Międzynarodowa Wigilia, czyli święta w Chinach po raz trzeci.

Jedną z tych rzeczy, których brakuje nam w Chinach najbardziej, jest absolutny brak świątecznej atmosfery.

Co prawda dekoracje świąteczne są, zwłaszcza w centrach handlowych, a w wielu miejscach lecą z głośników świąteczne piosenki, ale atmosfery, z jakiegoś powodu, brak.

Miesiące mijają nam jeden po drugim, w końcu przychodzi grudzień, ale o świętach zaczynamy myśleć dosłownie na kilka dni przed. Szkoła jest ozdobiona, stoi choinka, my organizujemy przeróżne świąteczne zajęcia dla dzieciaków, ale nie opuszcza nas przeświadczenie, że nie jest tak, jak powinno być.

W sumie nie ma się co dziwić. Nie jest to święto Chińczyków i oni go nie rozumieją. A my jesteśmy daleko od domu i brakuje nam praktycznie wszystkiego, co normalnie mielibyśmy na święta w Polsce. Zwłaszcza jedzenia! Tych smaków po prostu nie da się tutaj odtworzyć!

Tym razem, nie zabrakło nam jednak Wigilii!

Dla Kaspra i mnie, to już trzecie święta w Chinach. Poprzednie dwie Wigilie spędziliśmy w restauracjach, ale w tym roku było inaczej. Nasze międzynarodowe grono postanowiło, że urządzimy wspólną wieczerzę w jednym z mieszkań i każdy przyniesie tradycyjne potrawy świąteczne ze swojego kraju.

My mamy ograniczone możliwości, ze względu na brak kuchenki w naszej kuchni. Na szczęście rice cooker jest urządzeniem, w którym można ugotować nie tylko ryż, ale również zupę. W związku z tym, od początku nastawialiśmy się na barszcz.

Szybko okazało się, że burak nie jest warzywem spotykanym w Chinach. Najwyraźniej nie odpowiada tutejszym gustom.

Zeszliśmy przeróżne supermarkety i zajrzeliśmy do wielu koszyków z warzywami, poustawianych na ulicach przez lokalnych wieśniaków. Bez powodzenia. Jedyne co udało nam się znaleźć, to małe słoiki z pokrojonymi burakami w jakiejś zalewie, importowane bodajże z Niemiec.

W związku z powyższym, pomysł z barszczem nie wypalił. Zamiast tego, Kasper poszedł do restauracji z jedzeniem z prowincji Xinjiang, w której byliśmy dwa miesiące wcześniej i kupił 12 krokietów, które są naprawdę zbliżone do tych, które spotykamy w Polsce. Oprócz tego, zrobiliśmy pikantnego kurczaka z pieprzem sichuańskim (nazywamy go awesome, awesome chicken). Ta druga potrawa zbyt polska nie jest (właściwie to wcale), ale jest za to pyszna.

Oprócz tego, na naszym wigilijnym stole, znalazły się sałatki warzywne do złudzenia przypominające te, które robi się w Polsce. Były też pierogi z mięsem i wegetariańskie. Była zupa grzybowa. Ukraińcy przynieśli gołąbki, a Holenderka chleb, ser i słodycze. Natomiast nasi znajomi z Brazylii, zrobili pyszne danie z maniokiem.

Do picia były drinki Caipirinha, które robi się z brazylijskiego alkoholu o nazwie cachaca.

W sumie było nas 11 osób, z sześciu krajów: Polski, Ukrainy, Rosji, Holandii, Brazylii i Chin. Był też pies, Mr. Pickles.

Wspólnie udało nam się w jakimś stopniu odtworzyć świąteczną atmosferę i naprawdę miło spędzić Wigilię. Zdecydowanie, były to udane święta.

Miłym akcentem było to, że nasi znajomi z Ukrainy przyszli z kolędą. Weszli do mieszkania, gdy cała reszta była już na miejscu i odśpiewali nam kolędę po ukraińsku.

25 grudzień.

Następnego dnia udaliśmy się na kolejne świąteczne celebracje, tym razem do znajomych z Kamerunu. Była to trochę bardziej zakrapiana impreza, która zakończyła się w pobliskim KTV.

Jako ciekawostkę dodam, że w promocyjnym pakiecie za 400 RMB, oprócz sali do karaoke, dostaje się talerz owoców, małą porcję popcornu i kilka małych buteleczek, które wyglądają jak butelki na mleko dla dzieci. Było w nich coś w stylu Baileys i piło się to przez gumowy smoczek, czyli trzeba było ssać. Chiny nie przestają zaskakiwać!

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*