10 „NAJ”, czyli co mają do zaoferowania Chiny.

Chiny to kraj, o którym można prowadzić niekończące się dyskusje, w trakcie których nie raz użyjemy słowa „naj”. Każdy wie, że jest to państwo z największą liczbą ludności na świecie. Każdy słyszał o ogromnych miastach, zamieszkanych przez milionowe populacje, większe niż w niejednym państwie. Każdy zna rzeki Jangcy i Hunag He, jedne z najdłuższych na świecie. I każdy słyszał o Wielkim Murze, najdłuższej budowli świata.

Ale dzisiaj nie będzie o oczywistościach, a o tym co dla mnie w tym kraju jest „naj”. Prezentuję zatem listę subiektywną, opartą na moich osobistych doświadczeniach. Jako że mój stosunek do Chin (w których mieszkam już ponad dwa lata), jest wciąż co najwyżej ambiwalentny, początkowo planowałam przedstawić 5 rzeczy, które mi się podobają i pięć takich, bez których moje życie w tym kraju byłoby dużo łatwiejsze. Ostatecznie uznałam jednak, że dużo na Chiny narzekam i może faktycznie chociaż raz skupię się na tym, co dobre. Coś w końcu mnie w tym kraju trzyma.

  1. Najaktywniejsi staruszkowie.

Aktywność chińskiego, starszego pokolenia zachwyca mnie niezmiernie od początku mojego pobytu w Państwie Środka. W żadnym innym kraju nie widziałam, aby starsi ludzie tak wiele czerpali z emerytury i tak radośnie podchodzili do życia.

Gdy rano wychodzę z mojego budynku, trafiam wprost na grupę staruszków uprawiających tai chi w specjalnych strojach. Spacerując wieczorami, niemal na każdym placyku albo większej przestrzeni, napotykam grupy pań w podeszłym wieku, żwawo ruszające się w rytm muzyki. Weekendy w parkach to prawdziwe szaleństwo, gdy organizowane są targi matrymonialne, na których rodzice szukają partnerów dla swoich dorosłych dzieci. Inni w tym czasie grają w karty, mahjong albo krykieta. Jeszcze inni grają na instrumentach albo gimnastykują się w trakcie chodu. Jest to naprawdę piękne zjawisko (więcej można przeczytać tutaj).

  1. Najbezpieczniejszy kraj.

Nie każdy podziela moje zdanie, ale ja w Chinach czuję się wyjątkowo bezpiecznie. Przestępczość oczywiście istnieje, ale ja nigdzie jej nie dostrzegam i w żaden sposób nie odczuwam. Nie boję się chodzić wieczorami po ulicach. Bardzo rzadko widzę pijanych, a jak już, to zazwyczaj w takim stanie, że aby ich powalić, wystarczyłoby szturchnięcie palcem. Widziałam kilka bójek, ale wyglądały tak żałośnie, jakby biły się 70-letnie babcie. Co więcej, obcokrajowcy mają w Chinach szczególny status i większość ludzi odnosi się do nas przyjaźnie i z dużym zainteresowaniem. Odstępstwa od normy są rzadkie, a ja osobiście nigdy niczego takiego nie doświadczyłam. Chiny to zdecydowanie najbezpieczniejszy kraj w jakim do tej pory byłam.

  1. Najlepiej opłacani nauczyciele angielskiego.

Nauka angielskiego to w Chinach ogromny biznes. Wszyscy bogaci Chińczycy chcą, aby ich dzieci poznały ten język i są gotowi zapłacić naprawdę spore pieniądze, aby cel osiągnąć. Prywatne centra językowe są na każdym kroku, nawet w galeriach handlowych i potrzebują wielu zagranicznych nauczycieli. Biorąc pod uwagę rozmiar kraju i jego liczbę ludności, można sobie łatwo wyobrazić, jak ogromne jest na nas zapotrzebowanie. Na Internecie znajdziemy tysiące ogłoszeń o pracę, a wyszukanie interesującej nas oferty, prawdopodobnie nie zajmie nam więcej niż jeden lub co najwyżej kilka dni. Pensje rosną z miesiąca na miesiąc i właśnie dlatego, Chiny pozostawiają daleko w tyle inne kraje azjatyckie, które nie mogą sobie pozwolić na takie wydatki.

  1. Najbardziej zróżnicowane jedzenie.

Ten temat poruszałam już wcześniej (tutaj), ale o chińskim jedzeniu można pisać bez końca. Nigdzie nie spotkałam się z taką różnorodnością potraw, smaków i przede wszystkim składników. Nigdzie indziej nie byłam też aż tak wiele razy zaskakiwana tym, co znienacka (lub celowo) pojawiało się na moim stole.

A były to: kurze łapki, kacze szyjki, rozgwiazdy, żółwie, żaby, meduzy, świńskie mózgi, robaki, krew, 100-letnie jajka i wiele innych.

  1. Najlepszy hot pot.

Mieszkając na wschodzie kraju nie miałam okazji doświadczyć tego, co obecnie uważam za prawdziwy hot pot, ale odkąd mieszkam w Chongqing, wiele się zmieniło. Tutaj, w sąsiedztwie prowincji Sichuan, hot pot znajdziemy na każdym kroku i jest to hot pot z prawdziwego zdarzenia. Nie ma sobie równych i z łatwością można się od niego uzależnić.

  1. Najbardziej intrygująca przyprawa.

Pieprz sichuański to przyprawa jedyna w swoim rodzaju. Jej prawdziwy smak odkryłam dopiero po przeprowadzce do Chongqing, gdyż najlepiej smakuje, gdy jest świeżo zmielony. Obecnie nie wyobrażam sobie bez niego życia i już się zastanawiam, jak będę go zdobywać po powrocie do Polski.

Co w nim takiego szczególnego? Poza niezwykłym aromatem, który ulepszy każdą potrawę, powoduje też specyficzne mrowienie języka i warg. Jest to wyjątkowo ciekawe uczucie. Natomiast niektóre potrawy i przekąski zaczynają się od słów „ma la”, czyli hot and numbing (ostry i powodujący odrętwienie).

Na zdjęciu poniżej, jedno z moich ulubionych chińskich dań, „mapo doufu”, oczywiście mocno przyprawione sichuańskim pieprzem.

 

  1. Najbardziej wyszukane tarasy widokowe i prawdopodobnie najwięcej szklanych mostów i chodników.

Ostatnio mam wrażenie, że żadna chińska atrakcja turystyczna nie będzie kompletna, dopóki nie pojawi się tam przeszklony chodnik albo most. Miejsca tego typu naprawdę powstają na potęgę i co rusz, któreś jest najwyższe, najdłuższe albo najbardziej przerażające. Ja do tej pory byłam na szklanym moście zawieszonym nad przepaścią i muszę przyznać, że było to dość intrygujące doświadczenie, aczkolwiek dużo mniej straszne niż się spodziewałam. Oprócz tego, chodziłam po przeszklonym chodniku w Oriental Pearl Tower w Szanghaju i o dziwo, bałam się dużo bardziej niż nad przepaścią.

  1. Najfajniejsze świątynie.

To w stu procentach moja subiektywna opinia, ale odwiedziłam w Chinach kilka naprawdę niesamowitych świątyń i wrażenia z tych miejsc z pewnością pozostaną ze mną na zawsze.

Za przykład niech posłuży Hanging Monastery w pobliżu miasta Datong. Jest to świątynia wbudowana w skały na wysokości kilkudziesięciu metrów. Już samo to stanowi o jej wyjątkowości, a oprócz tego należy zwrócić uwagę na niezwykłą wręcz kolorystykę i atmosferę tego miejsca. Z całą pewnością jest to świątynia jedyna w swoim rodzaju, najciekawsza jaką do tej pory odwiedziłam.

  1. Najpiękniejsze góry.

Oczywiście chińskie góry nie są tak naprawdę najpiękniejsze, gdyż wszystkie góry są piękne, ale trzeba przyznać, że są tu miejsca, które z łatwością przyprawią nas o zawrót głowy. Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje Zhangjiajie National Forest Park (więcej tutaj i tutaj) oraz Huangshan.

  1. Najwięcej pand.

Jak wiadomo, Chiny to ojczyzna pand. Zwierzęta te cieszą się tutaj ogromną popularnością i są dumą narodową. Są też prawdopodobnie jedynym gatunkiem zwierząt, o który faktycznie się tutaj dba (nie jest tajemnicą, że Chińczycy nie odznaczają się zbytnim szacunkiem do zwierząt, czego świadkiem byłam wielokrotnie).

Te wyjątkowo rozkoszne niedźwiadki możemy zobaczyć w wielu chińskich miastach, ale najwięcej jest ich oczywiście w Chengdu, w Sichuanie. Ja sama jeszcze tam nie byłam, dlatego poniżej zdjęcia z zoo w Hangzhou i Chongqing.

Powyższy tekst został napisany w ramach projektu Klubu Polki. Tym razem tematem jest 10 „naj” naszych krajów zamieszkania. Zapraszam do lektury również innych artykułów, które można znaleźć pod adresem: http://klubpolek.pl/naj/

1 Trackbacks & Pingbacks

  1. PROJEKT JESIENNY - 10 "NAJ" NASZEGO KRAJU ZAMIESZKANIA - Klub Polki na Obczyźnie

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*