Chińskie przysmaki, część II.

Nasz zachwyt chińską kuchnią trwał około cztery miesiące, a później nastąpił kryzys. Okazało się, że naprawdę brakuje nam europejskiego jedzenia i przestało nam się chcieć wychodzić jeść na miasto. Dopóki byliśmy w Suzhou, nie mieliśmy jednak wyboru, bo wyposażenie naszej kuchni ograniczało się do małej płyty, która jak wtedy myśleliśmy, nie działała (teraz już wiemy, że ten typ nagrzewa się tylko wtedy, gdy położy się na nim odpowiednią patelnię), mikrofalówki, dwóch talerzy, małej miseczki, dwóch łyżek, noża i kilku kubków i szklanek.

Gotować zatem nie mogliśmy, a codzienny wybór tego, co będziemy jeść, z każdym dniem stawał się coraz trudniejszy. W naszej okolicy mieliśmy kilka fajnych knajpek, z naprawdę dobrym jedzeniem, ale w każdej z nich byliśmy tyle razy, że wszystkiego zaczęło nam się odechciewać.

Teraz, gdy mieszkamy w Hangzhou, mamy na szczęście kuchnię i pomimo tego, że do ideału brakuje jej naprawdę bardzo wiele, jesteśmy w stanie gotować. Większość posiłków przygotowujemy więc sami, a dzięki temu, jedzenie w chińskich przybytkach znów stało się przyjemnością. Co więcej, mamy tu ogromny wybór, bo w naszej okolicy jest wiele miejsc, gdzie aż roi się od restauracji i pomimo tego, że mieszkamy tu już od trzech miesięcy, to wciąż nie byliśmy we wszystkich (i raczej nigdy nie będziemy).

Co więcej, mam wrażenie, że w Hangzhou jedzenie jest dużo bardziej zróżnicowane. Mogę się mylić, ale tylko w naszej najbliższej okolicy mamy do wyboru: halal (tak mówimy na muzułmańskie chińskie jadłodajnie), restaurację z kuchnią syczuańską, hot pot z prawdziwego zdarzenia, pizzerię oraz niezliczoną liczbę troszkę mniej oryginalnych przybytków. Naprawdę jest w czym wybierać!

collage1

Tam gdzie mieszkaliśmy w Suzhou, aż takiego wyboru nie było, ale miasto to, ma inną zaletę. Mianowicie w centrum Suzhou, jest uliczka, na której są stoiska z jedzeniem, o jakim przed przyjazdem do Chin, nawet nam się nie śniło. Wspominałam już o tym w poprzednim poście o jedzeniu (Chińskie przysmaki), a teraz mogę się pochwalić kolejnymi cudami, jakich tam spróbowaliśmy.

Najciekawsze były chyba rozgwiazdy, bo wcześniej nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to można jeść. Teraz zgodnie stwierdzamy, że do rarytasów na pewno nie należą, gdyż smaku to one zbyt wiele nie mają, ale z pewnością ciekawie było spróbować tej zielonej papki, która się w nich znajduje.

collage5

Całkiem dobre były za to szczypce, jak mniemam krabowe, ale roboty przy nich co nie miara. Pancerzyk jest twardy i rękami czasami ciężko go przełamać, więc trzeba próbować innych narzędzi. My postawiliśmy na zęby, które ku mojemu zaskoczeniu, sprawdzały się znakomicie.

collage2

Moim ulubionym przysmakiem na tej ulicy, były jednak małże w ostrym sosie, które absolutnie nie miały sobie równych. Za 15 RMB dostawaliśmy pękaty kubełek, który zazwyczaj zjadaliśmy na pół. Nie wystarczało to co prawda na posiłek, ale stanowiło znakomitą przekąskę. Odkąd spróbowaliśmy tego pierwszy raz, kupowaliśmy taki kubełek podczas każdej (albo prawie każdej) kolejnej wizyty w tym miejscu. Pycha!!!

Znakomite są też małe rybki smażone na głębokim oleju, które dostaje się na patyku. Tak na marginesie, to już dawno przestało mi przeszkadzać, że jem je z głowami, ogonami, skórą i płetwami.

collage3

Na koniec dodam jeszcze, że pod koniec września było święto – Mid Autumn Festival, podczas którego je się tzw. mooncakes. Są to bardzo ciężkie, solidne i pożywne ciacha z pięknym wzorem na zewnątrz i różnoraką masą w środku. W dzień święta kupiliśmy sobie takie cztery. Były ok, ale do naszych ulubionych przysmaków, należeć na pewno nie będą.

collage4  

                                                                   

2 Comments Posted

  1. Niezwykłe jedzonko :-). Świetne zdjęcia. Najbardziej spodobała mi się opinia Gosi,że już dawno przestało jej przeszkadzać ,że je rybki z ogonami, płetwami…Przyzwyczajenie robi jednak swoje.
    Teraz już wiem,że jecie w jednorazowych rękawiczkach, bo w tych barach nie ma łazienek, więc i rąk nie ma gdzie umyć ani przed ani po konsumpcji…trudne dla nas do wyobrażenia. Z drugiej strony istnienie tych rękawiczek to jakiś dowód na dbałość o higienę.
    Gdy przyjedziecie z powrotem do Polski, czekać na Was będą wyłącznie przysmaki z domowej kuchni polskiej:-).

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*