Dawno temu na … Wyspach Kanaryjskich. Księżycowy krajobraz Lanzarote.

Lanzarote to wyspa pochodzenia wulkanicznego, najstarsza z całego archipelagu Wysp Kanaryjskich. Na początku, jej widok może nie zachwycić, gdyż panują tam krajobrazy raczej pustynne i na pierwszy rzut oka, jednolite. Roślinności jest niewiele, a tą która jest, stanowią przede wszystkim palmy i kaktusy. Nic innego chyba nie jest w stanie przetrwać, gdyż podłoże stanowi pył wulkaniczny, a wiatry wieją tak silne, że inne rośliny miałyby problem z utrzymaniem się w pionie. Tak na marginesie, to ten wiatr był dla mnie niemałym zaskoczeniem. Przed wyjazdem przeczytałam wszystko, co tylko udało mi się znaleźć o Lanzarote na internecie i nikt, nigdzie, nawet słowem nie wspominał o tych wichurach! Niestety dały mi się one, podczas całego pobytu, naprawdę mocno we znaki!

Timanfaya.

Główną atrakcją wyspy i jej ogromnym skarbem jest Parque Nacional Timanfaya. Jest to spory obszar, na którym można podziwiać stożki wulkaniczne oraz ogromne połacie zastygłej lawy, a wszystko to tworzy iście księżycowy krajobraz.

Dużym minusem jest natomiast to, że po parku nie można się poruszać samodzielnie, a tylko na grzbiecie dromadera lub autobusem, który co chwilę zabiera kolejną grupę osób na przejażdżkę wyznaczoną trasą. Chodzić po parku nie można, gdyż jest to park narodowy i jest to kolejna dziwna dla mnie zasada. My w Polsce też mamy parki narodowe i wszystko w nich jest objęte ochroną, ale chodzić po nich można. Co jeszcze dziwniejsze, w parku Timanfaya, niczego, poza własnym ciałem i tak nie dałoby się zepsuć. Podłoże z zaschniętej lawy jest tak twarde, że nawet jakby ktoś się bardzo starał, to nie byłby w stanie mu zaszkodzić, a zresztą czemu mielibyśmy w ogóle zakładać, że będzie próbował. Jest droga, więc dlaczego ludzie nie mogliby po niej chodzić i podziwiać tych naprawdę przepięknych i niesamowitych krajobrazów na własne oczy, zamiast przez brudne szyby autobusów? Zwiedzanie czegokolwiek będąc uwięzionym w pojeździe jest dla mnie największą katorgą. Nic tak nie deprymuje jak świadomość, że jest się jednocześnie tak blisko i tak daleko od takiego cudu natury, jakim jest właśnie park Timanfaya.

Dlatego, o ile cała ta ogromna i niezwykła przestrzeń wywołała we mnie niesamowity zachwyt, to czuję wielki, naprawdę wielki niedosyt. Co gorsza, nie pomaga nawet fakt, że kawałek innej trasy, ale też w parku, pokonaliśmy na grzbiecie dromadera. Wszystko byłoby w porządku, gdyż nasz zwierz był wyjątkowo kochany i dzielnie niósł nas po stokach wulkanów, gdyby nie to, że cała ta wyprawa trwała jakieś 20 minut!!! Co można zobaczyć w 20 minut? Dlaczego nie urządzają kilkugodzinnych wypraw, podczas których można by zobaczyć cały park?!

Ale dość już tego narzekania. Park jest naprawdę piękny i każdemu, kto będzie tym szczęśliwcem i trafi na Lanzarote, gorąco polecam odwiedzić to miejsce. Zwłaszcza, że dromadery i wycieczka autobusowa, to niejedyne atrakcje parku.

Na skale Hilarego, znajduje się bowiem jedyna w swoim rodzaju restauracja, o jakże przyjemnie brzmiącej nazwie „El Diablo”. Jest to restauracja niezwykła głównie dlatego, że znajduje się tam wulkaniczny grill. Oznacza to, że spod ziemi wydobywa się tak gorący żar, pozostałość po ostatnich erupcjach, że można na nim przyrządzać posiłki. I tak większość mięs i ryb serwowanych w restauracji grillowanych jest właśnie w tym miejscu. Z ciekawością oglądałam ten wyjątkowy na skalę światową grill i bardzo chciałam zajrzeć do środka, ale jak tylko zbytnio się nad nim nachylałam, parzyło mi twarz. Stąd nie wiem jak głęboko jest tam naprawdę. Mogę jednak potwierdzić, że jedzenie na nim przyrządzane jest naprawdę pyszne.

A przed restauracją, pracownicy parku robią eksperymenty, które mają na celu ukazanie nam, jak niesamowita jest matka natura i wszelkie procesy zachodzące pod ziemią. Mianowicie, do wkomponowanych w podłoże rur, wlewa się wodę, a po chwili z tego miejsca wybucha mały gejzer. Woda jest po prostu natychmiast podgrzana do bardzo wysokiej temperatury i wyrzucona w powietrze już w postaci pary. Kawałek dalej natomiast, znajduje się dół, do którego wrzuca się suche chaszcze, które chwilę później stają w płomieniach. Niewątpliwie robi to wrażenie.

Na terenie parku znajduje się również Visitor Centre, w którym znajdziemy ekspozycje o tematyce wulkanicznej, a dość długim tarasem będziemy mogli wejść pomiędzy zastygłą lawę. W podziemiach odbywają się natomiast akustyczne symulacje wybuchu wulkanu.

El Golfo.

Następnego dnia ponownie udałam się w zachodnie rejony wyspy, a zobaczyć chciałam, jak się wkrótce okazało, jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Absolutnie nie przesadzam i El Golfo, o którym tutaj mowa, momentalnie trafiło na moją osobistą listę cudów natury. Aby to udowodnić zdam się głównie na zdjęcia, gdyż naprawdę trudno jest opisać czerń piasku, czerwień skał i zieleń maleńkiego jeziorka Lago de los Clicos, które się tam znajdują, ale dodam, że gdy tylko znalazłam się na szczycie zbocza, z którego mogłam to wszystko zobaczyć, oniemiałam a mój zachwyt i kompletne osłupienie trwały nieprzerwanie przez niemal dwie godziny, czyli cały czas, który poświęciłam na pobyt w tym miejscu. Każdy kamyk, każda fala rozlewająca się po czarnym wybrzeżu i każdy głaz tworzył tak niesamowity widok i atmosferę, że naprawdę nie chciało się opuszczać tego, z niczym innym nie porównywalnego, arcydzieła matki natury.

Los Hervideros.

Kiedyś jednak trzeba było otrząsnąć się z zadumy nad niesamowitością tego świata i ruszyć dalej, by odkrywać kolejne cudowne miejsca. A następnym punktem na naszej mapie było egzotycznie brzmiące Los Hervideros, czyli miejsce, w którym wylewająca się z wulkanu lawa, wpadła prosto do oceanu i stworzyła niezwykłe formy skalne i niebezpiecznie wyglądające jaskinie.

Wąskie przejścia, kamienne balkoniki, z których, wychylając się, można zajrzeć w głąb jaskiń i wielkie, niczym niezabezpieczone dziury, niektórym mogą pewnie jawić się jako swoistego rodzaju plac zabaw. Dla mnie najważniejsze było natomiast to, że dzięki tym wszystkim ścieżkom i tarasikom, można było przyjrzeć się tym pięknym skałom z niemal każdej perspektywy. A w okolicy, tak jak w wielu innych miejscach na wyspie, rozciągały się ogromne połacie zastygłej, czarnej lawy i majaczące nieco w oddali, groźnie wyglądające i również czarne, stożki wulkaniczne.

6 Comments Posted

  1. Bardzo ciekawy i pomocny wpis, tym bardziej,że właśnie mamy w planie zacząć wędrówki po Wyspach Kanaryjskich.Kiedy byłaś na Lanzarote? Może od tego czasu zmieniły się zasady zwiedzania Parku Timanfaya ? A czy wędrowałaś po Gran Canaria? Chcielibyśmy zacząć naszą przygodę z Wyspami właśnie tam.

    • Na Lanzarote byłam w lipcu 2012, ale wątpię żeby coś się od tego czasu zmieniło w kwestii samodzielnych wędrówek po parku.
      Na Gran Canaria niestety nigdy nie byłam, ale słyszałam dobre opinie o tej wyspie. Też jest podobno piękna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*