Macau – cudne, klimatyczne, eklektyczne.

Macau okazało się cudowną niespodzianką i miejscem absolutnie niezwykłym, do którego koniecznie chcę kiedyś wrócić.

Czułam się tam znakomicie, od razu podłapałam atmosferę i nie ma absolutnie żadnej rzeczy, na którą mogłabym narzekać (no może poza cenami za noclegi).

Wydaje mi się, że jest to miasto trochę niedoceniane i słabo jeszcze znane. Pewnie każdy kiedyś o Macau słyszał, ale chyba niewiele osób uwzględnia ten punkt w swoim azjatyckim itinerary.

Tymczasem, jest to cudna enklawa, pełna przyjaznych ludzi i bardzo ciekawej architektury.

Zresztą sam fakt, że w takim miejscu, na obrzeżach wielkich Chin, znajduje się maleńki, portugalski przyczółek, jest chyba wystarczającym powodem, aby tam zajrzeć. A takie przynajmniej, jest moje zdanie.

Otóż Macau, znajdowało się pod portugalską administracją od połowy XVI wieku do 1999 roku, kiedy to wróciło pod chińskie zwierzchnictwo.

Odrobina historii.

Portugalczycy byli pierwszymi Europejczykami, którzy dotarli do Chin. Jorge Alvares jako pierwszy przybił do brzegu Morza Południowochińskiego w 1513 roku. Natomiast Tome Pires, dowodził wyprawą do Beijing’u w latach 1517 – 1521.

W 1522 roku wydano edykt, który zabraniał Portugalczykom wizyty w Chinach, ale nielegalny handel kwitł wzdłuż chińskiego wybrzeża, przez kilka kolejnych dekad.

Według źródeł, między 1553 a 1557 rokiem, z powodu uszkodzenia statku, Portugalczykom zezwolono na zejście na ląd i wysuszenie towarów. Być może był to powód, dla którego po raz pierwszy znaleźli się w Macau.

Historyczne centrum miasta.

Przechadzając się po centrum Macau, natkniemy się na mnóstwo budynków w portugalskim stylu. Wiele z nich to kościoły, które chociaż maleńkie, to często kryją w swoich murach prawdziwe perełki.

Oprócz tego, zobaczymy dwie fortece, ratusz, klimatyczne placyki i mnóstwo innych ciekawych obiektów.

Przez dwa dni, udało mi się zobaczyć naprawdę sporo, ale wciąż czuję niedosyt i dlatego bardzo chciałabym wrócić do Macau i kontynuować eksplorację tego miejsca.

A tymczasem, zobaczcie co kryje historyczne centrum Macau.

St. Augustine’s Church.

Kościół ten został założony przez hiszpańskich Augustianów w 1591 roku. Jednak jego obecna konfiguracja, w neoklasycznym stylu, pochodzi z 1874 roku.

Podobno co roku, kościół organizuje drogę krzyżową przez miasto, która przyciąga tysiące wiernych.

„Leal Senado” Building.

Ten budynek postawiono w 1784 roku i od początku, aż do teraz, pełni funkcję ratusza.

Nazwa „Leal Senado” pochodzi od tytułu: „City of Our Name of God, There is None More Royal”, nadanego przez króla Portugalii, D. Joao IV.

Ratusz też jest w stylu neoklasycznym i zachował oryginalne ściany, a także ogólny układ, razem z małym ogródkiem na dziedzińcu.

To właśnie ten ogródek można zwiedzić i jest to bardzo ładne, ciche i spokojne miejsce.

St. Dominic’s Church.

St. Dominic’s Church został założony w 1587 roku, przez trzech hiszpańskich księży Dominikanów, którzy przybyli z Filipin, a oryginalnie z Acapulco.

Jego oryginalna konstrukcja była drewniana.

W 1929 roku, kościół zaczął czcić Matkę Bożą Fatimską, dzięki czemu, kult ten rozprzestrzenił się m.in. do Timoru, Singapuru i na Filipiny.

Tutaj też organizowana jest procesja przez miasto, która odbywa się co roku, 13-ego maja.

Od 1997 roku, w kościele działa muzeum, w którym można zobaczyć mnóstwo ciekawych eksponatów.

Ruins of St. Paul’s.

Ruins of St. Paul’s to zdecydowanie najważniejszy zabytek w Macau. Pomimo tego, że zachowała się jedynie fasada, to i tak prezentuje się pięknie i bardzo majestatycznie.

Kiedyś był to kościół (Church of Mater Dei), ale niestety spłonął w 1835 roku.

Kościół stanowił część St. Paul’s College, który był pierwszym uniwersytetem w zachodnim stylu, na Dalekim Wschodzie.

Mount Fortress.

Tuż nad ruinami, wznosi się wzgórze (Mount Hill), a na nim forteca, z której rozciąga się widok na wszystkie strony miasta.

Mount Fortress została zbudowana przez Jezuitów w latach 1617 – 1626 i stanowiła główną obronę miasta. Odegrała ogromną rolę podczas holenderskiej inwazji w 1622 roku.

Zbudowano ją na planie nieregularnego trapezoidu, który zajmuje powierzchnię ok. 8000 m². Kiedyś wyposażona była w armaty, baraki, studnie i arsenał z amunicją i zasobami, wystarczającymi na przetrwanie dwuletniego oblężenia.

Zdemilitaryzowano ją w 1976 roku, a od 1998 roku, znajduje się tam muzeum.

To właśnie tam, mieliśmy okazję poczytać trochę o historii Macau i dowiedzieć się kilku ciekawostek. Poniżej, opisuję dwie z nich.

Uliczni sprzedawcy.

W Chinach, po dziś dzień, na ulicach spotyka się ludzi z zawieszonymi na bambusowych badylach koszami, którzy sprzedają warzywa, owoce lub przeróżne wyroby.

Okazuje się, że zwyczaj ten wziął się prawdopodobnie z tego, że kiedyś kobiety nie mogły same wychodzić z domów. Nawet na zakupy!

Dlatego też, przeróżni sprzedawcy, roznosili najpotrzebniejsze produkty bezpośrednio do domów.

Aby zwrócić uwagę potencjalnych klientów, sprzedawcy używali piskliwych krzyków lub walili kawałkami metalu.

Jak widać, w tej kwestii niewiele się zmieniło przez ostatnie kilkaset lat, gdyż tak jak napisałam powyżej, po ulicach dalej chodzą tacy sprzedawcy i dalej krzyczą i walą metalem.

Walki świerszczy.

Walki świerszczy były kiedyś bardzo popularne w Macau.

Jak się okazuje, za tą rozrywką, kryła się spora wiedza związana z cechami charakterystycznymi tych owadów oraz metodami usprawniającymi ich jakość jako wojowników. Od tego zależała selekcja, klasyfikacja, ich utrzymanie i przygotowanie do walki.

Bardzo ważną rolę odgrywała dieta!

Otóż świerszcze karmiono różnymi rodzajami robaków (riceworms), rybami, gotowanym ryżem i kasztanami.

Podawano im również lekarstwa, aby ustrzec je przed chorobami.

Walki odbywały się w okresie od przesilenia letniego, do jesieni. Niektóre hotele stały się popularne właśnie ze względu na odbywające się w ich murach walki.

Zwycięzcy byli traktowani jak bohaterowie, a jeśli zdarzyło im się nie przeżyć swojego momentu chwały, to organizowano im pogrzeby.

I tak, w muzeum można zobaczyć taką miniaturową trumienkę dla świerszcza, a także grobowiec.

St. Lawrence’s Church.

Ten kościół powstał w połowie XVI wieku i jest jednym z najstarszych kościołów w Macau, ale później przebudowywano go aż pięciokrotnie. Ostatni raz w 2006 roku.

Budynek znajduje się na małym wzniesieniu, dzięki czemu kiedyś rozciągał się z niego widok na rzekę. Rodziny portugalskich żeglarzy zbierały się wtedy na frontowych schodach, wyczekując powrotu swoich bliskich.

Na pewno warto zwrócić uwagę również na otaczający go ogród, który jest bardzo klimatycznym miejscem.

Guia Fortress.

Ta forteca, budowana w latach 1622 – 1638, także odegrała ważną rolę w obronie miasta przed Holendrami w 1622 roku.

Na jej terenie znajduje się również kaplica oraz latarnia morska, która była pierwszą nowoczesną latarnią na chińskim wybrzeżu i operuje do dzisiaj. Zbudowano ją w 1865 roku.

Natomiast słowo „guia” w języku portugalskim, oznacza „guidance”.

A-Ma Temple.

Podczas pobytu w Macau, byłam oczywiście skoncentrowana na portugalskiej architekturze, ale znalazło się trochę czasu, aby odwiedzić jedną z chińskich świątyń.

Wybór był trafny, gdyż A-Ma Temple to miejsce bardzo klimatyczne i mocno się wyróżniające na tle innych świątyń.

Jest tak głównie dlatego, że wiele ołtarzyków znajduje się poza budynkami, w różnych zakamarkach i komponuje się z potężnymi skałami.

A-Ma, zwana również Tin Hou, jest boginią żeglarzy i ta świątynia istniała zanim powstało Macau.

Co jeszcze zobaczyć w Macau?

Jak wspomniałam powyżej, miałam zaledwie dwa dni na eksplorację Macau. I chociaż da się w tym czasie zobaczyć sporo, zwłaszcza, że historyczne centrum jest małe i wszędzie można dojść na nogach, to na pewno warto zatrzymać się tam na dłużej.

Moim zdaniem, godzinami można przechadzać się uliczkami, lub wpatrywać w cudne fasady budynków przy najważniejszych placach.

Natomiast wieczorem, można zrobić to co my, czyli usiąść na rozległych schodach przed ruinami, wśród wielu innych osób i popijając piwko, podziwiać okolicę zatopioną w ciepłym oświetleniu.

Dla mnie był to jeden z bardziej magicznych momentów tego wyjazdu.

Jedzenie.

Oczywiście tak krótki pobyt nie dał mi możliwości zapoznania się z lokalną kuchnią, zwłaszcza, że na obiad wybraliśmy się do filipińskiej restauracji.

Niestety nie mogliśmy odmówić sobie tej przyjemności, gdyż oboje ciągle wspominamy Filipiny i tęsknimy za tym krajem. Jedzenie nie jest co prawda jego najmocniejszą stroną, ale tak jak napisałam powyżej, po prostu nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w tym przybytku.

Był to strzał w dziesiątkę! Trafiliśmy do restauracji ewidentnie obsługiwanej przez samych Filipińczyków, z ciekawą muzyką na żywo i z kurczakiem, który smakował identycznie jak ten, którego jadłam na Filipinach. Identycznie!

Hotel.

Noclegi w Macau niestety nie należą do najtańszych i ostatecznie wylądowaliśmy w Hotel Metropole. Był bardzo ładny i w samym centrum, a pokój bardzo wygodny, ale cena, dodatkowo wzbogacona o podatek (o ile dobrze pamiętam, w sumie była to równowartość ok. 600 HK$) to trochę więcej, niż chciałabym zapłacić za jedną noc.

No cóż, przynajmniej organizują darmowe transfery na dworzec (aczkolwiek my z nich nie skorzystaliśmy).

Ceny.

Ogólnie Macau nie jest jednak szczególnie drogie, a już zwłaszcza w porównaniu z Hong Kongiem.

Ogromnym plusem jest to, że wszystkie zabytki, które odwiedziliśmy, są darmowe. Płaci się jedynie za muzeum na Mount Hill, ale tego dnia, wstęp też był akurat darmowy.

Bardzo podobało mi się również to, że wszelkie mapki i foldery turystyczne były łatwo dostępne i darmowe. Co więcej, są solidne, więc można się z nich czegoś dowiedzieć.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*