności policji na każdym kroku, ciągłych patroli, kontroli paszportowych i inwigilacji.

Z jakiegoś dziwnego powodu, szczególną uwagę zwraca się tam na obcokrajowców, którzy nigdzie nie zostaną niezauważeni.

Nie jestem w stanie zliczyć ile razy wyciągałam nasze paszporty do kontroli i ile razy słyszałam, że nie możemy czegoś zrobić, gdyż jesteśmy obcokrajowcami.

Sytuacji wartych opowiedzenia mam co najmniej kilka, z czego niektóre są tak niedorzeczne, że aż trudno uwierzyć, że naprawdę miały miejsce.

No cóż, będę to wszystko stopniowo opisywać na blogu, a teraz chciałbym tylko zaznaczyć, że mimo wszystko, a może właśnie dzięki temu, czułam się w prowincji Xinjiang bardzo bezpiecznie.

Ani raz nie poczułam się w żaden sposób zagrożona i nie miałam żadnej nieprzyjemnej sytuacji.

Jedyne obawy wystąpiły u mnie niedługo przed wyjazdem i to głównie za sprawą moich znajomych.

O ile wcześniej słyszałam o tym rejonie same dobre opinie, to tuż przed wyjazdem, okazało się, że ludzie mają bardzo skrajne poglądy na temat Xinjiang’u.

Mój kolega z pracy oznajmił mi, że jego żona jest bardzo zdziwiona, że wybieram się do Xinjiang’u, gdyż ona nie pojechałaby tam nigdy w życiu. Natomiast niektórzy Chińczycy mówili, że jest tam niebezpiecznie (aczkolwiek głównie dla nich, a nie dla obcokrajowców).

No cóż, pojechałam, zobaczyłam, doświadczyłam. Było pięknie, czułam się bezpiecznie i polecam.

Wiadomo, że bywa różnie i zawsze trzeba zachowywać przynajmniej podstawowe środki bezpieczeństwa i zdrowy rozsądek, ale naprawdę nie sądzę, aby Xinjiang był bardziej niebezpieczny niż inne miejsca w Chinach, Azji, a nawet Europie.

Jedzenie.

Będąc w prowincji Xinjiang, na pewno warto spróbować lokalnego chleba, który czasami osiąga monstrualne rozmiary, a także mięsa.

Bardzo popularna jest baranina, tudzież kozina (trudno stwierdzić), zazwyczaj nabijana na szpikulce.

Przyrządzana jest znakomicie i smakuje znacznie lepiej, niż w innych częściach Chin.

A do picia, oczywiście piwo. Najbardziej popularne jest Wusu.

Ceny.

Xinjiang jest drogi. Jadąc tam, trzeba się przygotować na wydatki.

Nas najwięcej kosztował transport, oczywiście ze względu na ogromne odległości (w końcu przejechaliśmy pociągami kilka tysięcy kilometrów).

Drogie były też bilety lotnicze.

Natomiast poza miastami, jak wspomniałam powyżej, trzeba korzystać z prywatnych kierowców.

Ceny noclegów są zauważalnie wyższe niż w innych częściach Chin, a baza jest bardzo ograniczona. Pamiętajmy, że tylko wybrane obiekty, zazwyczaj te droższe, przyjmą obcokrajowców.

Ceny jedzenia są znośne, ale i tak wyższe, niż się spodziewałam. Zazwyczaj płaciliśmy podobnie jak w Chongqing (a to przecież ogromne miasto), a nawet więcej.

Do tego dochodzą jeszcze bilety wstępów, ale na szczęście ich ceny były zazwyczaj akceptowalne.

Podsumowując, tanie podróżowanie w prowincji Xinjiang jest trudne, o ile nie niemożliwe.  

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*