Longjing Tea i wzgórza herbaciane w Hangzhou.

Do Chongqing zima zawitała jakoś w listopadzie. Oczywiście gdyby zapytać o to Chińczyków, to pewnie powiedzieliby, że wcześniej. Ja jednak zaczęłam nosić kurtkę dopiero w drugiej połowie listopada, a na czapkę, nawet teraz nie ma zapotrzebowania.

Nie jest też zbyt zimno i prawie w ogóle nie używamy klimatyzacji (ogrzewania oczywiście nie mamy). Jeśli już ją włączamy, to na krótko, gdyż po chwili robią się tropiki. W tym roku nie zobaczymy też śniegu. W Chongqing podobno nie występuje.

Nieco inaczej jest na wschodzie kraju. Gdy mieszkaliśmy w Hangzhou, śnieg widzieliśmy dwa razy! Raz w grudniu i raz w styczniu. Padał zatem rzadko, było go bardzo mało i topniał szybko. Ale był!

W tym roku niestety nie będzie, a jako że ostatnio bardzo mi za nim tęskno, uznałam że czas, aby pojawił się chociaż na zdjęciach. Dlatego dzisiaj, zapraszamy na wpis o polach herbacianych w Hangzhou, które odwiedziliśmy dwukrotnie, w styczniu 2016 roku. Od tego czasu minęły już prawie dwa lata, więc chyba najwyższa pora!

Weng Jia Shan Village.

Na początek należy zaznaczyć, że Hangzhou słynie z herbaty o nazwie Longjing. Jej krzewy rosną na wzgórzach w okolicach West Lake.

Gdy wybraliśmy się w tamte tereny po raz pierwszy, trafiliśmy do maleńkiej wioski Weng Jia Shan. Jak wyczytaliśmy z tablicy informacyjnej, stałych mieszkańców jest tam zaledwie około 900, za to plantacje herbaty pokrywają 43.3 hektary.

Przechadzając się ulicą, zapewne największą, trafiliśmy do herbaciarni. Nie było to bynajmniej szczególnie interesujące miejsce, a już na pewno nie takie, jakiego spodziewalibyśmy się w wiosce słynącej z upraw herbaty. Herbaciarnia wyglądała jak wiejski sklep, z bardzo podstawowym wyposażeniem i była mało przytulna. Wielkie na całą ścianę drzwi, w dodatku wiecznie otwarte (pomimo zimy), nie zachęcały do dłuższej posiadówki.

My jednak posiedzieliśmy i to godzinę! Dlaczego tak się stało? A no dlatego, że zostaliśmy tam bardzo dobrze przyjęci.

Szybko poznaliśmy właściciela, który jak się okazało, studiował w Kanadzie. Dzięki temu, sporo się od niego dowiedzieliśmy. Natomiast jego matka, zaserwowała nam herbatę. Pyszną, oczywiście.

Jak się okazuje, ten pan zatrudnia sezonowo 10 osób, które ruszają na pola herbaciane i zbierają listki. Później suszy się je w specjalnej maszynie, którą widzieliśmy na własne oczy. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że jest coś takiego, jak maszyna do suszenia listków herbaty. Nie żebym wcześniej jakoś szczególnie się nad tym procesem zastanawiała, ale na pewno jest to coś, co warto wiedzieć.

Dragon Well.

Longjing oznacza Dragon Well i jest to nazwa nie tylko herbaty, ale również wioski, świątyni, źródła i studni.

Studnia znajduje się wśród skał i podobno kiedyś ludzie wierzyli, że jest połączona z morzem, w którym mieszka smok. Miało być tak dlatego, że jeśli wzburzy się wodę w studni patykiem, to pojawia się na niej linia. Czemu jest to dowód na istnienie smoka? Tego nie wiem.

Ale samo miejsce jest fajne i bardzo spokojne.

China National Tea Museum.

Niestety tego dnia nie mieliśmy zbyt wiele czasu, gdyż nasz znajomy – Bruce, zabierał nas na spotkanie ze swoim znajomym, dyrektorem West Lake Museum. Jak się dowiedzieliśmy, pan ten był kiedyś odpowiedzialny za całe jezioro, więc jak można się domyślać, niezła z niego szycha. W każdym razie, spotkanie zaowocowało degustacją przepysznej herbaty, prezentacją przeróżnych drogocennych eksponatów, krótką wizytą w muzeum w towarzystwie samego dyrektora oraz pamiętną kolacją, na której dostaliśmy kawał świńskiej głowy wraz z zębami.

Wracając jednak do wycieczki, to była ona zbyt krótka, zwłaszcza że na same pola herbaty nawet nie dotarliśmy. W związku z tym, dziesięć dni później, wybraliśmy się w tamte rejony ponownie.

Tym razem, zaczęliśmy od muzeum, co by dowiedzieć się czegoś o herbacie.

Czy wiedzieliście, że herbata rośnie w ponad 60 krajach i regionach świata (tych, które znajdują się na szerokości geograficznej pomiędzy 49°N, a 33°S)?! Poza Chinami, warto wspomnieć również o Indiach, Sri Lance, Wietnamie, Japonii, Bangladeszu i Kenii. W sumie, Afryka i Azja odpowiedzialne są za 90% światowej produkcji herbaty.

Jak dowiadujemy się w muzeum, w chińskiej prowincji Zhejiang, zaczęto uprawiać herbatę już pomiędzy 4000 p.n.e., a 3500 p.n.e.

Natomiast w Sichuanie, według starych kronik, uprawiano ją ponad 3000 lat temu.

W muzeum zobaczymy też ekspozycje pokazujące, jak wygląda kultura picia herbaty w innych krajach, np. w Anglii, Rosji, czy też Indiach.

Natomiast w sklepie z pamiątkami, można zakupić przeróżne piękne rzeczy, w tym zestawy do picia herbaty z porcelany. My się skusiliśmy. Czekają teraz na nasz powrót do Polski.

Longjing Tea.

Jak czytamy na tablicach informacyjnych, herbata Longjing jest znana ze względu na swój kolor, smak, aromat i kształt, co jest rezultatem wyjątkowego procesu wytwarzania.

Świeże listki najpierw powinny zostać rozłożone w pomieszczeniu, aby uwolnić je od trawiastego posmaku i aby miały szansę nabrać zapachu. Dzięki temu, będą też płaskie, czyste i jasno zielone. Następnie, należy je poselekcjonować i podgrzać w różnych temperaturach i na różne sposoby.

O tym jak Chińczycy uwielbiają herbatę Longjing, mogą świadczyć liczne poematy, piosenki, obrazy, a nawet kaligrafie, których przez stulecia, powstało bardzo wiele.

Longjing Village.

Na sam koniec, udajemy się wreszcie na pola herbaciane. Szybko okazuje się, że krzewy porastają wszystkie okoliczne wzgórza. Zrobiono na nich tarasy, które wyglądają zjawiskowo, zwłaszcza, że są dość solidnie przysypane śniegiem. Jest naprawdę pięknie.

Co więcej, poza nami nie ma praktycznie nikogo, a po tarasach można chodzić do woli.

Informacje praktyczne: aby dojechać do Longjing, należy udać się na stację metra o nazwie Fengqi Road i wyjść bramką C. Następnie idziemy kawałek, na przystanek autobusu nr 27, którym dojedziemy pod samą bramę muzeum, skąd na herbaciane wzgórza, dojdziemy już na nogach.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*