Dawno temu na … Wyspach Kanaryjskich. Jaskinie, kaktusy i Cesar Manrique.

Na Lanzarote urodził się i tworzył Cesar Manrique, znany hiszpański artysta. Jego obecność wyczuwa się w prawie każdym zakątku wyspy. Przede wszystkim, to właśnie dzięki niemu znajduje się tam tylko jeden wieżowiec. Cesar dopilnował, aby oficjalnie zakazano wznoszenia budynków wyższych niż kilka kondygnacji. Stąd domy mają zazwyczaj nie więcej niż jedno, dwa piętra, a hotele, tak jak na przykład ten, w którym ja się zatrzymałam, trzy.

Również za jego sprawą, znaczna większość budynków na wyspie jest pomalowana na biało (przywodzi to na myśl Grecję). Tylko nieliczne wyróżniają się z otoczenia barwami takimi jak beżowy lub kremowy, a białe budynki mają czasami jakieś kolorowe elementy, np. okiennice. Dzięki temu można liczyć na przyjemna wrażenia estetyczne i to w każdej wiosce!

W wielu miejscach na wyspie można również dostrzec instalacje i rzeźby artysty. Jego dziełami należałoby też nazwać prawie wszystkie atrakcje turystyczne na wyspie, bo to dzięki jego pracy, poświęceniu i zaangażowaniu, możemy dzisiaj oglądać słynny ogród kaktusów, restaurację na skale Hilarego w parku Timanfaya, czy też punkt widokowy Mirador del Rio i wiele, wiele innych.

Cueva de los Verdes.

Na trzeci dzień samochodowych przejażdżek po Lanzarote, zaplanowałam zwiedzanie dwóch najpopularniejszych jaskiń na wyspie oraz ogrodu kaktusów. W pierwszej kolejności udałam się do Cueva de los Verdes.

Do jaskini wchodzi się z 50 – osobową grupą i przewodniczką. Niestety pani, na którą trafiłam, pomimo tego, że bardzo się starała, bardzo trudno było ją zrozumieć. Nigdy wcześniej nie słyszałam żeby ktoś tak bezlitośnie kaleczył język angielski. Wytężałam słuch z całych sił ale i tak nie byłam w stanie zrozumieć więcej niż ok. 50% z tego co mówiła. Dlatego wszelkie informacje na temat jaskini musiałam wyczytać z małego folderu, który dostałam przy wejściu.

Tak więc, obie jaskinie: Cueva de los Verdes i Jameos del Agua mieszczą się w podziemnym kanale wulkanicznym, który powstał od 3 do 5 tysięcy lat temu, podczas erupcji wulkanu La Corona. Tunel ten ma ponad 6 kilometrów i wiedzie od samego wulkanu aż do oceanu.

Temperatura we wnętrzu jaskini zawsze utrzymuje się na poziomie, ok. 19 stopni Celsjusza, więc w przeciwieństwie do wielu innych podobnych miejsc, jest tam po prostu ciepło. A co można zobaczyć? Oczywiście przeróżne formy skalne, które jednak na mnie szczególnego wrażenia nie zrobiły. Ciekawe jest jednak to, że na ścianach można zobaczyć wyraźną granicę wyznaczającą gdzie kiedyś płynęła lawa.

Niespodzianka.

W pewnym miejscu przewodniczka uprzedza nas, że zaraz znajdziemy się w pomieszczeniu, gdzie pod żadnym pozorem nie można używać lampy błyskowej. Powtarza to kilka razy i wydaje się być tym bardzo przejęta. A już po chwili stajemy na skraju głębokiej i pięknie oświetlonej przepaści. Widok jest absolutnie niesamowity. Dziwi tylko to, że nie ma żadnej barierki, a przewodniczka ustawia nas niemal przy samej krawędzi. Następnie prosi do siebie jedno z dzieci i wręcza mu sporych rozmiarów kamień. Chłopiec ma go rzucić w przepaść na jej znak, co też po chwili czyni. Wtedy rozlega się plusk!, a naszym oczom ukazuje się wzburzona tafla wody. Tak, nie staliśmy wcale na skraju przepaści, a po prostu nad brzegiem płytkiego, bo zaledwie 20-centymetrowego jeziorka, w którym odbijało się lekko oświetlone sklepienie jaskini. Niesamowite! Przysięgam, że wyglądało to tak realistycznie, że w życiu bym się nie domyśliła, że patrzę na wodę! Nikt by się nie domyślił! A w tym miejscu muszę jeszcze zaznaczyć, że przed przyjazdem na Lanzarote czytałam o tym niezwykłym efekcie na internecie i wyczekiwałam go z niecierpliwością, a i tak, gdy przyszło co do czego, kompletnie się nie zorientowałam!

Jameos del Agua.

Jameos del Agua właściwie nie przypomina jaskini, bo duża jej część jest całkowicie odkryta i nosi znamiona ogromnej aktywności Cesara Manrique. Stąd znajdziemy tam biały basen z błękitną wodą i stojącą nad nim wysoką palmę, centrum nauki, częściowo ukrytą pod sklepieniem jaskini restaurację i salę koncertową. A we wnętrzu jaskini znajduje się sporych rozmiarów jeziorko, w którym występuje unikatowy gatunek ślepych krabów albinosów (Munidopsis polymorpha). Początkowo trudno je dostrzec, bo są naprawdę maleńkie, ale jak dobrze się przyjrzymy, to zauważymy, że jest ich na dnie jeziora całe mnóstwo.

Jardin de Cactus.

Jardin de Cactus to mały ogród po brzegi wypełniony przeróżnymi gatunkami kaktusów. Jest ich tam kilka tysięcy i pochodzą z całego świata. Większości nigdy wcześniej nie widziałam a nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mogą istnieć w przyrodzie tak wymyślne formy. Tak więc, dla miłośników flory spacer po ogrodzie będzie prawdziwą ucztą, a i przeciętny turysta będzie miał na czym zawiesić oko. Ponadto, na małym wzgórzu znajduje się odrestaurowany wiatrak, do wnętrza którego można wejść i podziwiać stamtąd ładną panoramę. W sklepie z pamiątkami można natomiast nabyć kaktusowe produkty, np. dżemy, albo same kaktusy (ja się na jednego skusiłam).

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*