Mała podróż środkowoeuropejska – Węgry, Słowenia, Słowacja.

Po ponad dwóch latach azjatyckiego życia i ciągłego przypominania sobie jak to fajnie jest w Europie, wreszcie udało nam się trochę pojeździć po naszym rodzimym kontynencie.

Wybór padł na pobliskie kraje i po wielu modyfikacjach oryginalnego planu, ostatecznie odwiedziliśmy Węgry, Słowenię i Słowację.

Słowenia była nowym krajem dla nas obojga i spodobała nam się najbardziej. Szkoda, że spędziliśmy tam zaledwie kilka dni, ale jestem przekonana, że jeszcze wrócimy. Z tego co się orientuję, przyroda jest jednym z największych atutów tego kraju, a jako że my niestety odwiedziliśmy tylko miasta, to ponowna wizyta jest wręcz obowiązkowa.

Stolice.

Zawitaliśmy do wszystkich trzech stolic, czyli Budapesztu, Lublany i Bratysławy i wszystkie trzy nam się podobały.

Ilość zabytków i zachwycającej architektury w Budapeszcie jest wręcz oszałamiająca, ale miasto wydało nam się zbyt ciche i szczerze mówiąc lekko nudnawe, zwłaszcza jak na stolicę.

Lublana oczarowała nas, a zwłaszcza mnie, od pierwszego wejrzenia. Jest to jedno z najprzyjemniejszych miast, w jakich kiedykolwiek byłam. Błąkanie się po uliczkach, podziwianie wspaniałych budynków i ogólna atmosfera są nie do opisania, więc najlepiej wybrać się samemu. Zapewniam, że warto. Jest to też najmniejsza albo jedna z najmniejszych stolic, w jakich kiedykolwiek byłam, a co za tym idzie, nie męczy. Można ją zejść wzdłuż i wszerz.

Bratysława też zrobiła na nas pozytywne wrażenie. Miasto jest ładne, zadbane i wygląda o niebo lepiej niż sobie zapamiętałam z mojej pierwszej wizyty (wycieczka klasowa, jeszcze w liceum). Wtedy wydało mi się szare i raczej nijakie, a teraz chętnie spędziłabym tam więcej czasu i zapewne jeszcze kiedyś je odwiedzę.

Trasa.

W podróży byliśmy w sumie 12 dni, z czego pierwszy i ostatni zostały poświęcone wyłącznie na jazdę autobusem.

Cała trasa wyglądała następująco: Kraków – Budapeszt – Tihany – Keszthely – Maribor – Lublana – Bratysława – Kraków.

Jak już wspomniałam, najbardziej spodobało nam się w Słowenii, a zwłaszcza w Lublanie, ale oprócz tego, ja już zawsze będę miała sentyment do jeziora Balaton. Niezwykły, lazurowy kolor wody, na który dość długo gapiliśmy się w Tihany, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Poza tym, spędziliśmy tam niezwykle przyjemny wieczór na plaży, na który złożyły się wizyta kaczek i łabędzi, kąpiel po zmroku i picie Tokaju wprost z butelki.

Autobus – nasz transport.

Naszym podstawowym środkiem transportu podczas tej podróży był autobus. Jak się okazuje firm takich jak Polski Bus jest teraz bardzo dużo i oferują najróżniejsze, czasami zupełnie niespodziewane połączenia. Najczęściej korzystaliśmy z Flixbus’a, który przewoził nas z kraju do kraju. Ogólnie jesteśmy zadowoleni, gdyż ich autobusy są dość wygodne, a ceny nie należą do najwyższych.

Inna sprawa, że na następną objazdówkę po Europie planujemy wybrać się jednak własnym samochodem. Pomimo dość dogodnych połączeń, spędzenie tak wielu godzin w autobusach mocno nas zmęczyło. Podobnie szukanie drogi do naszych noclegów i noszenie ciężkich plecaków. Myślę, że objazdówki samochodem są dużo bardziej komfortowe, a na taki backapeckerski żywot stajemy się już chyba za starzy i zbyt wygodni.

Kultura jazdy.

Bardzo dużym zaskoczeniem była dla nas kultura jazdy Węgrów, a także Słoweńców. Za każdym razem gdy pojawialiśmy się na przejściu dla pieszych, kierowcy momentalnie się zatrzymywali i nas przepuszczali. Czasami było to wręcz niedorzeczne, gdy przykładowo ulicą jechał tylko jeden samochód i my osobiście chętnie byśmy zaczekali aż przejedzie, ale on i tak się zatrzymywał. Naprawdę wielkie brawa dla węgierskich i słoweńskich kierowców.  

Ceny.

Muszę przyznać, że ceny, zwłaszcza noclegów, mocno nas zaskoczyły. Nie sądziłam, że jadąc akurat do tych krajów, będziemy aż tak dużo płacić za zakwaterowanie, zwłaszcza, że standard większości przybytków, w których się zatrzymaliśmy, pozostawiał sporo do życzenia.

Ponadto, w Budapeszcie spotkało nas coś wyjątkowo niedorzecznego. Mianowicie, gdy meldowaliśmy się w hostelu (City Hostel Balassa 35.), obsługująca nas dziewczyna chciała nam przeliczyć cenę za nocleg z euro. Chyba nie muszę wspominać, że hostel miał swój, bardzo korzystny dla siebie i bardzo niekorzystny dla nas kurs. Byliśmy na Węgrzech, w portfelu mieliśmy węgierską walutę, która jest oficjalną walutą tego kraju, a na telefonie booking z wyraźnie zaznaczoną ceną, również w węgierskiej walucie. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego mielibyśmy płacić zawyżoną cenę przeliczoną z euro! Jest to kompletnie bez sensu i nigdy wcześniej nic podobnego nam się nie przydarzyło. Dlatego też stanowczo odmówiliśmy takiego układu, a dziewczyna ostatecznie się na to zgodziła i zapłaciliśmy cenę którą mieliśmy oryginalnie na naszym bookingu (oczywiście plus podatek miejski).  

Jest tylko jedno miejsce, w którym zatrzymaliśmy się podczas naszej podróży i które z czystym sumieniem poleciłabym innym podróżnym. Jest to Rastlinky.sk Garden Centre Reed Guestrooms w Bratysławie, gdzie spędziliśmy nasze dwa ostatnie noclegi. Jest to jedno z ciekawszych miejsc, w jakich kiedykolwiek nocowałam i panuje tam bardzo przyjazna atmosfera.

Jedzenie.

Dużym rozczarowaniem pod względem jedzenia, były dla nas Węgry. Jechaliśmy tam przekonani, że będziemy zajadać langosze i inne węgierskie pyszności, a później okazało się, że na każdym kroku sprzedają tylko kebaby i gyros. Gdy w końcu trafiliśmy na langosza, był kosmicznie drogi, a pamiętajmy że to w końcu tylko kawałek ciasta z czosnkiem i serem. Masakra. Poza tym, bardzo dużo restauracyjek zamyka się między 4-tą, a 5-tą po południu, co jak dla nas, jest niedorzecznością.

Jedyne na co nie można narzekać, to pyszna pasta paprykowa, która sprzedawana jest w każdym sklepie i którą przywieźliśmy sobie do Polski.

Natomiast w Słowenii odkryliśmy rewelacyjną przekąskę o nazwie burek, która może zresztą posłużyć za pełen posiłek. Jest to pozwijany kawał pysznego ciasta, nadziewany albo mięsem albo innymi składnikami. W ogóle piekarnie w Słowenii są świetnie zaopatrzone i serwują same smakołyki. Są to idealne miejsca na śniadania.

2 Comments Posted

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*