Ach, ta Indonezja …

Indonezja to ogromny kraj, a w związku z tym, że składają się na niego tysiące wysp, jest też bardzo rozległy.

Oczywiście od początku zakładaliśmy, że skoncentrujemy się na jedynie małym jego fragmencie, kilku drobnych wysepkach, ale i tak uznaliśmy, że potrzebujemy na to sporo czasu. Nasze możliwości pozwalały nam na ok. miesiąc, więc padło na miesiąc (zwłaszcza, że regulacje wizowe i tak więcej nie przewidują).

Lecąc do Indonezji, trzeba pokazać bilet wylotowy, więc jeszcze zanim postawiliśmy stopę na indonezyjskiej ziemi, musieliśmy rozplanować cały pobyt. Bardzo nie lubię tego robić, gdyż po pierwsze wolę mieć poczucie wolności i swobodnie wybierać kolejne cele, a po drugie, nie znoszę ograniczeń czasowych.

Co gorsza, wkrótce okazało się też, że jedynym rozsądnym wyjściem jest podróżowanie przez lotnisko na Bali. I tak zamierzaliśmy tam lecieć, ale mieliśmy nadzieję, że wylecimy już z innego miejsca, co by się nie wracać.

Oczywiście takiej opcji nie ma, chyba że nie straszne nam wielogodzinne podróże i mamy walizkę pieniędzy na niedorzecznie drogie połączenia.

Dlatego też, z ciężkim sercem, kupiliśmy bilety wylotowe z Bali. Dawały nam one dokładnie cztery tygodnie na pobyt w Indonezji.

Czas jest względny.

Cztery tygodnie na pobyt w nowym kraju to nie tak dużo, prawda?

Niby prawda, ale w rzeczywistości wszystko zależy od tego, jak się w danym kraju czujemy, jaki mamy kontakt z ludźmi, czy smakuje nam jedzenie i odpowiada atmosfera.

W naszym przypadku, po bardzo krótkiej euforii (ok. jednodobowej), przyszedł okres zniechęcenia, zniesmaczenia i ciągłego podenerwowania. W związku z tym, bardzo szybko pożałowaliśmy, że na Indonezję zaplanowaliśmy AŻ cztery tygodnie.

Wymęczyliśmy się w tym kraju okropnie!

Najbardziej denerwowali nas ludzie i ich nieustający i nieznający granic pęd za pieniędzmi.

Na każdym kroku trzeba było uważać, gdyż jako białe twarze najwyraźniej nie zasługujemy ani na równe traktowanie, ani na uczciwość, ani na prawdę. Można nas za to okradać, bo przecież wszyscy jesteśmy milionerami.

Do tego należy doliczyć postępującą w zastraszającym tempie komercjalizację. W tej kwestii bezmyślni turyści nie pozostają bez winy, ale moim zdaniem, najbardziej przerażające jest to, że Indonezyjczykom tak łatwo przychodzi podporządkowywanie swojego kraju pod turystów, a tym samym, wprowadzanie nieodwracalnych zmian.

Przerażająca jest również kwestia ochrony środowiska. W Indonezji plastik dalej rządzi, a zapach palonych śmieci już zawsze będzie dla mnie nieodłącznym skojarzeniem z tym krajem.

Nasza wina.

Żeby jednak nie zwalać wszystkiego na Indonezję, poniżej wyjaśnię pokrótce, co my zrobiliśmy źle i jakie wyciągnęliśmy z tego wnioski.

Po pierwsze, nie lubimy turystycznych miejsc, a ze wszystkich indonezyjskich wysp, wybraliśmy akurat Bali. Dlaczego?

W sumie to nie wiem dlaczego, ale był to ogromny błąd. Na naszą obronę mam tylko to, że mieliśmy tam być jedynie tydzień i nawet przez myśl nam nie przeszło, że spędzimy tam więcej czasu.

W każdym razie, jeśli kiedykolwiek ponownie udamy się do Indonezji, to na cel obierzemy inne, mniej turystyczne miejsca. Bali będziemy omijać szerokim łukiem.

Po drugie, nie miałam ze sobą prawa jazdy, co bardzo ograniczyło nasze możliwości poruszania się. Był to kolejny ogromny błąd.

Oczywiście nie spodziewałam się, że na tak dużych wyspach nie będzie prawie żadnej komunikacji, ale teraz już wiem, że skuter to i tak najlepszy środek transportu na eksplorację Indonezji.

Poruszając się swoim własnym pojazdem, mamy niemal nieograniczoną swobodę i dojedziemy wszędzie, gdzie tylko zapragniemy, na przykład na małe, słabo uczęszczane plaże.

Ominie nas też niezbyt przyjemny proces wynajmowania samochodu z kierowcą i negocjacji ceny.

Czemu tak długo byliśmy na Bali?

Oryginalnie plan zakładał, że na Bali będziemy tylko tydzień, a później przeniesiemy się na inne wyspy. Niestety, jak to czasem bywa, wyszło zupełnie inaczej.

Otóż po pierwszym tygodniu, udaliśmy się na Gili Trawangan, a po kilku kolejnych dniach, zorganizowaliśmy sobie transport na Flores.

Nasza 33 – godzinna podróż wodą i lądem była tak długa, uciążliwa i niedorzeczna, że absolutnie nie mogło być mowy o tym, by ją powtarzać.

Zdecydowaliśmy się wracać samolotem, ale wtedy okazało się, że opłaca się nam lecieć tylko na Bali, gdyż bilety na Lombok są dużo droższe.

Może gdybyśmy na tym etapie nie byli aż tak rozczarowani Indonezją i jej mieszkańcami, to zapłacilibyśmy więcej za te bilety, albo pojechali lądem, dzieląc podróż na etapy i odwiedzając kolejne miejsca.

Niestety nasz poziom irytacji był tak wysoki, że postanowiliśmy po prostu przeczekać do naszego wylotu, odpocząć i prawie kompletnie olać zwiedzanie czegokolwiek.

W ten oto sposób, wylądowaliśmy z powrotem na Bali i udaliśmy się do Ubud.

Spędziliśmy tam kilka leniwych dni, prawie wcale nie ruszając się z naszego hoteliku, po czym, dla urozmaicenia, pojechaliśmy do Nusa Dua.

Co widzieliśmy w Indonezji?

Jak na miesięczny pobyt, to wydaje mi się, że widzieliśmy w Indonezji niewiele, aczkolwiek absolutnie nie rozpaczamy z tego powodu.

Może kiedyś nadarzy się bardziej dogodna okazja i wrócimy do tego kraju, aby odbyć bardziej przemyślaną i dostosowaną do naszych potrzeb podróż.

Jestem przekonana, że Indonezja ma wiele do zaoferowania i są miejsca, w których będziemy czuć się mile widziani i w których spędzimy niezapomniane chwile.

Co do urody tego kraju, to nie mam wątpliwości. Indonezja jest przepiękna i to co widziałam sprawia, że mam ogromny apetyt na więcej.

Zobaczcie zresztą sami. Poniżej kilka zdjęć z miejsc, które udało nam się odwiedzić.

Bali.

Będąc na Bali, zatrzymaliśmy się w trzech miejscowościach: Kuta, Ubud, Nusa Dua. W każdej z nich spędziliśmy kilka dni.

Oprócz tego, odwiedziliśmy małą mieścinkę Sanur, a raz byliśmy na całodniowej wycieczce samochodem, kiedy to odkrywaliśmy jedne z najpiękniejszych miejsc, jakie wyspa ma do zaoferowania.

Gili Trawangan.

Gili Trawangan to miejsce, które wspominam najlepiej z całego pobytu w Indonezji. Ta maleńka wysepka ma naprawdę mnóstwo uroku i panuje na niej specyficzna, wyspiarska atmosfera.

Plaże są fajne, a przy brzegu możemy podziwiać rafę koralową i pływające w niej olbrzymie żółwie. Idealne miejsce na relaks.

Rinca i okolice (Komodo National Park).

Będąc na Flores, wynajęliśmy łódkę, którą popłynęliśmy na wyspę Rinca. Tam mieliśmy okazję zobaczyć wielkie, majestatyczne i bardzo groźne smoki z Komodo, które zrobiły na nas spore wrażenie.

Poza tym, spędziliśmy bardzo fajny dzień na morzu, podziwiając piękne widoki i pływając w krystalicznej i cudownie orzeźwiającej wodzie. Odwiedziliśmy też dwie małe wyspy, z czego na jednej z nich, byliśmy zupełnie sami.

1 Comment Posted

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*