Fujikawaguchiko, czyli chata pełna pająków i ciemny las, a także klęska pod Fuji.

Data wizyty: 24-25.10.2019.

Wyjście na Fuji było wielkim marzeniem Kaspra. Tam też oryginalnie planował mi się oświadczyć (Paul miał robić zdjęcia).

Natomiast na dzień poprzedzający wspinaczkę, Kasper wynalazł nam chatkę w małej miejscowości Fujikawaguchiko, która znajduje się bezpośrednio nad jeziorem i tuż przy słynnym lesie samobójców. Już sama lokalizacja jest dość mroczna, a jeśli dodać do tego wyjątkowo małą ilość osób w okolicy, pełną ciszę i deszczową, mglistą pogodę, to nastrój jak z horroru gwarantowany.

Wieczorny grill i nocny spacer.

Wiedzieliśmy, że w chatce jest możliwość urządzenia sobie grilla (trzeba dodatkowo zapłacić za rozpałkę), więc wcześniej udaliśmy się do supermarketu po mięsko i piwko i byliśmy bardzo dobrze przygotowani.

Na zewnątrz było dość zimno, ale atmosfera tego miejsca wynagrodziła nam wszelkie trudny. Wspaniale było posiedzieć przy ogniu, jednocześnie popijając Sapporo i zajadając pyszny bekonik. Przy okazji, Paul ujawnił przed nami swój skrywany talent, jakim jest śpiew i mieliśmy okazję wysłuchać węgierskich piosenek (nasz kolega mówi płynnie po węgiersku).

Mówiąc krótko, nastrój mieliśmy wymarzony.

Natomiast gdy było już naprawdę późno i ciemno, udaliśmy się do lasu. Najpierw dość długo szliśmy drogą szukając odpowiedniego wejścia, co nie było zbyt łatwe i trochę czasu musieliśmy poświęcić.

Gdy wreszcie się udało, okazało się, że las jest naprawdę gęsty i mroczny. Święcąc latarkami i uważnie patrząc pod nogi, poszliśmy w głąb.

Nie wiem, czy to pora dnia (a raczej nocy) aż tak wpłynęła na to, jak zapamiętałam to miejsce, ale to co widzę przed oczami na myśl o tej przechadzce to grube, omszone i lekko ociekające wodą konary, potężna gęstwina, wielki mrok. Las niczym z barwnej, japońskiej mangi.

Atak pająków.

Zanim jednak Kasper rozpalił grilla i przygotował jedzenie, przyszło nam odkryć małą niespodziankę, jaka czekała na nas w chatce. Otóż okazało się, że urzędują w niej ogromne pająki i bynajmniej nie pojedyncze osobniki. Wręcz przeciwnie, były na każdym kroku i nie mogliśmy się od nich opędzić. Na wyposażeniu mieliśmy spray, jednak ja byłam początkowo przeciwna, aby go używać. Po jakimś czasie, gdy sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli, zgodziłam się jednak, by chłopaki z niego korzystali. Inaczej te pająki chyba by nas zjadły.

Poza tym jednym mankamentem, chatka była cudowna i chętnie zostałabym tam na dłużej. Było to wyjątkowo klimatyczne miejsce, wręcz wymarzone i myślę, że fajnie byłoby udać się tam na kilka dni i odpocząć od reszty świata. Zwłaszcza, że my, z powodu pogody, nie mieliśmy nawet okazji wybrać się nad jezioro, które znajduje się dosłownie po drugiej stronie ulicy. No cóż, może następnym razem.

Śniegi na Fuji.

Z samego rana ubraliśmy się jak na zdobywanie góry i generalnie cały czas byliśmy przekonani, że na Fuji wyjdziemy.

Właściciel chatki podwiózł nas do miasteczka, gdzie jest baza turystyczna i skąd wiele osób wyrusza autobusem pod piątą stację. Dalej idzie się na nogach. My byliśmy tacy ambitni, że do te piątej stacji też planowaliśmy iść na nogach.

Niestety, w informacji turystycznej nasz zapał został bardzo skutecznie ostudzony. Właściwie wystarczyło nagranie na żywo z kamerki pod stacją, na którym zobaczyliśmy tylko jedno, a mianowicie: zamieć śnieżną. Biały ekran i ewidentnie silny wiatr. Widoczność: zero!

No niestety, koniec października to już nie jest moment na wspinaczkę na Fuji. Jak się dowiedzieliśmy, śnieg spadł niedługo wcześniej, ale następnym razem i tak wybierzemy znacznie wcześniejszą porę. Wiadomo, że nie jest fajnie wychodzić w szczycie sezonu, razem ze wszystkimi innymi turystami, ale myślę, że druga połowa września może być optymalna.

Tymczasem, zgarnęliśmy manatki i wyruszyliśmy do Tokio, ostatniego jak wtedy myśleliśmy, przystanku podczas naszej japońskiej podróży.

 

Informacje praktyczne: chatka, w której się zatrzymaliśmy i którą możemy polecić każdemu poza osobami cierpiącymi na arachnofobię, to Sun Lake.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*