Kuchnia chińska dla początkujących.

Zarówno dla mnie, jak i dla Kaspra, żadna podróż nie będzie kompletna bez spróbowania lokalnej kuchni. Jedzenie to bardzo ważna część naszego życia i równie ważna część kultury każdego kraju. Z samych potraw można dowiedzieć się sporo o historii państwa, a zwyczaje i zachowanie przy stole, powiedzą nam naprawdę wiele o ludziach go zamieszkujących.

Chiny są na to doskonałym przykładem.

Skąd te wszystkie dziwne potrawy i zwyczaj spożywania wszelakich podrobów? Między innymi stąd, że kiedyś w Chinach było ciężko i aby przeżyć, nie można było wybrzydzać. Poza tym, Chińczycy naprawdę uwielbiają kurze łapki, żołądki, flaki, mózgi i inne przysmaki, które wielu obcokrajowcom, ciężko przechodzą przez gardło.

A dlaczego dla Chińczyków tak ważne jest, aby mięso było na kości? Jak mówi moja koleżanka, pierś z kurczaka nie ma smaku, jest zbyt sucha i bez tłuszczu. Dlatego Chińczycy filetów nie jadają, a zamiast tego, obgryzają najróżniejsze kostki. Powiedziałabym, że dokładnie odwrotnie niż w Polsce.

Dlaczego Chińczycy zawsze zamawiają wiele dań i układają je na obrotowych płytach, aby każdy mógł wszystkiego spróbować? To proste, lubią się dzielić. Natomiast siedzenie razem przy dużym stole, daje im poczucie bliskości.

A dlaczego zamawiają dużo więcej, niż mogą zjeść? Bo lubią się pochwalić, że ich na to stać.

Im więcej czasu spędzimy w danym kraju, tym lepiej go poznamy, a poznawanie przez żołądek (przynajmniej dla nas), jest na to wymarzonym sposobem.

Ale ……… niestety zawsze jest jakieś ale.

Bywa, że przyjeżdżamy do jakiegoś kraju i nie orientujemy się zbyt dobrze w lokalnych potrawach. Albo menu zapisane jest w obcym alfabecie. Albo obsługa nie mówi słowa po angielsku. A może jesteśmy wegetarianami lub nie lubimy baraniny. A może nie przywykliśmy do kości, chrząstek i wielkich kawałów tłuszczu, które akurat w tym miejscu, mogą być najznakomitszym przysmakiem.

Czasami początki bywają ciężkie i ja jestem na to doskonałym przykładem. 14 lat bycia wegetarianką, zrobiło swoje i pomimo tego, że zupełnie świadomie i z chęcią, zaczęłam znowu jeść mięso, to stare nawyki nie łatwo dały o sobie zapomnieć.

Gdy pierwszy raz zamówiłam w Chinach kurczaka, a dostałam michę pełną kości, brzydziłam się bardzo i prawie całe danie oddałam Kasprowi. Sama oczywiście byłam później głodna.

Nigdy nie zapomnę też naszego pierwszego posiłku w tym kraju, gdy zamówiliśmy sobie wyglądające całkiem spoko, kawałki ryby, a później pluliśmy ościami, bo mięsa nie było tam prawie wcale. Ości za to, na potęgę.

Na smażoną w głębokim tłuszczu rybkę (razem z łuskami, płetwami i wszystkimi innymi częściami ciała), patrzyłam chyba z 15 minut, zanim ostatecznie odważyłam się włożyć ją do buzi.

Podobnie było z kurzą łapką i zamówionymi nie tak dawno temu (przez przypadek) kozimi kolankami, tudzież raciczkami (ciężko stwierdzić co dokładnie było na naszym talerzu, ale na pewno jakieś stawy i absolutnie zero mięsa). Zresztą wstręt do jedzenia skóry nie przejdzie mi prawdopodobnie nigdy. Przemóc się i spróbować to jedno, ale zajadać się tym ze smakiem, to już zupełnie co innego.

Człowiek jednak zaradny jest i jak powiadają, przyzwyczaić może się do wszystkiego. Przyzwyczaiłam się i ja!

Widok kurzej główki albo stópki w zupie? Kiedyś odrażający, teraz nie robi na mnie wrażenia. Gdy dostanę stópkę, wyjmuję ją lub przekładam do talerza Kaspra i po sprawie.

Nie przeraziły mnie też pływające w potrawie nóżki żółwia z pazurami, ani świńskie zęby na talerzu.

Natomiast do moich ulubionych, chińskich przekąsek, dołączyły różne dziwne smakołyki.

Smażone rybki? Pycha! Kacze szyjki? Niebo w gębie! Stuletnie, czarno – zielone jaja? Nie mogę się doczekać, kiedy zjem je ponownie!

Przyzwyczajenie się może jednak trochę potrwać, a w tym czasie warto wiedzieć, jakie danie zamówić, aby było dla nas bezpieczną i w miarę „normalną” opcją.

Poniżej zestawienie potraw, które moim zdaniem najlepiej nadają się dla wybrednych i jeszcze nierozsmakowanych w wyjątkowo bogatej kuchni Chin, smakoszy:

Gong bao ji ding ().

To jedno z naszych ulubionych dań w Chinach, zwłaszcza odkąd przeprowadziliśmy się do Chongqing, gdzie przyrządzane jest naprawdę znakomicie.

Składa się na nie pokrojony w kosteczki kurczak (bez kości!), w lekko słodkawym i lekko pikantnym sosie. Można jeść z ryżem lub bez.

Dan chao fan (蛋炒).

Ryż zasmażany z jakiem, a czasami również innymi dodatkami, na przykład warzywami. Bardzo proste i tanie danie, a przy tym wyśmienite.

Tu dou si (土豆).

Ziemniaki pokrojone w cienkie i długie paseczki, zazwyczaj serwowane z zieloną papryką lub na ostro – kwaśno.

Niu rou mian (牛肉面).

To zdaje się, jedno z bardziej popularnych chińskich dań. Składa się na nie miska zupy przypominającej polski rosół, makaron i plastry wołowiny.

Ji dan mian (蛋面).

Danie podobne do powyższego, tylko z jajkiem zamiast mięsa. Osobiście jadłam to bardzo często na początku mojego pobytu w Chinach.

Wariacji makaronu w zupie jest zresztą bardzo wiele, a w niektórych miejscach można sobie do woli wybierać dodatki i samemu komponować potrawę. Korzystaliśmy z tego bardzo często, gdy mieszkaliśmy w Suzhou. W Chongqing niestety, jeszcze nie udało mi się znaleźć podobnych przybytków.

Wśród popularnych dodatków znajdziemy: grzyby, krewetki, różne warzywa, a nawet kotlety, do złudzenia przypominające polskie schabowe.

Rou jia mo (夹馍).

Coś na wzór hamburgera. Okrągła bułka, a w środku pokrojone na małe kawałeczki mięso z cebulą i papryczkami. Czasami dość pikantne. W niektórych miejscach można też dostać wersję z ziemniakami zamiast mięsa – Cai jia mo (夹馍).

Jiao zi ().

Jiao zi to pierogi. Ze względu na swoją ogromną popularność w Państwie Środka, dostępne są prawie na każdym kroku, w przeróżnych formach i o przeróżnych smakach. Próżno jednak szukać czegoś na wzór ruskich lub z kapustą i grzybami. Tutaj najbardziej popularne są te z mięsem, zwłaszcza wieprzowiną. Powszechnym dodatkiem jest też zielone warzywo, coś na kształt szczypiorku. Jednymi z moich ulubionych pierogów są właśnie te ze „szczypiorkiem” i jajkiem.

Bao zi (包子).

Bao zi wyglądają jak polskie kluski na parze i w smaku też są dość podobne. Można je kupić dosłownie wszędzie, zwłaszcza z ulicznych stanowisk i o poranku, gdyż są popularnym daniem śniadaniowym. Mogą być z mięsem, warzywami lub na słodko, na przykład z czerwoną fasolką.

Dou fu (豆腐).

Nie każdy lubi tofu, ale zanim odrzucimy je z jadłospisu, warto dać mu chociaż jedną szansę. Chińczycy są bowiem znakomici w przyrządzaniu tofu i to na wiele, wiele sposobów. Chociaż niektóre z nich mogą odrzucać, np. stinky tofu, to wiele jest naprawdę znakomitych i stało się moimi ulubionymi daniami. Kaspra też, co każdemu kto go zna, powinno dać do myślenia.

Moje ulubione dania z tofu to: ma po dou fu (麻婆豆腐) (popularne w Chongqing), lu dou fu (豆腐) (bardziej przystawka niż danie) oraz gan guo qian ye dou fu (千叶豆腐).

Halal.

Halal to nazwa, którą określamy knajpki muzułmańskie, które w Chinach są dosłownie wszędzie i wszystkie wyglądają prawie identycznie. Nawet zdjęcia potraw na ścianach są takie same.

Łatwo je rozpoznać po zielonej kolorystyce, arabskich napisach i nakryciach na głowach kobiet.

Stołuje się tam bardzo dużo obcokrajowców, a powodów ku temu jest wiele. Po pierwsze, jedzenie jest bardzo dobre i zawsze takie samo. Nie ważne w jakim jesteśmy mieście, wchodząc do halala, zawsze możemy zamówić swoje ulubione potrawy. Po drugie, makaron jest tam wyrabiany ręcznie i na wiele sposobów. Po trzecie, jest czysto (przynajmniej jak na chińskie standardy). Po czwarte, zdjęcia prawie wszystkich potraw są na ścianach, więc nie znając chińskiego, można łatwo podjąć decyzję i złożyć zamówienie, wskazując potrawę palcem.

Zamówimy tam większość z wymienionych powyżej potraw. Szczególnie duży jest wybór dań z makaronem.

Zestawy obiadowe.

W Chinach bardzo dużo jest też knajpek, które serwują całe zestawy obiadowe. Nie będę tu przytaczać nazw, gdyż w każdym mieście są inne i jest ich naprawdę dużo, ale łatwo je rozpoznać.

Bardzo często mają zdjęcia głównych potraw i dodatków, jakie z nimi dostajemy.

Zazwyczaj jest to miska z jakimś daniem mięsnym, a do tego kilka innych, małych miseczek z przeróżną zawartością. Może w nich być ryż, zupa, pikle, tudzież jajko lub jakieś warzywa.

Są to zazwyczaj dania mało wymyślne, więc nikogo nie powinny zszokować. Inna sprawa, że często nie są też najlepszej jakości. Ja osobiście za nimi nie przepadam i zamawiam bardzo rzadko.

Mogą być jednak bezpieczną opcją, dla kogoś kto chce zapełnić brzuch, ale nie jest gotów na eksperymenty.

Placki i naleśniki.

Dość popularnym jedzeniem w Chinach, zwłaszcza śniadaniowym, są przeróżne placki i naleśniki. Czasami ciasto jest tylko z cebulą, a czasami z innymi składnikami. Na przykład w naleśnika, może być zawinięty kurczak i warzywa. Sprzedawane są wprost na ulicy, więc łatwo je zauważyć.

Warzywa.

Chińczycy jedzą bardzo dużo mięsa i dania warzywne są zdecydowanie marginesem tutejszej kuchni. Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie znajdziemy znakomitych potraw, których podstawą są właśnie warzywa.

Trzeba jedynie pamiętać, że wiele z nich może być przygotowanych na bazie jakiegoś mięsnego wywaru, albo zawierać małe kawałki mięsa, np. boczku.

Co więcej, najlepsze dania warzywne, znajdziemy w droższych restauracjach, a nie w małych, ulicznych knajpkach.

Do warzyw, jakie jadam w Chinach najczęściej i najchętniej, należą: kalafior, bakłażan, kapusta i ogórek.

Najlepszy kalafior (花菜 hua cai) i kapusta (白菜 bai cai), serwowane są w wersji zasmażanej, z dodatkiem pysznych sosów (wydaje mi się, że na bazie sosu sojowego). Co więcej, przy opisie kalafiora, zazwyczaj zaznaczone jest, że jest on organiczny (w co mnie akurat, nie do końca chce się wierzyć).

Bakłażan (茄子 qie zi) nie jest generalnie moim ulubionym warzywem, ale w Chinach przyrządzany jest tak znakomicie, że nie mogę mu się oprzeć. Poniżej znajdziecie zdjęcie jednego z takich dań. Zamawiam je za każdym razem, gdy idziemy do restauracji, w której je serwują.

Ogórek (黄瓜 huang gua)często podawany jest na surowo, ale zamarynowany w przepysznym sosie. Gdy poda się go np. z dodatkiem świeżych orzechów włoskich, staje się daniem, któremu nie sposób się oprzeć.

Kiełbasa.

Wędlina w naszym, polskim rozumieniu tego słowa, w Chinach praktycznie nie występuje. Szynka, lub coś co ją przypomina, jest albo słodka, albo zupełnie bez smaku. Natomiast wszelkie parówki lub kiełbaski, też są słodkie lub tak niedobre, że ledwie przechodzą przez gardło.

Od czasu do czasu, można jednak natknąć się na znakomitą, zazwyczaj lokalnie wyrabianą, kiełbasę.

Niestety nie jest ona zbyt powszechna i zazwyczaj trzeba mieć sporo szczęścia i znaleźć się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.

W dużych supermarketach (np. Walmart), pojawia się przed chińskim nowym rokiem, a później znika i nie ma jej przez resztę roku.

My często natykamy się na nią w górach, gdzie sprzedawana jest przez miejscowych.

Nie smakuje tak jak polska kiełbasa, ale jest pyszna, zwłaszcza jeśli doprawiono ją np. pieprzem sichuańskim.

Jak dla mnie jedynym minusem jest to, że niestety zawiera duo tłuszczu. Powiedziałabym, że proporcje między mięsem, a tłuszczem rozkładają się mniej więcej po połowie, a jeśli przeważają na jakąś stronę, to raczej tłuszczu.

Na wschodzie kraju nigdy nie natykaliśmy się na taką kiełbasę. Tam ludzie lubią słodkie mięso. Jednak odkąd mieszkamy w Chongqing, zdarza nam się ją od czasu do czasu kupić. Oprócz tego, jedliśmy ją w prowincji Hunan.

Użyteczne znaki.

rou – mięso,

牛肉 niu rou – wołowina,

羊肉 yang rou – baranina,

猪肉 zhu rou – wieprzowina,

() ji (rou) – kurczak,

cai – warzywa,

()(ji) dan – jajko,

tang – zupa,

mian – makaron,

fan – ryż,

mi fan – gotowany ryż,

chao fan – smażony ryż,

jiao zi – pierogi,

包子 bao zi – buły na parze,

豆腐 dou fu – tofu,

la – pikantne,

不辣 bu la – nie pikantne (możemy to powiedzieć zamawiając, jeśli nie chcemy żeby jedzenie było zbyt ostre),

勺子 shao zi – łyżka,

筷子 kuai zi – pałeczki,

打包 da bao – na wynos.

Jak sobie poradzić z tłumaczeniem?

Znając jedynie powyższe znaki, można już całkiem sporo odszyfrować z chińskiego menu. Oprócz tego, my w Chinach korzystamy z dwóch aplikacji, które bardzo skutecznie ułatwiają nam życie.

Jedna z nich to Pleco, czyli słownik, a druga to Baidu Translate. Dzięki Baidu, możemy zeskanować menu, a aplikacja natychmiast nam wszystko przetłumaczy. Będzie to tłumaczenie dość orientacyjne, ale powinno wystarczyć. Można też najpierw zrobić zdjęcie, a później je przeskanować.    

Podsumowanie.

W każdym kraju jedzenie jest inne. Czasem genialne, innym razem zaskakujące, zdarza się, że ubogie.

W Chinach jedzenie jest rewelacyjne i tak zróżnicowane, jak chyba w żadnym innym kraju na świecie. Dlatego warto jest próbować nowych rzeczy i wyszukiwać nowych smaków.

Powyższe pozycje są przepyszne i wiele z nich należy do moich ulubionych potraw, ale na dłuższą metę, szkoda byłoby ograniczać się tylko do nich.

Z pewnością są dobre na początek, zwłaszcza dla mniej ufnych smakoszy, ale z czasem, naprawdę warto poszerzyć horyzonty.

2 Comments Posted

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*