Zampa Point, Okinawa

Krótki przystanek na Okinawie.

Data wizyty: 03-06.11.2019.

Tokyo miało być naszym ostatnim przystankiem w Japonii, a następnie udawaliśmy się na Tajwan.

Spodziewaliśmy się, że połączeń między Tokyo i Taipei będzie cała masa i bez problemu zmienimy kraj. Nic bardziej błędnego!

Okazało się, że z Japonii na Tajwan najlepiej dostać się z Osaki, do której nie bardzo mieliśmy ochotę wracać, przez koreańskie Jeju, na którym też byliśmy niedługo wcześniej lub przez Okinawę. Oczywiście wybraliśmy Okinawę, a jako że było to dla nas zupełnie nowe miejsce i w dodatku dość egzotyczne, postanowiliśmy, że zatrzymamy się tam na kilka dni. W ten oto sposób, wyspa została w ostatniej chwili dodana do naszego japońskiego itinerary.

Nie żałujemy! Okinawa jest piękna, a jej historia i specyficzna atmosfera, jakiej tam doświadczymy sprawia, że pobyt na wyspie jest interesujący i zapada w pamięć.

Nie wiem czy jestem w tym odosobniona, czy też nie, ale mnie Okinawa zawsze kojarzyła się jako jedno z tych trudniej dostępnych miejsc, gdzie raczej mało kto jeździ. W wyobraźni miałam bazy wojskowe, żołnierzy i II wojnę światową, a nie obrazki z wakacji na plaży. Jednocześnie, tego typu miejsca bardzo mnie fascynują, więc te kilka dni na wyspie były w pewnym sensie spełnieniem marzenia. Być może nigdy wcześniej nie wyartykułowanego, ale jednak marzenia.

Naha.

Zatrzymaliśmy się w mieście Naha, które nie jest szczególnie atrakcyjne, ale znajduje się blisko lotniska. Na tym etapie podróży, gdy byliśmy już naprawdę zmęczeni wyjątkowo intensywnym miesiącem, wygoda była dla nas priorytetem.

Nasz hotelowy pokój był duży i wygodny, co było miłą odmianą po hostelach w Tokyo, ale Kasper utrzymuje, że wśród gości byliśmy raczej nielicznymi turystami.

Faktycznie, daje do myślenia fakt, że drzwi do recepcji były zasłonięte dodatkową, betonową ścianą, a wejście i wyjście znajdowały się w innych miejscach, tak aby klienci nie musieli się ze sobą spotykać.

Cała okolica obfitowała w podobne, podejrzane przybytki i równie podejrzanych naganiaczy, więc chyba po prostu trafiliśmy do takiej dzielnicy. Oczywiście zupełnie nieświadomie.

Naminoue Shrine.

Na zwiedzanie nie mieliśmy większej ochoty, a zresztą Naha nie obfituje w zabytki. Któregoś dnia zahaczyliśmy jednak o małą świątynkę – Naminoue Shrine, która szczególnie pięknie prezentuje się od strony oceanu.

Byliśmy też na małej, miejskiej plaży, ale nie zachęciła nas do kąpieli, zwłaszcza, że powyżej biegnie dość ruchliwa droga.

Trudna historia.

Niedaleko świątyni, w małym parku, natknęliśmy się na pomnik – Memorial to the Victims of the Tsushima – maru.

W 1944 r., gdy wojna stopniowo zbliżała się na wyspę, osobom starszym, młodym, kobietom oraz dzieciom, nakazano ewakuację poza prefekturę. Duża grupa uczniów weszła na pokład statku o nazwie Tsushima – maru, który opuścił port Naha 21 sierpnia.

Niestety w tym czasie ocean stał się już polem bitwy i w nocy następnego dnia, Tsushima – maru został trafiony przez torpedę z amerykańskiego okrętu podwodnego Bowfin i zatopiony.

Spośród 1 788 pasażerów, w tym załogi i żołnierzy, ok. 80% spoczęło na dnie morza.

Przyjmuje się, że uczniów z ośmiu szkół w Naha i innych osób, które próbowały się ewakuować, było 1 661, ale liczba ta nie jest pewna. Podobnie sprawa ma się z liczbą ofiar – 1 482. W dniu wypłynięcia były osoby, które w ostatniej chwili zdecydowały się nie wsiąść na pokład, a także dzieci siłą zmuszone przez rodziców, by wsiąść. Niestety nie przeprowadzono śledztwa, aby ustalić konkretne dane.

Śmierć tych wszystkich ludzi na morzu nie była niestety jedyną tragedią, która spotkała mieszkańców Naha w tym okresie. Zaledwie 49 dni później (10 października), cała południowo – zachodnia część wyspy została zbombardowana w pięciu falach przez amerykańskie samoloty. Dotyczyło to zarówno jednostek strategicznych, jak i terenów mieszkalnych.

Jak widać, w Japonii nie brakuje miejsc, gdzie podczas II wojny światowej doszło do tragicznych wydarzeń. Kraj ten został naprawdę dotkliwie doświadczony, aczkolwiek należy też pamiętać, że i Japończycy nieśli zniszczenie w innych krajach i byli w tym wyjątkowo brutalni. Szkoda, że jak zwykle najbardziej ucierpiała ludność cywilna, w tym te wszystkie dzieci.

Zampa Point.

Podczas naszego krótkiego pobytu na wyspie, tylko raz udaliśmy się poza Naha. Wybór padł na cudne miejsce na wybrzeżu o nazwie Zampa Point.

Nie było łatwo się tam dostać i poza autobusem, musieliśmy skorzystać również z autostopu, ale udało się.

A wtedy naszym oczom ukazały się przepiękne, nadmorskie krajobrazy.

Zampa Point znajduje się nad Morzem Wschodniochińskim i możemy tam podziwiać wspaniałe i nieco złowrogie klify, burzliwe fale morskie i niezwykle miłą dla oka roślinność.

Trafiliśmy tam w dość wietrzny, ale bardzo słoneczny dzień, kiedy to nic nie wskazywało na to, jak niebezpieczne może to być miejsce.

Otóż regularnie przechodzą nad wyspą tajfuny i niektóre mogą być bardzo spektakularne. Jak dowiadujemy się z zamieszczonej przy ogromnych skałach tabliczki, 6 października 1990 r., Tajfun No. 21 uderzył w tym miejscu z taką siłą, że przeniósł z brzegu trzy wielkie głazy ważące od 50 do 94 ton!

Zważywszy na to, że klify mają jakieś kilkanaście – kilkadziesiąt metrów wysokości, musiał to być naprawdę potężny tajfun.

W pobliżu klifów znajduje się też bardzo przyjemna i urokliwa plaża.

Z powrotem do Naha zabrał nas pewien Brytyjczyk od lat mieszkający na wyspie. Najpierw nas minął, ale wrócił, gdyż jak powiedział, nie sądził, że ktoś nas zabierze. Faktycznie, na Okinawie było trochę trudniej o stopa niż na głównej wyspie.

W każdym razie, nasz kierowca dużo opowiadał o amerykańskich bazach, których wciąż jest bardzo dużo na wyspie, zresztą tak jak samych Amerykanów.

Ogólnie Okinawa to dość specyficzne miejsce i myślę, że bardzo ciekawe. Panuje tam też charakterystyczna, wyspiarska atmosfera. Fajnie byłoby kiedyś spędzić tam więcej czasu.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*