Co jest tutaj inne, czyli 13 przykładów na to, co dziwi obcokrajowca w Chinach.

O tym, że w Chinach nie ma łatwo, pisałam już nie raz. Tutaj wszystko jest inaczej, więc trzeba dużo czasu żeby się do tego przyzwyczaić. Wydaje mi się, że normalne jest też to, że w zderzeniu z inną kulturą, więcej uwagi zwracamy na to, co nam się nie podoba i co nam przeszkadza, zwłaszcza, jeśli niektóre kwestie bardzo skutecznie utrudniają nam życie. Stąd ten post. 13 przykładów na to, co nas tutaj zaskoczyło, co nas męczy i co irytuje. A żeby nie było tak hejtersko i monotematycznie, to również wzmianka o kilku pozytywach. Dodam również, że dla odmiany, w przygotowaniu jest post o tym, co w Chinach lubimy najbardziej.

A teraz zapraszam do lektury:

Gorąca woda – Chińczycy piją gorącą wodę, wtedy gdy my napilibyśmy się zimnej. Gdy idzie się do restauracji, pierwsze co się przed nami pojawia, to właśnie małe szklaneczki i wrzątek. Wrzątkiem zostaniemy też poczęstowani w innych sytuacjach, na przykład na spotkaniu albo u kogoś w domu. Czasem w kubeczku będzie kilka listków herbaty, ale zazwyczaj tylko wrzątek. My długo nie mogliśmy tego zrozumieć. Nie tylko nigdy, w całym moim życiu, nie piłam wrzątku, ale także nie mogłam sobie wyobrazić gorszego napoju na tutejsze letnie upały.

Z czasem się przyzwyczaiłam, a kiedyś nawet złapałam się na tym, że z niesmakiem patrzę na kubek z wodą, bo mi wystygła.

Z ciekawostek dodam jeszcze, że nasza chińska koleżanka zdradziła nam kiedyś, że jej wujek wrócił z Europy bardzo niezadowolony i mówił, że mu się nie podobało, bo nigdzie nie mógł dostać wrzątku.

Warto też zaznaczyć, że według Chińczyków gorąca woda jest czymś na miarę lekarstwa. Gdy kiedyś z przeziębieniem odwiedziłam szkolną pielęgniarkę, to poza ćwiczeniami i jedzeniem gruszek, poleciła mi właśnie pić gorącą wodę. Podobną radę dostałam w kilku innych sytuacjach.

Brak ogrzewania – Chiny południowe nie mają ogrzewania. Jak dowiedzieliśmy się od naszej asystentki z Hangzhou, rząd uważa, że oni ogrzewania w zimie nie potrzebują, bo zima na południu jest krótka. My właśnie taką zimę przetrwaliśmy i faktycznie trzeba przyznać, że nie była to najgorsza zima w naszym życiu, ale jak to zima, była zimna i wcale nie aż taka krótka. My w dodatku jesteśmy na północy tego południa, więc pod tym względem, gorzej chyba trafić nie mogliśmy.

Piętra – w Chinach parter to już pierwsze piętro.

Gniazdka – to akurat pozytywna niespodzianka, a mianowicie, tutejsze gniazdka obsługują nie tylko typowe chińskie wtyczki, ale również europejskie i amerykańskie. Nie pasują tylko angielskie.

Liczenie na palcach – jedną ręką można pokazać wszystkie liczby. Bywa to bardzo pożyteczne, gdy kupujemy coś na straganach, a nie ma cen albo umawiamy się na kwotę z taksówkarzem. Można też pokazać ilość, na przykład ile chcemy udek z kurczaka. Oczywiście pokazywane na palcach liczby nie mają nic wspólnego ze sposobem w jaki zrobilibyśmy to w Europie.

Fajerwerki – w Chinach codziennie są fajerwerki. Za każdym razem, gdy jest okazja, czyli np. narodziny dziecka, ślub, kupno domu, przyjęcie na studia, Chińczycy wystrzeliwują fajerwerki i petardy. Robią to wprost na chodniku lub ulicy pod domem, bez zaprzątania sobie głowy jakimikolwiek względami bezpieczeństwa i o dowolnej porze. Czasami może to być 6-ta rano, czasami późny wieczór, a czasami noc.

Co ciekawe, pomimo tego, że w Chinach na co dzień korzysta się z normalnego kalendarza, 31 grudnia fajerwerków nie było, a przynajmniej nie w naszej odległej od centrum, dzielnicy Hangzhou. Nad jeziorem podobno były, a u nas, o ironio, cisza jak nigdy. Natomiast w Sylwestra Chińskiego Nowego Roku, czuliśmy się jak na wojnie i chwilami robiło się to naprawdę przerażające. Byliśmy wtedy w Fenghuang i rano wybraliśmy się na spacer, który nie do końca przebiegł zgodnie z planem. Znaleźliśmy się pomiędzy dość wysokimi budynkami mieszkalnymi, a ulice świeciły pustkami. Wszystko wyglądało na opuszczone, dało się tylko słyszeć huk fajerwerków, ale nie było ich za bardzo widać. Można więc było odnieść wrażenie, że wszyscy się schowali albo uciekli przed bombami. Creepy!

Muzyka na ulicach handlowych – często zdarza nam się wychodzić ze sklepów, bo nie jesteśmy w stanie wytrzymać natężenia dźwięku, jaki jest nam serwowany. Na głównych ulicach handlowych, ustawia się głośniki przed sklepami, a z nich płynie tak głośna muzyka, że naprawdę nie da się tego wytrzymać. Dodatkowo, zazwyczaj stoi tam też jakaś osoba z mikrofonem i równie głośno nawołuje. Ma to zapewne zachęcać do wejścia do środka, ale na nas działa odwrotnie. W takim sklepie nie można ani porozmawiać, ani pomyśleć nad zakupem. Jedyne czego się chce, to uciekać!

Płytki chodnikowe – jaki jest tego powód, nie wiem, ale z naszych obserwacji wynika, że w Chinach niemożliwością jest prawidłowe ułożenie płytek na chodnikach. Najwyraźniej po prostu się nie da. Kładzie się je na nierównych powierzchniach, więc nie przylegają, tylko unoszą się przy każdym kroku. Można się przewrócić, ale najbardziej i tak trzeba uważać podczas deszczu. Jeden nieuważny krok i na naszych spodniach i butach ląduje cała woda, która uzbierała się pod płytką. Jest to bardzo nieprzyjemne, a nam zdarzyło się już jakiś milion razy.

Dziwne kosmetyki – śnieżny lotos brzmi fajnie i egzotycznie, dlatego z chęcią kupuję płyn do mycia twarzy, który owy lotos zawiera. Trochę inaczej ma się sprawa, jeśli później tą samą twarz smaruję kremem z owczym łożyskiem. Dodajmy do tego jeszcze balsam do ciała zawierający koński olej i krem do rąk, tym razem z olejem z węża. Nie ma wątpliwości, Chińczycy mają fantazję jeśli chodzi o kosmetyczne receptury.  

Rozmiary – największe buty dla kobiety mają rozmiar 39, który niestety nijak ma się do swojego europejskiego odpowiednika. W związku z tym, ja kupić butów w Chinach nie mogę. Udało mi się tylko raz, z japonkami. Jeśli potrzebuję pełnych butów, muszę wybierać z męskiego asortymentu.

Jeśli chodzi o ubrania, to największy problem mam ze spodniami. W Chinach większość kobiet rzeczywiście jest mała i filigranowa, ale nie brakuje również tych większych, z czego niektóre bywają naprawdę potężne. Gdzie się ubierają, to ja nie wiem, bo ja duża nie jestem, ale jak poszłam po jeansy, to musiałam kupić największe jakie były, a i tak są bardzo obcisłe i nie lubię w nich chodzić.

Co do koszulek, to w Polsce kupuję w rozmiarze S, a tutaj L.

Dopiero niedawno udało mi się znaleźć sklep, który nie tylko ma fajne ciuchy, ale są one w zupełnie normalnych rozmiarach. Nazywa się My Style.

Opakowania – w Chinach jest ponad miliard ludzi, więc można sobie tylko wyobrażać, ile produkują śmieci. Rozsądnie byłoby działać na rzecz ograniczenia tych ilości, ale niestety Chińczycy najwyraźniej lubią sobie wszystko porządnie zapakować. I tak oto, gdy kupimy pudełko ciastek, to po otwarciu okaże się, że każde z nich jest zapakowane osobno. W ogóle bardzo dużo snacków sprzedawanych jest pojedynczo, więc można sobie kupić maleńką paczuszkę chrupek, jeden plasterek tofu, jedno beef jerky albo jeden suszony owoc. Co najdziwniejsze, mało kto to robi. Ciągle widzimy Chińczyków pakujących do siatek od razu kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt snacków jednego rodzaju. Po co więc pakować je wszystkie osobno? My lubimy wziąć po jednym albo dwa, na spróbowanie, bo w sumie nigdy nie wiadomo na co się trafi, ale oni naprawdę tego nie robią.

Patrzymy czasami na nasze śmieci (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) i zastanawiamy się, jak to możliwe, że tak dużo nam się uzbierało po jednym dniu. Co gorsza, nie możemy ich za bardzo posegregować, bo bylibyśmy prawdopodobnie jedynymi, którzy to zrobili na osiedlu i po prostu nie miałoby to sensu. Chińczycy kompletnie nie zwracają uwagi na to, co jest napisane na koszach i o ile nie rzucą papierka wprost na ulicę, to czy trafi on do pojemnika na recycling, czy do tego drugiego, jest tylko i wyłącznie kwestią przypadku.

Zupa w worku – to absolutny hit! Otóż w Hangzhou mieliśmy po sąsiedzku jadłodajnię halal, w której często jedliśmy przepyszne pierożki w zupie. Były naprawdę dobre i w dodatku śmiesznie tanie. Chodziliśmy tam dość często, a czasami braliśmy też na wynos. Gdy doszło do takie sytuacji, do typowego pojemnika na zupę wkładano małą, plastikową siatkę i dopiero wtedy nalewano zupę. W rezultacie, zupa najzwyczajniej w świecie była w worku! Nie wiem czy obawiano się, że pojemnik przemoknie, ale jak dla mnie, było to niedorzeczne rozwiązanie, a co gorsza, bardzo niezdrowe.

Fatalna jakość WSZYSTKIEGO – chińskie badziewie w Chinach jest jeszcze gorsze niż w Europie. Jedyne co warto tu kupić, to bardzo drogie rękodzieło. Jeśli coś wyszło z fabryki, to nie przetrwa długo. Buty mają dziury już po kilku dniach od pierwszego założenia i przemakają przy pierwszym, nawet najmniejszym kontakcie z wodą. Proszek nie dopiera żadnych plam. Na nożach pojawia się rdza. Kierownica w nowym rowerze miota się na wszystkie strony, a pedały są tak umiejscowione, że kolana podchodzą pod brodę. Patelnia wytrzymuje zaledwie kilka miesięcy, chociaż wcale nie jest często używana. Dysk w komputerze niemalże uniemożliwia jakąkolwiek pracę. Peeling do ciała nie peelinguje, za to ciężko go później zmyć. Spodnie farbują nogi na niebiesko ……… i można by tak wymieniać bez końca ………

8 Comments Posted

  1. Bardzo interesujący początek podsumowań.Ciekawi jesteśmy jego ciągu dalszego. Czy liczba tego, co w Chinach lubicie najbardziej przeważy te niekonieczne akceptowane przez Was zjawiska?
    CZy zwyczaj picia gorącej wody przeniesiecie na grunt polski ? Pytałam tutaj znajomego lekarza , twierdzi,że jest to faktycznie bardzo zdrowe dla organizmu.

  2. Kiedy ktos nas tutaj czestuje goraca woda, to zazwyczaj pijemy (po tym jak chociaz troszke ostygnie), ale nie wyobrazam sobie, ze w Polsce mielibysmy sami gotowac sobie wrzatek, a pozniej go popijac.
    Co do pozytywow zycia w Chinach, to nie, raczej nie bedzie ich wiecej 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*