by Kasper Rosiak

Już od jakiegoś czasu zbierałem się do napisania posta na naszym nowo-powstałym blogu. Niestety ciężko było mi znaleźć czas pośród tylu nowych obowiązków. Na szczęście znalazłem chwilę między jedną a drugą lekcją, aby przysiąść do pracowniczego komputerka i postarać się napisać coś z sensem. Piszę ‘komputerka’, ponieważ maszyna która ledwo co obsługuje flash’a i ma kłopoty z co bardziej zaawansowanymi graficznie stronami internetowymi, to nie komputer.

Także siedzę sobie przy moim biurku w Blue Wave Middle School w Suzhou, próbując rozszyfrować Chińskiego Word’a i popijając gorącą wodę (która według Chińczyków jest lekarstwem na wszelkie dolegliwości…choć podobno sproszkowane perły w niczym gorącej wodzie nie ustępują i również mają zbawienne dla zdrowia właściwości). O tym jak ważna jest dla Chińczyków gorąca woda, może świadczyć fakt, iż pewien starszy pan, który sprząta w szkole, został oddelegowany aby co dzień przynosić mi 2-litrowy termos gorącej wody. Ów pan, również codziennie, przychodzi ścierać kurze, umyć podłogę, parapet i biurko w moim officie. Nawet biednemu suchemu listkowi z podłogi się nie upiecze…po prostu full service.

Szczerze mówiąc dziwi mnie to szczególne traktowanie, zważywszy iż nikt inny w tej szkole się mną nie interesuje.

Jeszcze podczas pierwszego tygodnia zostałem oprowadzony po szkole, została mi pokazana dwu piętrowa stołówka, poznałem dyrektora tejże szacownej placówki (co prawda powiedział mi tylko ‘Nihao’, zaoferował 1 sekundowy uścisk dłoni i tyle go widziałem…ale, hej, zawsze coś) oraz zostało mi pokazane moje biuro. Warto zwrócić uwagę, że zostałem oddelegowany do biura dla ‘foreign teachers’, gdzie oprócz mnie jest jeszcze…jedno puste biurko. Jest dobrze. Są dwa biurka, szafka, stolik, parę roślinek oraz grube metalowe kraty w oknach, które od razu wzbudzają w człowieku poczucie bezpieczeństwa oraz wewnętrznego spokoju.

Po formalnościach związanych z oprowadzeniem mnie po szkole (‘here you go eat’, ‘here are classes’, ‘your office’) został mi wręczony podział godzin i miły uśmiech na ‘good luck’. Okazuje się, że mam najmniej godzin spośród wszystkich ‘foreign teachers’, z którymi miałem przyjemność rozmawiać. Mam 15 lekcji do poprowadzenia w tygodniu. Niestety, w szkole muszę siedzieć od 8:30 do 16:30 w ramach ‘office hours’. Jeszcze żaden uczeń nie przyszedł do mnie z pytaniem odnośnie tematu przerabianego na lekcji ani innego zagadnienia związanego z językiem angielskim…za to autografy, prośby o numer telefonu, WeChat’a (chiński WhatsApp / Facebook Chat), czy też wstawianie głowy przez drzwi na 3 sekundy i szybka ucieczka z chichotem przez korytarz to chleb powszedni i najwidoczniej cały sens ‘office hours’.

Zapomniałem dodać, że uczę dwa roczniki Grade 7 i Grade 8 (czyli jakieś 13-14 lat). W każdej klasie jest około 50 dzieci. Prowadząc 15 różnych klas na tydzień daje to około 750 uczniów na mnie jednego, gdzie w całej szkole jest podobno 2000 dzieci.

Brzmi to wszystko jak dużo pracy, ale sprowadza się do zrobienia jednej prezentacji w Power Point na tydzień i maksimum 4 lekcji na dzień (co jednak czasem potrafi być męczące kiedy jest się otoczonym przez 50-ciu uczniów). Także jeśli chodzi o stronę czysto techniczną, nie muszę spędzać dużo czasu na przygotowania do lekcji. W praktyce bywa różnie. Niestety w Chinach klasy są dzielone na gorsze i lepsze. Uczniów osiągających słabe wyniki (nieważne czy to poprzez lenistwo, ADHD czy też opóźnienia rozwojowe), daje się razem do jednej klasy, aby nie zaniżały poziomu tym ‘lepszym’ uczniom. Prowadzenie lekcji w klasie ‘dobrej’ to sama przyjemność, dzieci uważają, garną się do odpowiedzi oraz posiadają spory zasób angielskiego słownictwa. Te 45 minut mija jak z bicza strzelić. Takich klas u mnie w Blue Wave jest…trzy, może cztery, z resztą jest już ciężej. O ile trafi się klasa która jest po prostu leniwa, gdzie 60% uczniów śpi na ławkach, można odetchnąć z ulgą. Kiedy jednak trafi się klasa gdzie jest 5-6 dzieci mających ADHD i nakręcających resztę kolegów podczas lekcji, może być ciężko…szczególnie kiedy nie zna się słowa ‘CISZA!’ po chińsku, a znajomość angielskiego u tych dzieci jest równa zero. Przez pierwszy tydzień podczas każdej lekcji był obecny chiński nauczyciel angielskiego, siedzący z tyłu i robiący skrzętnie notatki. Podczas gdy był w klasie, dzieci jeszcze potrafiły się zachowywać, ale teraz, jak już mówiłem, nikt się mną specjalnie nie zajmuje. W związku z tym, mogę liczyć tylko na swój wrodzony spokój ducha (który jeszcze się nie ujawnił, ale jestem dobrej myśli).

Po czterech tygodniach w Blue Wave czuję się trochę jak opuszczona święta krowa. Wszyscy się generalnie cieszą, że mają białego w szkole (raczej na zasadzie; musimy zatrudnić jakiegoś białego nauczyciela…sąsiednia szkoła już ma jednego!) ale nie za bardzo wiedzą co z nim później zrobić.

Następnym razem postaram się napisać więcej o samej szkole i o tym jak wygląda chińskie nauczanie angielskiego.

Napisane przez

Małgorzata Kluch

Cześć! Tutaj Gosia i Kasper. Blog wysrodkowani.pl jest poświęcony podróżom i życiu w Chinach. Po pięciu latach spędzonych w Azji i eksploracji tamtej części świata, jesteśmy z powrotem w Europie, odkrywając nasz kontynent.