Japonia – miesiąc pełen wrażeń.

W Japonii byliśmy ponad miesiąc i wciąż nie mogę uwierzyć, że czas ten minął aż tak szybko. Działo się jednak naprawdę sporo, odwiedziliśmy przepiękne miejsca i cudownie spędziliśmy czas.

Japonia jest genialna i szybko znalazła się na szczycie naszych ulubionych krajów. Niewiele jest tam rzeczy, do których można się przyczepić. Naprawdę!

Podobało nam się prawie wszystko: niesamowita i wciąż żywa tradycja i kultura, znakomita organizacja, uprzejmość ludzi, porządek, czystość, nawet język.

Wrażeń mamy mnóstwo, przemyśleń jeszcze więcej. Jedyne, czego brakuje, to czasu, żeby o tym wszystkim napisać.

Nie chcę potraktować tematu po macoszemu, więc dalej zagłębiać się nie będę. O wszystkim napiszę po powrocie. Teraz chciałabym jednak podzielić się chociaż kilkoma zdjęciami i pokazać najfajniejsze miejsca, które przyszło nam w Japonii odwiedzić.

Mount Haguro.

Pierwszy dzień w Japonii spędziliśmy w miejscu dość niekonwencjonalnym i słabo znanym wśród turystów. Co więcej, nasz pierwszy nocleg był w typowym japońskim domu, gdzie ubrani w tradycyjne ciuchy, siedzieliśmy na matach i popijaliśmy herbatkę. Tuż po tym, jak zażyliśmy gorącej kąpieli po długim i deszczowym dniu, kiedy to wspinaliśmy się po setkach schodów, aby na szczycie Mount Haguro, odwiedzić niezwykle klimatyczną świątynię.

Nagano i Jigokudani Monkey Park.

Podczas pobytu w Nagano, odwiedziliśmy Jigokudani Monkey Park. Zimy jeszcze nie było, a zatem śniegu też nie, ale i tak super było zobaczyć małpki pływające i nurkujące w gorącym źródle. Małpy to naprawdę bardzo pocieszne stworzenia i można je obserwować godzinami. Nic sobie nie robią z obecności ludzi i zdają się w ogóle nas nie zauważać.

Matsumoto.

Matsumoto jest dla nas miejscem niezwykłym z dwóch powodów. Po pierwsze, odwiedziliśmy tam nasz pierwszy japoński zamek, który okazał się w dodatku niezwykle ciekawy (podobnie zresztą, jak jego historia).

Po drugie, poznaliśmy tam przemiłą Japonkę – Reiko, która była naszym pierwszym hostem z couchsurfing’u. Tak, to właśnie w Japonii po raz pierwszy skorzystaliśmy z tego serwisu.

Miyajima.

Wyspa Miyajima była super! Spędziliśmy tam jeden z najfajniejszych dni w Japonii. Trochę się zmęczyliśmy, wspinając się na szczyt, z którego można podziwiać przecudne widoki, trochę podumaliśmy w genialnych i przepięknych świątyniach, a na koniec odpoczęliśmy na pomoście, spoglądając na wodę.

Hiroszima.

Hiroszima to miasto o smutnej, ale jakże interesującej historii. Co więcej, po tylu latach od tragicznych wydarzeń sierpnia 1945 roku, te wszystkie wspomnienia wciąż są tam żywe. Nie tylko mieliśmy okazję zapoznać się z ekspozycjami w muzeum, ale także porozmawiać z jednym z ocalałych, co było niezwykłym przeżyciem.

Himeji Castle.

Himeji Castle to zamek, który stawiamy na podium razem z Matsumoto Castle. Są od siebie bardzo różne, ale równie piękne i fascynujące.

Kumano Kodo.

Zgodnie z planem, przeszliśmy szlak Kumano Kodo, co okazało się dużo trudniejszym zadaniem, niż początkowo zakładaliśmy. 38 kilometrów to niby niewiele, ale perspektywa znacznie się zmienia, gdy okazuje się, że ścieżka wiedzie przez strome, śliskie schody, na których spotykamy węże. Co więcej, po pierwszym dniu nie mogliśmy się ani wykąpać, ani zjeść kolacji, bo na nocleg (z braku innych opcji), wylądowaliśmy w lokalnym domu kultury.

Yunomine i okolice.

Yunomine to zdecydowanie jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w Japonii.

Jest to maleńka miejscowość, która słynie z gorących źródeł.

Przez dwa dni chętnie korzystaliśmy z tego dobra natury, wygrzewając zmęczone wędrówką mięśnie i kości. Oprócz tego, gotowaliśmy jajka w specjalnym zbiorniku z wrzącą wodą, a na koniec, już w innej wiosce, zażyliśmy kąpieli w naturalnym gorącym basenie, który samodzielnie sobie pogłębiliśmy.

Kyoto i Kurama Fire Festival.

Kyoto to naprawdę fajne miasto, ale my wspomnienia z niego mamy o tyle lepsze, że to właśnie tam dołączył do nas nasz kolega Paul i już w trójkę kontynuowaliśmy podróż przez Japonię. W mieście odwiedziliśmy kilka cudnych miejsc, ale w pamięci na pewno najwyraźniej zapisze się Kurama Fire Festival, w którym mieliśmy okazję uczestniczyć. Niesamowite widowisko, naprawdę!

Fujikawaguchiko i Cabin in the Woods.

Na Fuji nie wyszliśmy z powodu śniegu, ale przynajmniej spędziliśmy cudny wieczór w lesie nad jeziorem, w niedużej odległości od słynnego wulkanu. Wynajęliśmy tam chatkę, która wyglądała jak żywcem wyjęta z horroru (aczkolwiek nie ze względu na standard, gdyż ten był bardzo przyzwoity). Kasper przyrządził jedzenie z grilla, Paul zaśpiewał węgierskie piosenki, a w nocy poszliśmy na mrożący krew w żyłach spacer do lasu.

Tokyo i Meiji Shrine.

Samo miasto nie zwaliło nas z nóg, ale i tak świetnie się tam bawiliśmy. Rozrywki mieliśmy różnorodne, a łut szczęścia sprawił, że trafiliśmy na celebracje w Meiji Shrine. Dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć m. in. wyjątkowo nudne, a tym samym fascynujące (przynajmniej moim zdaniem) przedstawienia teatralne, pokazy aikido, jazdę na koniach itp.

Oprócz tego byliśmy na aukcji tuńczyków, jedliśmy przepyszne sushi i sashimi z targu, oglądaliśmy kostiumy Japończyków na Halloween, doświadczaliśmy różnych wrażeń w cyfrowym muzeum, podziwialiśmy nocną panoramę z Tokyo Tower, odwiedziliśmy groby 47 samurajów i piliśmy piwo w Asahi Beer Tower, jednocześnie oglądając zachodzące tuż obok Fuji słońce. Było super!

Okinawa.

Na koniec, zupełnie niespodziewanie, wylądowaliśmy z Kasprem na Okinawie. Byliśmy dość mocno zmęczeni po całym miesiącu w Japonii, ale wybraliśmy się na jedną wycieczkę i dojechaliśmy do Zampa Cape. Piękne miejsce.

1 Comment Posted

  1. Fantastyczne relacje i zdjęcia z miejsc bardzo interesujących, wręcz pięknych. Jak odczuwacie zwykłych ludzi w tych różnych krajach? Czy są duże różnice w ich zachowaniach wobec siebie ? A wobec turystów?
    To już prawie półmetek Waszej podróży, czy tak? Które miejsce to numer jeden w dotychczasowym poznawaniu Azji?

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*