Bangkok – The Grand Palace, Wat Pho oraz Wat Arun.

Jak już wspominałam w jednym z poprzednich wpisów, do zwiedzania Bangkoku podeszłam na luzie. Zamiast ganiać po mieście od rana do wieczora, skoncentrowałam się jedynie na kilku ważniejszych zabytkach.

Najpierw odwiedziłam The Grand Palace oraz Wat Pho, a następnego dnia zawitałam do Wat Arun.

Niezbyt dużo, prawda?

Poniżej kilka zdjęć z tych miejsc i moje wrażenia.

The Grand Palace.

To chyba najliczniej odwiedzane miejsce w Bangkoku, więc jak można łatwo się domyślić, jest tam dość tłoczno. Niestety psuje to ogólny efekt, gdyż jak wiadomo, zwiedzanie wśród setek, tysięcy innych turystów, nigdy nie jest zbyt przyjemne.

Architektura wiele jest jednak w stanie wynagrodzić i w tym przypadku, zdecydowanie wynagradza.

Mnie podobało się tam wszystko, a zwłaszcza potężne figury, fikuśne dachy, malowidła ścienne oraz przeróżne, ciekawe rzeźby.

Tajska architektura jest naprawdę zachwycająca.

Budynkiem, którego absolutnie nie można pominąć zwiedzając The Grand Palace, jest świątynia Wat Phra Kaew, która mieści jadeitowego buddę.

W cenę biletu do pałacu, wliczone jest również przedstawienie teatralne, które odbywa się w Royal Theatre. Spod pałacu organizowane są darmowe transfery meleksami, więc nie trzeba się martwić o pokonywanie tej trasy na własną rękę.

Występ nie jest zbyt długi, ale składa się z kilku elementów, kiedy to zobaczymy przeróżne scenki i tańce. Wszystko oczywiście w pięknych, kolorowych kostiumach i w akompaniamencie muzyki wykonywanej na żywo.

Myślę, że warto się tam udać.

Wat Pho.

Wat Pho znajduje się w bliskim sąsiedztwie The Grand Palace, więc udałam się tam w przerwie miedzy zwiedzaniem pałacu, a wyjazdem do teatru.

Świątynia słynie z ogromnego posągu leżącego buddy, który faktycznie jest imponujący.

Mnie jednak, bardziej spodobały się inne miejsca na terenie świątyni, a zwłaszcza przepiękne pagody o różnych kolorach, rozmiarach i pokryte mnóstwem cudnej ceramiki. Coś pięknego!

Wat Arun.

Następnego dnia popłynęłam na drugi brzeg rzeki Chao Phraya, aby odwiedzić świątynię, która interesowała mnie najbardziej.

Mowa o Wat Arun, która okazała się jedną z najpiękniejszych świątyń, jakie kiedykolwiek widziałam.

Moim zdaniem to prawdziwe arcydzieło!

Długo zachwycałam się jej kształtem i przepięknymi ceramicznymi płytkami, którymi pokryta jest w całości.

Na tyłach znajduje się więcej zabudowań i też warto je zobaczyć.

W jednym z budynków, mnich udzielał ludziom błogosławieństwa i zawiązywał na nadgarstkach czerwone sznureczki z koralikami.

Na podobne praktyki napotykałam już wcześniej, ale to właśnie w Wat Arun po raz pierwszy poczułam chęć uczestnictwa w tym procederze.

Być może się mylę, ale wydaje mi się, że te koraliki przynoszą mi teraz szczęście.

Podsumowanie.

Jak widać, nie zaszalałam jeśli chodzi o zwiedzanie Bangkoku, ale dzięki temu, mój pobyt w mieście był bardzo przyjemny i naprawdę relaksacyjny.

Następnym razem zrobię tak samo.

Na pewno będę jednak chciała odwiedzić kolejne świątynie, w tym takie mniej znane. Spacerując po mieście, wielokrotnie mijałam przepiękne zabudowania świątynne, ale nie przekraczałam ich progów. Następnym razem będę musiała to nadrobić, gdyż jestem przekonana, że zachwycą mnie jeszcze bardziej, niż te najbardziej popularne zabytki.

Tak przynajmniej wynikałoby z moich dotychczasowych doświadczeń. Te lokalne świątynie, do których nie zaglądają rzesze turystów, są tak naprawdę najfajniejsze i najbardziej klimatyczne.

Informacje praktyczne: do świątyń wchodzi się w odpowiednim stroju, o czym warto pamiętać. Odpadają krótkie spodenki i odkryte ramiona. Za drobną opłatą można wypożyczyć ubrania na miejscu, ale jak dla mnie, taka opcja jest absolutnie nieakceptowalna. Dlatego też, przed wejściem do Wat Arun, musiałam kupić bluzkę.

Ceny wstępów do świątyń:

The Grand Palace – 500 THB

Wat Pho – 200 THB

Wat Arun – 50 THB

1 Comment Posted

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*