Batu Caves.

To, co zaskoczyło mnie w Batu Caves najbardziej, to fakt, że można tam tak szybko i łatwo dojechać. Na wycieczkę zaplanowałam cały dzień, a okazało się, że kilka godzin w zupełności wystarczy.

Jeśli ktoś, tak jak my, zatrzyma się w Chinatown, to do Batu Caves może dojechać bezpośrednio, linią metra numer 1 (przystanek – Batu Caves). Wysiadamy z pociągu i voila – już mamy przed oczami pierwszą jaskinię i wielki, niebieski posąg.

Ramayana Cave.

Gdy wchodzimy do jaskini, jesteśmy troszkę zaskoczeni wnętrzem. Mianowicie, mamy przed oczami setki kolorowych figur, w dodatku dość mocno oświetlonych. Szczerze mówiąc, wygląda to kiczowato, ale i tak wzbudza nasze zainteresowanie. Mamy przynajmniej okazję zapoznać się z co poniektórymi bóstwami hinduistycznymi, które prezentują się wyjątkowo interesująco.

I tak oto oglądamy próbę wybudzenia ze snu olbrzyma o imieniu Kumbakarnan, czy też scenkę przedstawiającą walkę z żeńskim demonem.

Przed wejściem do jaskini znajduje się natomiast stado zaprzężonych koni. Niestety ja nie jestem w stanie docenić artystycznego kunsztu ich twórcy. Wręcz przeciwnie.

Murugan Statue.

Po odwiedzeniu dwóch świątyń i wspomnianej powyżej jaskini, docieramy wreszcie do głównego punktu naszej wycieczki.

Mamy teraz przed oczami ogromny, złoty posąg – Murugan Statue. Jest to najwyższy na świecie posąg przedstawiający Murugan, postawiony tutaj w 2006 roku.

Faktycznie, rozmiar figury jest dość imponujący, ale i tak miejsce to nie robi na nas większego wrażenia. Znacznie lepiej czujemy się w świątyni, do której docieramy po pokonaniu schodów, które znajdują się tuż obok.

Po drodze, która wcale nie jest tak ciężka, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, obserwujemy ludzi, którzy wnoszą na szczyt ciężary, na przykład kilka zgrzewek wody na raz, w dodatku na głowie.

Dlatego też, po pokonaniu pierwszych schodów i po przeczytaniu prośby o pomoc, postanawiamy wynieść cegły do górnej świątyni. W jaskiniach trwa budowa kolejnej świątyni i wygląda na to, że robotnicy muszą osobiście wynosić na górę wszelkie materiały. Masakra!

Górna świątynia, skały i małpy.

Na samej górze znajduje się kolejna świątynia, moim zdaniem najfajniejsza. Ze wszystkich stron otoczona jest pięknymi skałami, które pną się wysoko w górę. Przez dość spory prześwit, przedzierają się promienie słoneczne, które rzucają poświatę na wszystko wokół. Wszędzie biegają małpy i szukają okazji, aby załapać się na jakiś smakołyk.

Sama świątynia jest bardzo ładnie wykończona. Uwagę szczególnie zwraca dach, pełen kolorowych rzeźb.

Ludzi jest całkiem sporo, ale prawie tego nie odczuwamy. Jest wyjątkowo cicho i spokojnie, więc naprawdę można poczuć atmosferę miejsca.

Spędzamy tam sporo czasu, gdyż jest naprawdę przyjemnie i aż nie chce się opuszczać tej enklawy i wracać do tłocznego, chaotycznego miasta.

2 Comments Posted

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*